Czytasz: Durczok: Niespodzianka dla Kaczyńskiego

Durczok: Niespodzianka dla Kaczyńskiego

Czy będzie nowa partia, czyli kto się zbuntuje przeciw arogancji PiS.

Szykuje się nam nowa partia. Kto wie, może i pod starym szyldem, może z częścią znanych twarzy, ale z ambicjami i rolą ważniejszą, niż się dotąd komukolwiek zdawało. Idę o zakład, że Jarosław Gowin buduje nową formację. Po cichu, konsekwentnie i skutecznie. Zbiera tych, którym w Platformie za ciasno, a w PiS zbyt duszno. Kokietuje różnych działaczy. Albo znudzonych tym, co się dzieje, albo przerażonych wizją miękkiej dyktatury, do której kroczy Kaczyński. Gowin na Śląsku komplementuje prezydenta Gliwic, ściąga do siebie Piotra Spyrę i gości u nas tak często, że gołym okiem widać, jak wielkim potencjałem jest dla niego nasz region.

To, że rozgląda się głównie wśród działaczy samorządowych, jest naturalne. To nie przypadek. Wiadomo od dawna, że samorządowcy, którzy pomogli Kukizowi wejść do Sejmu, błyskawicznie zrozumieli swój błąd. Koń, na którego postawili, ba, którego w dużej części stworzyli, okazał się kapryśny, zbyt samodzielny i nieprzewidywalny. Szukają więc twarzy, która byłaby bardziej obliczalna. I dla której byliby zapleczem oraz siłą zdolną rozwalić 12-letnią, naprzemienną dominację PiS i PO. Podróżują po kraju, sondują nastroje, wypytują działaczy i otwarcie mówią, że czas na nowe. Wiedzą, że Kaczyński przeforsuje swój pomysł, i ogromnej części z nich zabroni startowania na 3 kadencję.

Krótko mówiąc, wydaje mi się, że w wyborach samorządowych, a potem parlamentarnych, wystartuje nowa „Polska Razem". Może będzie się nazywać inaczej, może tak samo, ale będzie kompletnie inną formacją niż kanapowe dotąd ugrupowanie Jarosława Gowina. W każdym razie w wyobrażeniach swoich ojców-założycieli.

Gra idzie o wysoką stawkę. Konkretnie o to, czy Naczelnik Kaczyński będzie mógł wywinąć każdy numer, jaki mu przyjdzie do głowy, czy znajdzie się siła, z którą będzie musiał się liczyć. Pomny doświadczeń z Samoobroną i LPR, po których musiał się zwijać z fotela premiera.

Czy ma szanse? Ma. Pogarda i arogancja demonstrowana przez PiS musi mieć swój kres. Albo będzie nim upadek ich rządów (na razie się na to nie zanosi), albo ktoś z wnętrza koalicji (tak, tak, przypominam-formacja dziś rządząca to jednak specyficzna wersja koalicji) przytemperuje dyktatorskie zapędy Kaczyńskiego. Gowin jest w sam raz, już raz pokazał, że występowanie przeciwko własnemu premierowi ma w małym palcu. Poza tym będzie mu sprzyjało rozbicie i marazm w samej Platformie, desperacko szukającej pomysłu na siebie.

Jeśli ten scenariusz miałby się okazać realny, zagrożeniem jest przede wszystkim to, czy wyborcy zechcą „oddać" swoich ulubionych samorządowców do Sejmu. Ten kłopot może za nich rozwiązać sam Kaczyński, ustanawiając zakaz pełnienia funkcji w samorządzie dłużej niż dwie kadencje. Większość niezwykle popularnych prezydentów czy burmistrzów będzie sobie musiała poszukać nowego zajęcia, wielka polityka będzie naturalnym kierunkiem, w którym rozpoczną marsz. Zdążą namaścić swoich następców, wprowadzić ich na urząd, a potem przez rok, spokojnie poprowadzą swoje kampanie.

„Zabetonowanie" sceny wyborczej jest więc pozorne. Czeka nas bardzo ciekawy czas. Ciekawy także (a może głównie) z tego powodu, że nie bardzo widzi mi się, aby Prezes chciał patrzeć na to wszystko spokojnie. Już raz zdawało mu się, że zjadł „przystawki", a tymczasem to „przystawki" zjadły jego. Tym razem przypowieść o Tatarzynie może mieć całkiem inny finał.

Czytaj więcej