Czytasz: Podatni na niebieskiego wieloryba

Podatni na niebieskiego wieloryba

Autoagresja to wyraz wołania o pomoc. ''Zróbcie coś ze mną, bo ja sobie nie radzę''.

W Gliwicach odnotowano pierwszy przypadek samookaleczenia po zabawie w „niebieskiego wieloryba”. 15-latek z głębokimi ranami ciętymi obu przedramion został przetransportowany do szpitala. Jak wyjaśnił policjantom, wykonywał tylko polecenia tajemniczego „opiekuna”.

CZYTAJ TAKŻE: Kto jest podatny na niebieskiego wieloryba?

Dlaczego chłopak pokornie wykonał tak okrutne zadanie? Pytamy prof. Zofię Dołęgę z Uniwersytetu SWPS w Katowicach.

Zobacz także: GRA, KTÓRA ZABIJA DOTARŁA DO POLSKI

 - Na początek sięgnijmy do badań bardzo klasycznych na temat agresji, nie autoagresji, bo w przypadku „niebieskiego wieloryba” mamy do czynienia z autoagresją, ale agresji jako takiej, czyli takiej, która modeluje się, czy też upowszechnia się poprzez kontakt z modelem agresywnym, np. zjawiskiem, osobą, kilkoma osobami -  mówi ekspertka.

 - Otóż w latach 60 profesor Albert Bandura z Uniwersytetu Stanforda przeprowadził badanie, które dzisiaj znane jest jako „eksperyment z lalką Bobo”, chodziło w nim o to, że dzieci obserwowały dorosłą osobę, która zachowywała się agresywnie, najpierw na ekranie telewizora, potem w rzeczywistości. To były dzieci, wiekowo, na pograniczu przedszkola i szkoły podstawowej.

Naukowiec wykazał wraz ze swoim zespołem, że oglądanie przemocy na ''obiekcie'' prowadzi do zintensyfikowania agresji u oglądających. Te dzieci, które oglądały materiał, były potem bardziej agresywne względem siebie, czy nawet zabawek - tłumaczy.

Podatni na niebieskiego wieloryba

Jednak w przypadku „niebieskiego wieloryba” sytuacja jest odwrotna.  

- Chodzi o to, że jeśli u danej osoby, dziecka, nastolatka, agresja występuje jak cecha zachowania, wtedy to dziecko, czy nastolatek, wybiera konkretne treści, które są zgodne z tą cechą. Jest, po prostu, na takie treści podatne.

Gdzie są rodzice?

Tylko tu pojawia się pytanie, dlaczego te dzieci takie właśnie treści oglądają. Prof. Zofia Dołęga zastanawia się, dlaczego mają w ogóle takie możliwości, dostęp do takich treści? Dlaczego rodzice nie interweniują, nie weryfikują, co ich dzieci oglądają w wolnym czasie. Dlaczego nie sprawdzają, czy są bezpieczne przed komputerem?

- A rodzice muszą wiedzieć, że dzieci, które są agresywne, będą takie właśnie treści wybierać. Dzieci, czy nastolatki, w okresie dojrzewania, które mają problemy emocjonalne, poszukują autorytetów, przewodników, jakiś atrakcyjnych dla nich modeli do naśladowania.

A dodatkowo, gdy same borykają się z różnymi lekami, nierozwiązanymi problemami, związanymi z własną tożsamością, wtedy szukają guru np. w wirtualnym świecie - mówi psycholożka. 

Zobacz także: 15-LATEK TRAFIŁ DO SZPITALA, GRAŁ W “WIELORYBA”

Jak wyjaśnia, nie chodzi o to, że ta gra sama w sobie jest taka fajna i ciekawa, tylko o to, że dana osoba ma pewne problemy wstępne, które zmuszają ją do tego, żeby w takiej zabawie wziąć udział. Dlatego, że np. nie może wyładować nadmiaru złej energii, a obgryzanie paznokci, czy drapanie skóry nie wystarcza.

 - Takie zachowanie nie bierze się z samej gry, ale ze sprzężenia tych ciężkich, okrutnych treści w niej zawartych z zapotrzebowaniem na pewne życiowe rozwiązania.

Autoagresja to wołanie o pomoc

Prof. Zofia Dołęga podkreśla, że autoagresja jest wyrazem wołania o pomoc. ''Zróbcie coś ze mną, bo ja sobie nie radzę''.

- Dziecko otoczone opieką, prowadzone z umiarem, akceptowane, z którym jest dobra komunikacja, nawet jeśli zainteresuje się grą i zajrzy do niej z ciekawości, to głębiej nie wejdzie. Po prostu jest świadome, że to jest fikcja - mówi.

Czytaj więcej