Czytasz: Piękna historia tryumfu odwagi, prawdy i solidarności

Piękna historia tryumfu odwagi, prawdy i solidarności

Nie byliśmy uczestnikami tego strajku, tego strachu i tej tragedii. Nie nam wybaczać albo prosić o wybaczenie.

Mroźne, grudniowe popołudnie. Mimo narciarskich zjazdów tuż obok domu, wymuszonych ferii i dziecięcej beztroski, czuło się nastrój zagrożenia. Być może to maszerujące oddziały żołnierzy, być może zawracający nad domem rodziców wojskowy helikopter. Samych strzałów słychać nie było. I z powodu nerwowego rozgardiaszu, i odległości. W końcu rodzinny dom oddalony był od „Wujka” 3, może 4 kilometry. Pod wieczór wpadł do nas przyjaciel taty, opowiedział co się stało na kopalni. Mama zaczęła się modlić, ojciec milczał. Tyle pamiętam. 35 lat po tragedii.

Ale odkąd kojarzę, na Śląsku 16 grudnia to był dzień szczególny. Na pewno dużo ważniejszy niż kolejne rocznice stanu wojennego. Przez lata stanowił wspólną własność. Pamiętali wszyscy, wspominali wszyscy, dumali wszyscy. Jak ktoś chciał zatrzeć tę rocznicę, zacierał siebie. A tych, którzy mówili o „wyższej konieczności”, wykonywaniu rozkazów, buncie górników i łamaniu wojennego prawa, szybko sprowadzano na ziemie. Albo słowem albo kartką wyborczą.

Pod koniec lat 90-tych przy jednym stole, w telewizyjnym studiu posadziłem dwie strony tej wojny. Dosłownie. Naprzeciwko siebie usiedli Jerzy Wartak, jeden z liderów strajku, i Romuald Cieślak, dowódca atakującego oddziału specjalnego ZOMO. Prowokacja? Nie. Jerzy Wartak ani na chwilę nie odpuścił, jasno mówił co myśli o komunistach i rzezi, którą wtedy urządzili. Cieślak pokazał, że niewiele zrozumiał. Nawet po latach. A jednak myślę, że warto było ich zaprosić. Choć to bodaj od tamtego programu Wartak stał się wśród strajkujących w 81 roku górników, persona non grata. Wizyty u generała Jaruzelskiego tylko pogłębiły i tak istniejącą przepaść.

Wartak wybrał drogę dialogu. Strajkujący uznali, że wobec zbrodni nie ma rozmowy. Obydwie strony maja prawo do swoich osądów, własnych decyzji, wyciągania konsekwencji. My nie mamy prawa by to oceniać. Nie byliśmy uczestnikami tego strajku, tego strachu i tej tragedii. Nie nam wybaczać albo prosić o wybaczenie. To nie są nasze, jak widać wciąż gigantyczne emocje. Jest je w stanie zrozumieć tylko ten, komu na jego oczach milicja zastrzeliła kamrata, męża, brata, ojca.

Piszę to, bo mamy wysyp sędziów. Im kto dalej od tamtych czasów i tej zbrodni, tym chętniej mówi o rozliczaniu, winie i karze. Politycy, których bełkot wkracza na coraz to nowe pola, z radością zawłaszczają i ten temat. Choć zaiste nie mają tu nic do gadania. Żeby było jasne - nie odmawiam prawa do komentarza. Ma je każdy, jak to wolny obywatel w wolnym kraju. Ale nie każdy ma prawo mówić o tym, kto się brata ze zbrodniarzem, a kto zdrajcom nie wybaczy. Nadgorliwi tu akurat powinni powstrzymać swoje nieznośne gadanie. I niech dobrym przykładem będzie tu Lech Kaczyński. Wyważone słowa nieżyjącego prezydenta, akcent na pamięć o zbrodni, to były właściwe słowa we właściwym miejscu.

Od tych podziałów i wsadzania nosa w cudze sprawy starali się bardzo uciekać organizatorzy tegorocznych uroczystości. W sumie ten moralny szantaż - jak ktoś ma nie przyjść, bo będzie apel smoleński, to niech nie przychodzi wcale - był dobrym ruchem wobec szykującej się wojny. Smoleńska zagrywka Antoniego Macierewicza jest nie fair, i wobec rodzin zabitych górników, i ofiar katastrofy na Siewiernym. Ale Macierewicza to nie obchodzi, więc Komitet musiał przymknąć oko na alternatywę: wojsko albo skromna uroczystość. Nie chciał podejmować tej gry, więc wybrał najrozsądniejsze rozwiązanie.

Nie chcę w takim dniu wchodzić w partyjne gierki. Po 35 latach warto raczej pomyśleć, czy rodziny zabitych dostały od III RP to, co im się należy. Moralne uniesienia tej czy innej partii schodzą na dalszy plan, kiedy okazuje się, że godne odszkodowanie przerasta możliwości wszystkich ekip po 89 roku. Może panie i panowie, z prawa i lewa pomyśleliby, czy na pewno rodzinom zabitych nie brakuje tego, co w normalnych warunkach zapewnia mąż i ojciec. Wstyd.

Czytaj więcej