Czytasz: Niebieski wieloryb. Pisać czy nie pisać?

Niebieski wieloryb. Pisać czy nie pisać?

Najpierw Gliwice, później Zabrze. Internetowa gra zbiera realne żniwo, także na Śląsku. Jak powinny się zachować media?

Temat niebieskiego wieloryba “wypłynął” w polskim internecie zaledwie tydzień temu. Wszystko zaczęło się w Rosji. To tam samobójstwo mieli popełnić pierwsi testujący „wyzwanie niebieskiego wieloryba”. Kilka dni później 50-dniowa gra polegająca na wykonywaniu zadań zleconych przez mentora dotarła do Polski. Słuchanie smutnej muzyki, oglądanie dołujących filmów, samookaleczanie, ostatnim krokiem jest popełnienie samobójstwa. W minionym tygodniu pojawiły się doniesienia z naszego regionu - Gliwic i Zabrza. Podobne historie, jeden wspólny mianownik - rzeczony niebieski wieloryb.

Internauci o blue whale challenge

Artykuły dotyczące tej zabójczej zabawy poruszyły naszych czytelników. Jedni naśmiewali się z samej zabawy, inni obawiali się ewentualnych tragicznych w skutkach konsekwencji. Znależli się też tacy, którzy winą za całe zamieszanie obwiniali media.

“Grę Need for Speed przeszedłem na piechotę, więc i z waleniem sobie poradzę bez trudu. A tak na poważnie, niech sobie grają, tną się, skaczą z dachów, niech kończą grę- naturalna selekcja, na miarę naszych e-czasów, przynajmniej jak ukończą grę wbijając najwyższy level, wyeliminują ryzyko, że będą się rozmnażać i przekazywać geny.”

"To straszne jestem rodzicem i nie pozwolę aby moje dziecko się o niej dowiedziało”

“Nie idioci w to grają... to osoby o słabej psychice które potrzebują pomocy”

“Najbardziej odpowiedzialne za wieloryba są media copy-pastujące newsy o nim”

“Już któryś raz z kolei słyszę, że ta "gra" dotarła do jakiegoś konkretnego miasta. Potem dzieciaki, często zagubione, szykanowane przez rówieśników, myślą, że jak też coś takiego zrobią, to napiszą o nich portale, gazety, powiedzą w telewizji czy radiu, a to zapewni im wątpliwą, chwilową popularność. Jak ktoś już napisał, to media napędzają popularność tego "niebieskiego wieloryba"."

Na początku zastanawiano się, czy ta gra to realne zagrożenie, czy tylko czyjś wymysł. Jednak przypadki z Gliwic, a później z Zabrza sprawiły, że niebezpieczeństwo stało się realne. Dwójka nastolatków trafiła targnęła się na swoje zdrowie i życie. Ze względu na bezpieczeństwo innych nastolatków, podatnych na niebezpieczną grę, policja nie ujawniła szczegółów.

MEN PRZESTRZEGA RODZICÓW

Do tablicy zostały wywołane służby - między innymi policja, która poinformowała o tych przypadkach, ale także instytucje publiczne - wojewódzki kurator oświaty, a w czwartek głos zabrała sama minister edukacji narodowej - Anna Zalewska.

- Nie wszystko, co pojawia się w internecie, chociaż modne, jest bezpieczne i rozsądne. Gry komputerowe mogą prowadzić do uzależnień - napisała szefowa MEN.

Ministerstwo wydało nawet specjalny poradnik. Znalazły się w nim wskazówki dla dorosłych - rodziców i nauczycieli, dotyczące zachowania bezpieczeństwa w korzystaniu z gier komputerowych.

Wyzwanie niebieskiego wieloryba - jak powinny zachować się media?

Z pytaniem pisać czy nie pisać zwracamy się do medioznawcy. Prof. Marian Gierula, mówi wprost - pisać, ale z głową.

- Jeżeli jest rozpowszechniana gra, aplikacja, która jest szkodliwa, stanowi realne zagrożenie, to należy ostrzegać społeczeństwo. Nie można przemilczeć problemów. Należy uświadamiać rodziców, ale informować z głową. Najlepiej dodać do artykułu jakiś komentarz pedagoga albo psychologa - tłumaczy prof. Marian Gierula, zakład dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Wiedza o tej niebezpiecznej grze być może sprawi, że rodzice więcej uwagi poświęcą dzieciom i wychwycą podejrzane sygnały w odpowiednim momencie - dodaje na koniec prof. Gierula.

Skąd zainteresowanie niebieskim wielorybem?

Jak wyjaśniała w rozmowie z redakcyjną koleżanką prof. Zofia Dołęga, psycholog, nie chodzi o to, że ta gra sama w sobie jest ciekawa, tylko o to, że dana osoba ma pewne problemy wstępne, które zmuszają ją do tego, żeby w takiej zabawie wziąć udział. Dlatego, że np. nie może wyładować nadmiaru złej energii, a obgryzanie paznokci, czy drapanie skóry nie wystarcza.

 - Takie zachowanie nie bierze się z samej gry, ale ze sprzężenia tych ciężkich, okrutnych treści w niej zawartych z zapotrzebowaniem na pewne życiowe rozwiązania - mówi prof. Zofia Dołęga z Uniwersytetu SWPS w Katowicach.

Prof. Zofia Dołęga podkreśla, że autoagresja jest wyrazem wołania o pomoc. ''Zróbcie coś ze mną, bo ja sobie nie radzę''. Na wołanie powinno odpowiedzieć najbliższe otoczenie - rodzice, nauczyciele i równieśnicy.

Czytaj więcej