Czytasz: Ofiar Tragedii Górnośląskiej mogło być nawet 90 tys.

Ofiar Tragedii Górnośląskiej mogło być nawet 90 tys.

Dziś obchody Dnia Pamięci Tragedii Górnośląskiej

Uroczystości upamiętniające ofiary Tragedii Górnośląskiej, która w latach 1945-48 dotknęła kilkadziesiąt tysięcy represjonowanych mieszkańców regionu, odbędą się w najbliższy weekend na Górnym Śląsku i Opolszczyźnie.


Msze święte w intencji ofiar oraz liczne inicjatywy przypominające wydarzenia sprzed 72 lat, kiedy na Górny Śląsk wkroczyli żołnierze Armii Czerwonej, zaplanowano w wielu miejscach regionu, m.in. w Świętochłowicach, Mysłowicach, Siemianowicach Śląskich, Katowicach, Rybniku, Gliwicach, Bytomiu i Lublińcu, a także w Łambinowicach na Opolszczyźnie, gdzie mieścił się obóz pracy.


Represje określane przez historyków mianem Tragedii Górnośląskiej rozpoczęły się wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej pod koniec stycznia 1945 r. Akty terroru wobec Górnoślązaków, aresztowania, internowania, egzekucje i wywózki do niewolniczej pracy na Wschód, trwały przez kilka miesięcy. Według szacunków, wywieziono ok. 40-60 tys. mieszkańców regionu. Część z nich zginęła. Według niektórych źródeł, różnego typu represje mogły dotknąć nawet 90 tys. osób.

- Nikt nie prowadził wówczas szczegółowej buchalterii – ani Rosjanie ani polska bezpieka nie mieli dobrej ewidencji, wszystko odbywało się w sposób żywiołowy, nikt tego do końca nie liczył. Oscylujemy wokół różnych liczb i prawdopodobnie nie zdołamy już ustalić ich bardziej precyzyjnie. Badania IPN wykazują, że – według nazwisk i list – może chodzić o ok. 40-60 tys. ludzi, wcześniejsze badania mówiły nawet o 90 tys. wywiezionych – mówi prof. Zygmunt Woźniczka historyk z Uniwersytetu Śląskiego.

Marsz na Zgodę

Woźniczka w latach 90. jako jeden z pierwszych badaczy podjął temat represji, jakim poddano Górnoślązaków w 1945 r. i kolejnych latach. W 2011 r. Sejmik Województwa Śląskiego zdecydował, że ostatnia niedziela stycznia obchodzona będzie w regionie jako Dzień Pamięci o Tragedii Górnośląskiej 1945 r. Dwa lata wcześniej Ruch Autonomii Śląska zainicjował Marsze na Zgodę, jako formę hołdu dla ofiar tragedii. W tym roku, w sobotę, uczestnicy marszu już po raz dziewiąty przejdą ok. 10-kilometrową trasą z Katowic, przez Chorzów, do Świętochłowic, gdzie znajdował się obóz, w którym m.in. przetrzymywano Ślązaków.


Wcześniej obóz w Świętochłowicach-Zgodzie był filią hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, potem podlegał Urzędowi Bezpieczeństwa Publicznego, od 1945 r. trafiali m.in. Ślązacy podejrzewani o wrogi stosunek do władzy i żołnierze AK. Osadzane tam osoby nazywano "zbrodniarzami faszystowsko-hitlerowskimi". Liczba śmiertelnych ofiar obozu szacowana jest na blisko 2 tys. Ludzie ginęli z powodu tragicznych warunków sanitarnych, chorób, niewolniczej pracy i nieludzkiego traktowania.

Dzień Pamięci o Tragedii Górnośląskiej 

Prof. Woźniczka ocenił, że ustanowienie Dnia Pamięci o Tragedii Górnośląskiej oraz liczne inicjatywy upamiętniające jej ofiary, przyczyniły się do tego, że wiedza o tamtych wydarzeniach zaistniała w społecznej świadomości i zbiorowej pamięci, choć stała się również kanwą sporów, nie historycznych, a politycznych.

- Najważniejsze jest to, że w ogóle zaczęto o tym mówić i że weszło to do kanonu obchodów, stało się oczywistością. Jeszcze 15-20 lat temu, kiedy zaczynałem swoje badania, wcale nie było to oczywiste, mało kto o tym wiedział. Była to swego rodzaju tajemnica ukrywana w śląskich domach, mówiło się o tym po cichu, choć żyli jeszcze świadkowie tamtych wydarzeń. Dziś świadków zostało bardzo niewielu, natomiast o sprawie mówi się głośno, to dobrze – ocenił profesor.


Przypomniał też, że podjęte przez historyków badania Tragedii Górnośląskiej koncentrowały się wokół obozów, w których więziono Ślązaków, wywózek do Związku Radzieckiego, działalności sowieckich komendantur wojennych czy polskiego aparatu bezpieczeństwa. Natomiast korespondujące z tymi badaniami spory polityczne prowadzone są, jak ocenił prof. Woźniczka, głównie w dwóch płaszczyznach. W kwestii polskiej odpowiedzialności za tamte wydarzenia, a także tego, czy tego typu represje były w tym okresie czymś wyjątkowym, co dotknęło szczególnie Ślązaków.


- Zaczęły się spory, które dzisiaj są niejako pokłosiem rozpoczętych w latach 90. badań – czy obozy po 1945 r. to były polskie obozy koncentracyjne, czy może obozy komunistyczne. Drugi problem: czy Tragedia Górnośląska, lansowana przez niektóre środowiska w kategoriach „śląskiej krzywdy”, za którą w dużym stopniu odpowiadają też Polacy, jest niepowtarzalna dla Górnego Śląska, czy też należy widzieć ją w szerszym kontekście – zauważył prof. Woźniczka.

