Czytasz: O święt(n)y Antoni!
02:24
Był sobie raz Pan Antoni, Co miał zamiłowanie do broni...

W weekend wiersz napisałem. Choć sprawa trochę już przycichła, to jednak nigdy nie wiadomo kiedy człowieka wena najdzie. Mnie naszła wczoraj wieczorem. Znienacka.

Zatem - do Dzieła:

Był sobie raz Pan Antoni,
Co miał zamiłowanie do broni.
A że Mistrale mu w duszy grały,
i żądze wręcz rozum zabrały,

niepomny ryzyka jakiego
i chętny poklasku pełnego
popełnił głupotę, co wkrótce
zemściła się nań okrutnie.
Bo resort Jarkowe janczary
bezwzględnie mu odebrały.

Teraz serio.

Wiem, to nie jest Miłosz ani Szymborska. To nie jest poezja najwyższych lotów, to jest zreszta także kompletny science fiction bo przecie Prezes nie ma już takiej mocy, by Macierewiczowi zabrać ministerstwo. Ale jest to wyraz najwyższego poziomu bezradności wobec tego, co robi minister obrony mojego kraju.
Naprawdę nie uważam, żeby wszystko co robi PiS było złe. Przeciwnie, uważam na przykład, że nikt dawno nie miał takiej szansy szarpnięcia kraju do przodu jak wicepremier Morawiecki. Uważam, że 500 plus nie jest takie złe jak to wieszczą wieszcze niektórzy.

No ale to co się dzieje w MON to jest jakieś szaleństwo!

Niesłychane wprost są talenty oratorskie ministra Antoniego. Mówi pięknie, soczyście, czystą polszczyzną pozbawiona yyyy i eeee.
No tyle, że nie wie co mówi! Litości!!

W każdym normalnym kraju zarzut stawiany przez ministra obrony obcemu mocarstwu, że handluje okrętami wojennymi jak cinkciarz dolarami za komuny pod Peweksem, jest natychmiastowym powodem do dymisji. U nas nie.

Nie wiem co jeszcze musiałby strzelić Macierewicz, żeby się bardziej ośmieszyć.

Ale wiem, że cokolwiek by to nie było, żadnej dymisji nie będzie. Bo ani się Prezes zorientował, a na jednego z najważniejszych kapłanów twardego lektoratu PiS wyrósł człowiek, jeszcze 5 lat temu uważany za nieszkodliwego dziwaka. Więc wyrzucenie pana ministra byłoby dla najwierniejszych z wiernych niezrozumiałe. I skutkowałoby wątpliwościami wśród tych, którzy są Prezesowi najbardziej potrzebni. Tych, co uwierzą w każde słowo Prezesa.

Nawet w to, że te Mistrale i Caracale to nie istniały wcale.

Czytaj więcej