Czytasz: Durczok: O wsi, co podniosła się z dna

Durczok: O wsi, co podniosła się z dna

To historia niezwykła. Pisana ludzką solidarnością, siłą osobowości i poczuciem wspólnoty.

Historia, która pozwoliła uratować małą ojczyznę, świat najmniejszy, zdawałoby się - skazany na nieuchronną zagładę. 

Jest rok 1997. Przez południową Polskę przetacza się dramatyczna, zabójcza fala powodzi. Tysiące tracą dorobek życia, domy, inwentarz. Giną ludzie i zwierzęta. Wraz z opadającą falą powodzi podnosi się ostry spór i szukanie winnych. Po raz kolejny pada hasło „polder Racibórz”. Miejsce - symbol, obiecywane od lat, mające być ratunkiem dla terenów skazanych na powtarzające się zalania. Na ziemiach, które mają być ratunkiem przed kolejną powodzią, leży mała wieś - Nieboczowy. Ludzie znają się tu od pokoleń. Lubią, przyjaźnią, kłócą. Ot, jedna z wielu typowych polskich wsi. Ma pójść pod wodę. Dosłownie. To mała ofiara, mająca ocalić wielu ludzi.

Nikt przy zdrowych zmysłach, nie opuści ojcowizny dobrowolnie. Nikt nie wyprowadzi się z domu ojców i dziadków, nikt nie chce, by przesadzano stare drzewa. Ale wśród tych, którzy naturalnie bronią swojego heimatu, znajdują się tacy, którzy wiedzą, jak wielka odpowiedzialność na nich spoczywa. Mają świadomość, że od złamania tego oporu części nieboczowian, ich niechęci do wyprowadzki, zależy los setek tysięcy mieszkańców Opola czy Wrocławia. I ta odpowiedzialność każe im działać.

Dziś na Silesion.pl znana, choć opowiedziana na nowo i od nowa, w unikalnej formie, historia gminy Nieboczowy. Tego, jak po raz pierwszy w Europie, udało się przenieść duszę starej wsi w całkiem nowe miejsce. Ludzie w Nieboczowach po dziurki w nosie mają już dziennikarzy. A jednak dla reporterów Silesion.pl otwarli drzwi swoich nowych domów. Otwarli też dusze.

Ta historia ma troje głównych bohaterów. To farorz, wójt i bohater zbiorowy - wspólnota. To oni wszyscy, mogą się dziś uważać za autorów wspólnego sukcesu, sukcesu na europejską miarę. To oni od podstaw zbudowali wieś, pozwolili ludziom wychodzić z nowych domów, by rozmawiać ze starymi przyjaciółmi. W tle pojawia się zrozumienie, życzliwość i wsparcie dwóch śląskich biskupów: Damiana Zimonia i Wiktora Skworca. Bo przecież nie ma śląskiej wsi bez kościoła. A ten też musiał być zbudowany od nowa.

To historia o tym, ile znaczy ludzka solidarność. To dowód, ile znaczy wspólnota. To dramatyczny krzyk, by samorząd - to fantastyczne dzieło nowej Polski, III RP - politycy zostawili w spokoju. I żeby przestali przy nim majstrować. Bo jest bezcenne. Tak, jak nowe życie starej wsi. Zapraszam do obejrzenia niezwykłej historii. Autorom: Mai, Karolowi, Kamilowi i Witkowi - dziękuję i gratuluję.

Zobacz: 

Czytaj więcej