Czytasz: O człowieku, który się nie bał rozmawiać

O człowieku, który się nie bał rozmawiać

Wielu miało o to do Niego pretensje. Ale tylko On potrafił tak rozmawiać. Nawet ze swoim oprawcą.

Był grudzień 1996 roku. Do dziś trudno mi uwierzyć, że się zgodził. Przyszedł do telewizyjnego studia i usiadł przy stole z człowiekiem, który ledwie 15 lat wcześniej strzelał do Niego w kopalni Wujek. To była poruszająca rozmowa.

 „Nie Pan nas postawił po dwóch stronach barykady” - mówił wtedy Jerzy Wartak do Romualda Cieślaka, szefa plutonu specjalnego ZOMO, pacyfikującego strajkujących górników - „to rozumiem, ale dlaczego nie potrafi Pan powiedzieć prostego: przepraszam - dziwił się.

 „Mam czyste sumienie. Wykonywałem po prostu rozkazy” - odpowiadał Cieślak.

 Rozmawiali przed kamerami prawie 40 minut. Kat i ofiara. Nie pamiętam w swojej 30 letniej karierze dziennikarskiej zbyt wielu takich rozmów. Może jeszcze dwie, trzy. Takie, które pamięta się do końca życia.

 Ta z pewnością taką była. Wartak miał prawo oskarżać, nazwać Cieślaka mordercą, atakować. Niczego takiego nie zrobił. Po prostu słuchał i się dziwił. To było zdziwienie człowieka, któremu sumienie nie kazało nikogo oceniać. Ale który miał własne zdanie. I nigdy, przenigdy nie bał się go głosić. Mocno i dobitnie, bez względu na to, czy szedł za nie do więzienia, czy obrywał od swoich. Bo za tę rozmowę z Cieślakiem, w studiu TVP Katowice, wielu kolegów strajkujących i walczących z nim ramię w ramię w czasie pamiętnej pacyfikacji Wujka, miało do Niego ogromne pretensje. Niektórzy długo nie mogli Mu tej rozmowy wybaczyć. Odwrócili się od Niego, bo usiadł do stołu z oprawcą.

Był człowiekiem, który wierzył w dialog. Wierzył, że rozmowa zawsze ma sens. Tak jak wtedy, kiedy rozmawiał z dowódcą zomowców. Tak jak wtedy, kiedy wsiadł w pociąg i pojechał spotkać się z generałem Jaruzelskim. Nie wiem, co nim kierowało. Może chęć zrozumienia, dlaczego te polskie losy, tak strasznie trudno się nam układają. A może po prostu chciał zrozumieć, co kierowało tymi, którzy wyciągali karabiny i strzelali do swoich rodaków. Może wyznawał marsdenowską maksymę „zrozumieć, znaczy wybaczyć”. A może po prostu wierzył w człowieka. Wierzył, że z natury jesteśmy dobrzy. I tylko okoliczności czynią z nas bestie.

 Nie wiem, wiele razy rozmawialiśmy, ale nigdy nie dopytałem o to dość dokładnie. Już nie zapytam.

 Jerzy Wartak odszedł od nas w wieku 71 lat.

 Żegnaj, Panie Jurku. Cześć Twojej pamięci!