Czytasz: Policjant na meczu pod przykrywką. Fotoreporterzy oburzeni (AKTUALIZACJA)

Policjant na meczu pod przykrywką. Fotoreporterzy oburzeni (AKTUALIZACJA)

Działali incognito. W polu podbramkowym i koszulkach fotoreporterów. Teraz ci prawdziwi pytają, dlaczego policja się pod nich podszywa.

Do burdy doszło na wczorajszym meczu Ruch - Górnik Łęczna. Przez fanów drużyny z Chorzowa rozgrywka była kilka razy przerywana. Na trybunach płonęły flagi, a podczas drugiej połowy na boisko poleciały race. Jeszcze goręcej zrobiło się po końcowym gwizdku. Wówczas na boisko wbiegli kibice.

czy to fotoreporter?

Interweniować musiała policja, m.in. konna. W efekcie jeden z kibiców został poturbowany przez zwierzę. Interweniowali też... fotoreporterzy, a przynajmniej osoby ubrane w kamizelki z napisem „foto”. Jak się później okazało byli to tzw. spotersi, czyli grupa funkcjonariuszy oddelegowana do spraw pseudokibiców.

„To uderza w nas”

Skutek jest taki, że teraz środowisko śląskich fotoreporterów jest oburzone. - Następnym razem będę się bał wyjść na boisko. Kamizelka informująca o tym, że jestem z prasy, już nie będzie miała większego znaczenia – mówi nam jeden z fotoreporterów. - To uderza w nas – dodaje.

Sebastian Imiołczyk, rzecznik prasowy chorzowskiej policji odpiera jednak zarzuty. Mówi, że to mundurowi działali zgodnie z zasadami, a spotersi na meczu, to jeden z wariantów zabezpieczenia. Miejsca, które zajęli były ustalone wcześniej z organizatorami meczu.

„Policja też robi zdjęcia”

Aleksandra Nowara, rzeczniczka śląskiej policji tłumaczy, że policjanci w kamizelkach fotoreporterów nie byli obecni na murawie od początku meczu. - Wkroczyli w momencie, gdy zauważyli, że robi się groźnie, a ochrona sobie nie radzi – mówi. Zapewnia, że to działania policji, które nigdy nie są spontaniczne. - Musimy być przygotowani na różne okoliczności, a przepisy nie pozwalają by policja była na murawie, stąd kwestia tych kamizelek. Mundurowi też dokumentują mecz, choćby po to, by później móc zidentyfikować osoby zachowujące się agresywnie – mówi.

Wspólny protest mediów

Redakcje nie zgadzają się jednak na podszywanie się pod ich pracowników. W sobotę pojawił się wspólny list redaktorów naczelnych trzech śląskich redakcji. Kamil Durczok z Silesion.pl, Dariusz Kortko z katowickiej Gazety Wyborczej i Marek Tworóg z Dziennika Zachodniego napisali w nim: „Stanowczo sprzeciwiamy się praktykom, do jakich doszło podczas piątkowych zajść na stadionie Ruchu Chorzów. Ukrywanie policjantów bądź funkcjonariuszy jakichkolwiek służb pod szyldem mediów, nie ma żadnego usprawiedliwienia. Jest to przejaw kompletnego braku wyobraźni osób kierujących działaniami policji”.

 

 

Czytaj więcej