News

PiP kontroluje Śląską Izbę Lekarską. Po niepokojących zgłoszeniach

- Na gwałt nakazano nam uzupełniać dokumenty, żeby wszystko się zgadzało - mówią pracownice Izby. Wcześniej zarzuciły prezesowi m.in., że zmuszał je do nadgodzi, a przy okazji poniżał i zastraszał.

O sytuacji w Śląskiej Izbie Lekarskiej zrobiło się głośno na początku kwietnia, po naszym artykule. Wcześniej do rąk prezydium wpłynęło pismo od prawnika jednej z byłych pracownic Izby, bliskiej współpracownicy prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej - Jacka Kozakiewicza. I rozpętało burzę.

Nękanie, zastraszanie, poniżanie...

„Prezes Jacek Kozakiewicz oczekiwał świadczenia pracy przez powódkę także w czasie, gdy opiekowała się w szpitalu chorym dzieckiem oraz gdy była na chorobowym, o czym Jacek Kozakiewicz wiedział” - przeczytać można w piśmie.

To tylko jeden z zarzutów od byłej pracownicy. Kobieta opisuje przypadki dotyczące sześciu lat współpracy z prezesem Okręgowej Rady Lekarskiej. Dłużej nie była w stanie wytrzymać. Złożyła wypowiedzenie. W nim też wskazuje przykłady mobbingu. „Nękanie”, „zastraszanie”, „poniżanie”, „ciągłe ignorowanie” i „demonstracyjne unikanie kontaktów służbowych” - powielają się na wielu stronach.

Po pracy też była praca

Była pracownica ŚIL w czasie dniówki miała też przygotowywać prywatne materiały na zajęcia ze studentami, które prowadził wówczas Jacek Kozakiewicz (jest specjalistą z zakresu laryngologii). Miała towarzyszyć mu na spotkaniach po pracy – w wolne weekendy. Miała tłumaczyć się z chęci wzięcia przysługującego jej urlopu wypoczynkowego.

Lata pracy z takimi oczekiwaniami szefa, zaowocowały chorobą. Na depresję leczyła się ponad rok. Krótko po złożeniu wypowiedzenia, zdecydowała się walczyć o swoje prawa w sądzie pracy. Nie jest jedyną pracownicą Izby, która zapytana o współpracę z Kozakiewiczaem mówi: „mobbing”.

„Zgłoszeń nie mam”

Prezes Kozakiewicz z zarzutów nie chciał się nam ostatnio tłumaczyć. Stwierdził jedynie, że Śląska Izba Lekarska ma swój regulamin. Podpisuje go każdy pracownik i jeśli ma jakieś zastrzeżenia – zgodnie z regulaminem – powinien je zgłosić. - Ja nie mam żadnych zgłoszeń tego typu – zaręczał nas pan prezes. Tymczasem, jak dowiedział się Silesion.pl w Izbie właśnie zakończyła się kontrola Państwowej Inspekcji Pracy.

Inspektorzy z wizytą w Śląskiej Izbie Lekarskiej

- To kontrola sprawdzająca – mówi Janusz Grygierczyk, zastępca Okręgowego Inspektora Pracy. - Z zakresu czasu pracy i wynagrodzeń. Tyle mogę powiedzieć – zaznacza.

Wyjaśnia, że po zakończeniu czynności, inspektorzy stworzą protokół. - Jeśli będą w nim nieprawidłowości, pracodawca otrzyma zalecenia, a jeśli się do nich nie zastosuje, wówczas wszczynane jest postępowanie egzekucyjne: mandatowe albo w postaci wniosku do sądu. Nie ukrywa, że Śląska Izba Lekarska niedawno była już kontrolowana przez PiP. W grudniu 2015 roku. Inspektorat nakazał wówczas wdrożenie procedury antymobbingowej.

„Na gwałt uzupełniamy dokumenty”

Pracownice Izby twierdzą jednak, że po kontroli w 2015 roku, niewiele się zmieniło. - Pan prezes zachowuje się tak samo. Wydzwania do nas wieczorami, ma pretensje, że ktoś nie odpowiedział na mejla wysłanego w godzinach wieczornych, poniża nas i ostentacyjnie się obraża – wyliczają. Dodają, że nierzadko zostają w biurze po godzinach. - Teraz na gwałt musimy uzupełniać dokumenty, żeby nie wyszło, że pracowałyśmy poza wyznaczonym w umowach czasem pracy – przyznają. Żalą się, że nie mają kogo prosić o pomoc. - Kiedy poprzednio PiP kontrolował Izbę, usłyszałyśmy, że nie mają narzędzi antymobbingowych – mówią pracownice.

PIP: „mobbingiem nie możemy się zająć”

- To prawda – przyznaje Grygierczyk. - My jako Inspekcja Pracy nie mamy narzędzi tego typu. Wynika to z Kodeksu Pracy. Nie jesteśmy świadkami mobbingu, bo przecież osoba o to oskarżona nie będzie przed nami zachowywała się źle w stosunku do pracowników – rozkłada ręce Grygierczyk. - Pokrzywdzeni muszą zgłosić się do sądu pracy – dodaje zastępca Okręgowego Inspektora Pracy. Sprawa byłej współpracownicy ŚIL lada chwila trafić ma na wokandę.

Izba tłumaczy się oględnie

- Śląska Izba Lekarska została zawiadomiona przez Sąd Rejonowy Katowice-Zachód, że wniesiony został przeciwko niej przez byłą pracownicę pozew z żądaniem zapłaty zadośćuczynienia – potwierdza Katarzyna B. Fulbiszewska, p.o. rzecznika prasowego Śląskiej Izby Lekarskiej. Dodaje, że w Izbie funkcjonuje Komisja Antymobbingowa, której zadaniem jest informowanie pracodawcy o zachowaniach mobbingowych w stosunku do pracowników. - Do dzisiaj komisja nie zgłaszała nieprawidłowości, które wskazywałyby na to, że w ŚIL jest stosowany mobbing. Komisja składa się wyłącznie z pracowników biura ŚIL – zaznacza rzeczniczka. Konkretnych zarzutów w stosunku do prezesa Kozakiewicza, już nie komentuje.

"Zarzuty uderzają w całe środowisko"

Silesion skontaktował się z Maciejem Hamankiewiczem, prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej. Prezes przyznał, że wcześniej sytuacja związana z zarzutami pracowników wobec Śląskiej Izby Lekarskiej nie była mu znana.

- Wykonywanie czynności z zakresu kierowania zakładem pracy i pełnienie funkcji pracodawcy w stosunku do pracowników izby lekarskiej jest powierzone prezesowi Izby – zaznacza.

Nie ukrywał, że jako uczestnik Prezydiów ORL w Katowicach był poinformowany o poprzedniej kontroli PiP-u w śląskim okręgu. - Dotarły do nas zdawkowe informacje, że wszystko jest w porządku, że nie stwierdzono większych zastrzeżeń – mówi Hamankiewicz. Dodaje, że interweniował w momencie otrzymania na swoje biurko jako Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej pisma od pełnomocnika byłej pracownicy ŚIL, która z zarzutem mobbingu zdecydowała się pójść do sądu. - Po zapoznaniu się z tym pismem, zwróciliśmy się do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej – mówi prezes Hamankiewicz.

Dodaje: - Jestem zmartwiony. Zarzuty postawione Śląskiej Izbie Lekarskiej, uderzają w całe środowisko lekarskie.

 

Czytaj więcej

 

 

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Europejski Kongres MŚP