Jego zdaniem, choć Tragedia Górnośląska głęboko dotknęła ten region i w dużej części właśnie w nim się skumulowała, nie była doświadczeniem, które miało miejsce tylko na tym terenie. - Należy wyraźnie zwrócić uwagę, że ta niewątpliwa tragedia Ślązaków to nie jest coś niepowtarzalnego. Ona wpisuje się w cały proces represji, jakie dotknęły ze strony Sowietów, ale też i polskiego aparatu komunistycznego, całe obszary zachodniej i wschodniej Polski – podkreślił naukowiec.

Profesor przypomniał, że obozy pracy powstawały nie tylko na Górnym Śląsku, ale i w wielu innych miejscach, a więziono w nich nie tylko Niemców czy Ślązaków, ale także np. żołnierzy podziemia niepodległościowego. - Rosjanie wywozili do Związku sowieckiego ludzi z Pomorza, AK-owców, mieszkańców Lubelszczyzny, Wileńszczyzny, kresów południowo-wschodnich, czy Warszawy, poprzez obóz w Rembertowie ich również wywożono i często zamęczano w obozach pracy na Syberii, w Donbasie, Ługańsku – wyliczał profesor, wskazując, iż Tragedię Górnośląską należy postrzegać w szerszym kontekście ówczesnych wydarzeń.

- Trzeba także widzieć to w kontekście całej sowieckiej polityki, prowadzonej w Europie środkowo-wschodniej, w tym w Niemczech wschodnich - żeby rabować, zabierać fabryki, pozyskiwać ludzi do pracy i niszczyć opozycję antykomunistyczną. Rosjanie mieli plany wywiezienia z Europy środkowo-wschodniej ok. 500 tys. ludzi, m.in. z dawnych Prus Wschodnich, Pomorza, Niemiec wschodnich, Rumunii, Węgier. Stąd Tragedia Górnośląska to część większej całości” – ocenił prof. Woźniczka.

Z chwilą wkroczenia Armii Czerwonej na ziemie należące przed wojną do Niemiec - Górny Śląsk i Prusy Wschodnie postanowiono o wywózce stamtąd mężczyzn zdolnych do pracy i noszenia broni. Autochtoni zostali przez władze radzieckie uznani za "element germański". Wskutek interwencji rodzin, zakładów pracy i organizacji społeczno-politycznych, komunistyczne władze woj. śląskiego starały się o powrót deportowanych. Trwały one do początku 1950 r. Część z wywiezionych nie powróciła. Ich liczba jest trudna do oszacowania.

Tragedia miechowicka


Jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń towarzyszących wkroczeniu Armii Czerwonej na Górny Śląsk w styczniu 1945 r. była tragedia miechowicka. Od 25 do 28 stycznia czerwonoarmiści zamordowali w Miechowicach - dzisiejszej dzielnicy Bytomia – ok. 220 cywilów. Armia radziecka potraktowała Miechowice jako terytorium wroga, ponieważ przed wojną miejscowość - podobnie jak sąsiedni Bytom - leżała w granicach Niemiec. O ile na terenach przedwojennej Polski wśród żołnierzy sowieckich była utrzymywana względna dyscyplina, na ziemiach należących wcześniej do Trzeciej Rzeszy wszelkie ograniczenia zniknęły, ofiarami zbrodni byli zarówno Niemcy, jak i Ślązacy i Polacy – wskazują w swoich opracowaniach przedstawiciele IPN.

Sowieci zabijali w Miechowicach tak mężczyzn, jak i nastoletnich chłopców oraz osoby w podeszłym wieku, gwałcili kobiety. Ofiarami Armii Czerwonej byli, według IPN, głównie Ślązacy - zarówno sympatyzujący z Polską, jak i Niemcami. W plebiscycie w 1921 r. trzy czwarte mieszkańców Miechowic opowiedziało się za przyłączeniem do Polski.


W sobotę grupy rekonstrukcyjne z Polski, Czech i Słowacji zamierzają zrekonstruować walki o Miechowice w 1945 r. W inscenizacji ma wziąć udział ponad 80 osób. Wikariusz miejscowej parafii pw. Bożego Ciała ma wcielić się w rolę zamordowanego wówczas przez sowietów ks. Jana Frenzla. Według ustaleń historyków, był on wywleczony przez żołnierzy, gdy posługiwał wiernym w jednej z piwnic, torturowany i poniżany, a w końcu zabity w lesie w okolicach pobliskich Stolarzowic.


W czasach PRL zbrodnia miechowicka była tematem tabu. Dopiero kilka lat temu udało się ustalić prawdopodobną liczbę zabitych i nazwiska części ofiar. Śledztwo w sprawie zbrodni wojennej w Miechowicach IPN wszczął w 2003 r. W ramach postępowania Instytut zbadał zbiorową mogiłę, w której złożono szczątki części ofiar. Próba uzyskania dokumentów z archiwów rosyjskich zakończyła się niepowodzeniem. Postępowanie umorzono w październiku 2012 r.


IPN prowadził również wielowątkowe śledztwo w sprawie deportacji Ślązaków do ZSRR w 1945 r. Zostało ono umorzone w 2006 r. m.in. z uwagi na śmierć odpowiedzialnych radzieckich przywódców z tamtego okresu. IPN uznał, że deportacje były zbrodnią komunistyczną i zbrodnią przeciw ludzkości, dokonaną na podstawie decyzji władz ZSRR przez żołnierzy NKWD, których tożsamości nie da się dziś ustalić.

Czytaj więcej