Czytasz: Pół roku więzienia za atak na ratowników medycznych

Pół roku więzienia za atak na ratowników medycznych

- Nie może być tak, że ktoś atakuje ratowników i jest bezkarny. Wyrok bezwzględnego więzienia to przestroga dla innych - uważa dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.

Pół roku ma spędzić w więzieniu mężczyzna, który przed kilkoma miesiącami w Chorzowie uszkodził wezwaną do niego karetkę pogotowia i zaatakował ratowników medycznych. Agresor był pod wpływem środków odurzających. Wyroku zapadł we wtorek już na pierwszym posiedzeniu przed chorzowskim sądem.

Przypomnijmy, 28 grudnia ubiegłego roku ratownicy WPR zostali wezwani do pacjenta w Chorzowie, będącego pod wpływem środków odurzających. Andrzej K. odmówił przyjęcia pomocy i zachowywał się z każdą chwilą coraz bardziej agresywnie.

- Ratownicy zostali zaatakowani przez agresywnego mężczyznę. Schronili się przed nim w ambulansie, więc agresor wyładował się na karetce. Ratownicy to ludzie, którzy niosą pomoc i nie mogą obawiać się o własne życie, kiedy sami tę pomoc niosą - mówi Artur Borowicz, dyrektor WPR. 

Wysoka szkodliwość społeczna czynu

Wtorkowy wyrok powinien trafić do świadomości każdego człowieka uważa dyrektor pogotowia. Podkreśla, że sąd w wyroku zwrócił uwagę na bardzo wysoką szkodliwość społeczną takich zachowań.

Ambulans, który zniszczył mężczyzna przez kilka dni nie mógł wyjeżdżać do wezwań. Straty wyceniono na ok. 4 tys. zł. Zniszczone lub uszkodzone zostały m.in. lusterko, drzwi oraz kierunkowskaz. Koszty naprawy pokryła firma ubezpieczeniowa.

- W tym czasie ta karetka mogła uratować wiele osób wyjeżdżając z ratownikami do wezwań - podkreśla Artur Borowicz. 

Atak na ratowników w Chorzowie

Dyrektor WPR Artur Borowicz, przyznaje, że z przejawami agresji – najczęściej słownej - ratownicy spotykają się każdego dnia, często wynika ona z nerwów, stresującej sytuacji. Jednak część agresywnych osób nie poprzestaje na słowach. Każdego roku zdarza się nawet kilkanaście przypadków fizycznych ataków na pracowników WPR.

- Mieliśmy ratownika ze złamaną szczęką, mieliśmy podbite oczy i obrzucone karetki jadące na sygnale z ciężarną. Kiedy dochodzi do sytuacji zagrożenia ratowników i sprzętu, nie można tego pozostawić bez kary. Ratownik musi się czuć bezpiecznie, nie może czuć się zagrożony, jeśli udziela pomocy drugiemu człowiekowi - podkreślił Borowicz.

Czytaj więcej