Czytasz: Smród, hałas i wielka niepewność. Co dzieje się na ul. Obroki?

Smród, hałas i wielka niepewność. Co dzieje się na ul. Obroki?

Mieszkańcy os. Witosa mają dość. Żądają zdecydowanych działań miasta.

Mieszkańcy ul. Obroki w Katowicach mają problem z uciążliwym sąsiadem. To spółka produkująca narzędzia górnicze. Ze znajdującej się na terenie firmy malarni kilka razy w tygodniu wydobywa się nieznośny fetor. Mieszkańcy narzekają na ciągły smród i uciążliwy hałas. Kwestionują legalność prowadzonej przez zakład działalności.

Walka mieszkańców Witosa trwa od 2011 roku. Wtedy do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska wpłynęła pierwsza prośba mieszkańców osiedla Witosa o kontrolę w firmie GONAR-BIS. Skończyło się wymianą filtrów i  usprawnieniem funkcjonowanie firmy. Przez sześć lat problemu nie było. 31 marca 2017 roku, zdaniem mieszkańców na terenie spółki doszło do eksplozji. Jednak w oficjalnym raporcie wpisano, że zakład był wtedy nieczynny.

-To było jak czarny śnieg. Framugi okien od strony malarni są pożółkłe, a osad na parapetach wygląda jak rozsypane kakao - mówi oburzona mieszkanka osiedla Witosa.

Mieszkańcy wystosowali prośbę o interwencję do warszawskiej centrali Inspektoratu Ochrony Środowiska. Instytucja problem odnotowała, ale do kontroli nie doszło. Zrezygnowani mieszkańcy zwrócili się do Komisji Inspektoratu Rady Miasta w Katowicach. Usłyszeli, że rozstrzygnięcie tej sprawy nie leży w gestii tego organu. O pomoc zwrócili się do wiceprezydenta Mariusza Skiby. Ten na ich pytania odpowiedział, że "spółka GONAR-BIS to dobrze prosperująca firma". Urzędnicy z Katowic jako powód gromadzącego się żółtego osadu na szybach od strony malarni, podali pył z pylących sosen. To zdaniem sąsiadujących z GONAR-BIS mieszkańców wyraża stosunek magistratu do ich problemu.

Problemem próbowano zainteresować też prezydenta Marcina Krupę. Mieszkańcy prosili o spotkania i rozmowy. 30 czerwca 2017 roku, bez kontaktu z mieszkańcami prezydent wydał pozwolenie dla kłopotliwej spółki "na emitowanie do atmosfery pyłów i gazów". Zgłaszanych do magistratu wątpliwości mieszkańców co do legalności działania spółki nie dostrzeżono.

 - Do takiej działalności wymagane jest zintegrowane pozwolenie na emitowanie pyłów i gazów do powietrza. Nigdy go nie mieli. Nigdy po nie nie wystąpili, więc na jakiej zasadzie Krupa pozwala na działanie i wypuszczanie pyłów, skoro głównego i najważniejszego pozwolenia nie ma? - pytają mieszkańcy os. Witosa.

Katowiczanie narzekają na to, że Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska nie spełnia swoich ustawowych obowiązków. Ich zdaniem spółka ich truje.

- Co drugi sąsiad ma problemy z tarczycą. Emitowane pyły mają wpływ na cały układ oddechowy - skarżą się mieszkańcy.

Ich zdaniem pracownicy spółki wylewają resztki farb i rozpuszczalników do studzienek kanalizacyjnych. Nieprawidłowości miał potwierdzić jeden z kierowników spółki. Zdaniem mieszkańców, to dowód na nieprawidłowości w prowadzonej przez WIOŚ sprawie..

- W marcu 2017 roku spotkaliśmy się z kierownikiem placówki i powiedział nam patrząc prosto w twarz i przyznał, że WIOŚ nakazał zamontowanie filtrów. Potem nakazał ich usunięcie. Kierownik ma świadomość tego że filtrów nie ma.

Do teraz mieszkańcy nie doczekali się  kontroli u kłopotliwego sąsiada. Warszawska centrala odracza postępowanie, a oddział wojewódzki w Katowicach wydaje się sprawą nieporuszony. Pozwolenie na emitowanie gazów do atmosfery, który wydał prezydent Marcin Krupa jest ważne przez następne 5 lat.

Czytaj więcej