Czytasz: Płoną śmieci. Przypadek czy działanie mafii?

Płoną śmieci. Przypadek czy działanie mafii?

Zaczęło się od składowiska w Siemianowicach Śląskich. Dziś płoną inne. Trudno uwierzyć, że to przypadek.

Trudno, bo pożary mnożą się z dnia na dzień. Wybuchają od momentu, kiedy Chiny powiedziały „stop” przyjmowaniu odpadów z zagranicy. W dodatku rozgrywają się według tego samego scenariusza. Płomienie pojawiają się w nocy, najczęściej w weekendy.

Składowisko bez ogrodzenia. „Każdy mógł tu wejść”

- Jesteśmy przekonani, że u nas to nie był przypadek - mówią wprost władze Siemianowic Śląskich, od których zaczęła się tegoroczna plaga. 18 kwietnia wybuchł tu pożar składowiska przy ul. Konopnickiej. Gęsty, ciemny dym zaniepokoił też mieszkańców innych miast. Smugę widać było z Katowic, Chorzowa, a nawet Tychów. Co ciekawe, sami siemianowiczanie pożarem nie byli zdziwieni. - To nie pierwszy raz. Przynajmniej raz na rok tak się tutaj dzieje - zaznaczali mieszkańcy ulic sąsiadujących ze składowiskiem.

Świadkowie pożaru zarzekali się, że płomienie pojawiły się równocześnie nie w jednym, lecz kilku miejscach składowania odpadów. - Bez problemu dotarłem na miejsce, bo część składowiska nie była w ogóle ogrodzona. W zasadzie każdy mógł tam wejść i podłożyć ogień. Na własne oczy widziałem, że równocześnie palą się śmieci na kilku różnych kwaterach - relacjonował nasz fotoreporter.

„Czarna seria”

Dziś o pożarach podobnych jak siemianowickie składowisk mówi się już „czarna seria”. Tylko w ciągu bieżącego tygodnia zdarzyło się ich już kilka. W miniony weekend paliło się na składowisku opon i odpadów gumowych w Trzebini. Akcja była wyjątkowo trudna. Odpady musiały być przekopywane przez koparki, a następnie przelewane wodą i pianą. W akcji gaśniczej wzięło udział 239 strażaków i dwie ekipy samolotowe. Powód? Żeby zapobiec rozprzestrzenieniu się pożaru, na las sąsiadujący ze składowiskiem, zrzucana była woda. - Strażacy wciąż dogaszają pogorzelisko - informują lokalne służby.

Dziś uwaga skupia się na miejscowości Wszedzień w kujawsko-pomorskim. Tu też jest składowisko odpadów. Ogień wybuch dzisiejszej nocy.

Mafia śmieciowa? Kluczowa opinia biegłego

W internecie aż roi się od oskarżeń w stosunku do właścicieli takich biznesów. „Taniej spalić, niż recyklingować”- takich zarzutów jest wiele. Pojawiają się określenia typu „mafia śmieciowa” i „podpalacze śmieci”. Śledztwo w sprawie pożaru w Siemianowicach Śląskich prowadzi tutejsza policja i prokuratura. - Wciąż trwa, bo sprawa nie jest prosta - przyznaje podkom. Tatiana Lukoszek, rzeczniczka komendy w Siemianowicach Śląskich. - Zabezpieczyliśmy nagranie z monitoringu i dokumentację zdjęciową. Przesłuchiwany był dyrektor handlowy spółki – właściciela składowiska i dowódca zmiany straży pożarnej. Powołany został biegły i to jego opinia będzie kluczowa przy wyjaśnianiu przyczyn pożaru - mówi prokurator rejonowy Beata Cedzyńska,

Samorząd chce mieć czym walczyć

Tymczasem apel do rządu w sprawie zmiany prawa dziś rano ponowił prezydent Siemianowic Rafał Piech. - Jesteśmy w sytuacji patowej. Co z tego, że bez uprzedzenia kontrolujemy składowisko, skoro kompetentny do karania Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Katowicach o swoich kontrolach uprzedza właścicieli z tygodniowym wyprzedzeniem. Nic dziwnego, że w umówiony dzień nieprawidłowości nie ma. Nagle pojawia się ogrodzenie a nawet gaśnica, której my wcześniej nie stwierdziliśmy - mówi Piotr Kochanek, rzecznik prasowy magistratu w Siemianowicach Śląskich. Miasto wspólnie m.in. z Bytomiem, Tychami i Piekarami Śląskimi zbiera podpisy pod petycją do rządu. - Przepisy muszą się zmienić, samorządy muszą mieć oręże do walki - zaznacza Kochanek.

Właściciel wyjaśnia

Co na to siemianowicki BM Recykling? Spółka po kwietniowym pożarze oświadcza na swojej stronie internetowej. „Odpady, które uległy spaleniu nie mają tendencji do samozapłonu, pozostaje więc kwestią otwartą co było bezpośrednią przyczyną zapalenia”.

Przedstawiciele spółki przyznają jednak, że na składowisku było więcej odpadów niż powinno (paliło się ok. 3 tysiące mkw. śmieci zalegających na wysokość ok. 5 metrów!). Dlaczego?

BM Recykling winę zrzuca na firmę, u której spółka zamówiła nową linię do recyklingu odpadów. „Firma dostarczająca maszynę główną nie dotrzymała uzgodnionego terminu dostawy i nie poinformowała nas o tym. W tym czasie trwał demontaż pracującej linii. W efekcie nie mogliśmy w tym czasie prowadzić procesu produkcji paliw alternatywnych. Dostawca przekazywał nam informację, że opóźnienie będzie parodniowe po czym po raz kolejny przesuwał termin dostawy. Ostatecznie opóźnienie wyniosło 3 tygodnie” - czytamy w oświadczeniu.

Spółka zapewnia, że maszyna została zainstalowana 3 dni przed pożarem natomiast w dniu pożaru trwały testy rozruchowe. 20 kwietnia instalacja rozpoczęła normalną pracę.

Czytaj więcej