Zdrowie, Relacja, Aktywnie, Weekend

Półnago w jeziorze

Z przerażeniem patrzą na nich inni. Im samym uśmiech z twarzy po prostu nie schodzi. - Bo morsowanie to potężna dawka endorfin – mówią dąbrowskie morsy.

Siekierą w skutą lodem Pogorię III. Tak powstaje „basen” dla miłośników lodowatych kąpieli. - Zwykle używa się to takich celów piły mechanicznej, ale my jesteśmy ekologiczni – zaznacza Przemysław Solich, szef i pomysłodawca klubu Pogoria Morsuje, jednego z największych w całym województwie. Przyznaje, że sześć lat temu zaczynali od kilku osób. I mocno zdziwionych min spacerujących wokół jeziora. Dziś, na każdej planowanej lodowatej kąpieli zjawia się tu niemal setka morsów.

Zanim zmarzną, muszą się rozgrzać

Na brzegu rozkładają kolorowe karimaty. - Kiedyś ktoś bosą nogą stanął na betonie i...przymarzł. Zrobiło się groźnie – wspomina Solich. Potem truchtają wzdłuż linii brzegowej. Są wymachy, skłony, trochę podskoków albo pajacy. - Rozgrzewka jest bardzo ważna – zaznacza specjalista. Porządnie rozgrzani, zaczynają się rozbierać. No i wreszcie...plum do wody.

Hormony szczęścia na zawołanie

Pierwszy raz? - Jest naprawdę bardzo przyjemny. W końcu temperatura wody jest wyższa niż powietrza – mówi z uśmiechem Solich. No i jak tu mu nie wierzyć, skoro na twarzy każdego z prawie setki kąpiących się uśmiech po prostu nie znika. - A może przymarzł? - dopytuję trzęsąc się na brzegu. - Skądże znowu, to kwestia endorfin. Po zanurzeniu się w przerębli wytwarzają się momentalnie i w potężnych ilościach! – gwarantuje pan Przemysław.

Przebieranki w jeziorze

Na brak endorfin nie narzeka też widownia. Ustawiają się na molo przy Pogorii III, skąd rozciąga się dobry widok i na brzeg, i na groble. W tej przesiaduje akurat pani z różową, rozcapierzoną peruką. Jej koleżanka na nosie ma duże okulary z brokatem, a rozgrzewająca się na brzegu brunetka założyła...kabaretki. - Często organizujemy morsowanie w przebraniach. Na święto Trzech Króli kąpać będziemy się w koronach – zapowiadają w klubie.

Maluchom też wolno

Najmłodsi członkowie Pogoria Morsuje mają po kilka lat. - Nie jest ci zimno? - pytam wprost 6-letniego Adama. Na sobie ma tylko kąpielówki i czerwoną czapkę. Stoi na zimnym piasku, a termometr w aucie, zaparkowanym kilkadziesiąt metrów od dąbrowskiego molo, pokazał mi wcześniej – 4 st. C. - Eeee...niee! - mówi chłopiec. - Tak naprawdę w morsowaniu nie ma żadnej bariery wieku. Wystarczy być ogólnie zdrowym i już – przekonuje Agata Skotnicka, laryngolog z sosnowieckiej św. Barbary. Sama morsuje w Pogorii już ponad rok.

Mors też złapie katar

Co im to daje? - Radość i energię – odpowiada każdy z zaczepionych. Doktor Skotnicka do ogólnych wrażeń dodaje jeszcze: lepszą odporność organizmu, poprawę wydolności oddechowo-krążeniowej, lepsze ukrwienie narządów wewnętrznych oraz poprawę elastyczności skóry. - Dzięki temu wyglądamy młodziej – zaznacza. Łamie także stereotyp o morsach, które się nie przeziębiają. - Każdemu zdarzy się złapać katar, odporność mamy jednak lepszą – zaręcza.

Ekstremalnie, bo pod lodem

Skotnicka do wody wchodzi trzy razy, za każdym w przerębli spędzając minutę. - Tak cykl dla osób początkujących i średniozaawansowanych jest najlepszy – przekonuje Solich. Niedługo wraz z klubem postanawia jednak podnieść poprzeczkę. - Będziemy morsować pod lodem – mówi. - W Pogorii powstaną wówczas dwa przeręble. Z jednego do długiego przepłyniemy pod lodową taflą – wyjaśnia, a widząc moje przerażenie dodaje: - Z asystą WOPR-u oraz dąbrowskiego Speleoklubu. Pod wodą będzie też linia pomocnicza -. Zachęca, by morsowania spróbować. - Spotykamy się w każdą niedzielę o 11, przy Pogorii III – zaprasza.

Czytaj więcej

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Narodowe Czytanie