Czytasz: Niebawem popłyniemy sztolnią

Niebawem popłyniemy sztolnią

Podziemna podróż w mroku

Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna, flagowy projekt Muzeum Górnictwa Węglowego i zabrzańskiego magistratu ruszy już za niecały rok. Dwa i pół kilometra podziemnych korytarzy, drewniane łodzie, ciasne tunele, wilgoć i chłód, ceglane sklepienia sprzed ponad stu lat. Ma być grubo na tej grubie, i to fest. Niedawno oglądaliśmy podziemny kompleks!

Schodzimy w dół!

Zakładamy kaski, ubrania robocze, gumowe buty, bierzemy lampy górnicze i aparaty ucieczkowe (bez nich się nie da, turyści też będą je mieli). Schodzimy diagonalą transportową, która już niebawem zostanie przekształcona w wejście dla turystów, drugie, obok szybu Carnall, na terenie kompleksu przy ul. Wolności.

Zejście, na dół zajmuje około minuty, gasną światła, buty stukają o kratownicowe stopnie. Wokół huk maszyn, właśnie mijamy kolejkę podwieszaną, którą transportowane są tutaj narzędzia i materiały dla pracowników.

Jak jest pod ziemią? 

Duszno, chłodno, zawartość tlenu ok 20.9 %, a jednak ciężko się oddycha. Niby 36 metrów pod ziemią, ale i tak robi wrażenie. Przemierzamy podziemne korytarze o szerokości przekraczającej niewiele ponad rozmiary dorosłego człowieka, echo, kapanie wody na przecinkach ogłuszający ryk generatorów, świdrów, systemu wentylacji. Idziemy ponad pół kilometra, mijając kolejne ekipy remontowe, do niewielkiego portu, gdzie oglądamy zbiornik wodny i wychodząca tu ścianę węgla. Wszędzie mokro, zimno i ciemno. Jest świetnie.

Idziemy “tylko” do szybu Wilhelmina, choć trasa zabiera nam około dwóch godzin. Łodzie są jeszcze w stoczni w Koźlu, więc trasa torem wodnym (o długości nieco ponad kilometra) nie jest jeszcze możliwa. W przyszłości podróż wieńczyć będzie wpłynięcie do portu, umiejscowionego przy zbiegu ulic Karola Miarki i Jagiellońskiej, nieopodal pl. Teatralnego.

Turyści zejdą tu w połowie przyszłego roku. Trasy są właściwie gotowe, trzeba jednak wszędzie doprowadzić prąd i zabezpieczyć część odcinków. Zapowiada się bardzo ciekawie.

Dziesiątki lat pracy

Sztolnia powstawała w latach 1800-1869, przez ponad sześć dekad. Projektantami byli... dwaj przemysłowcy, których nazwiska miały duży wpływ dla rozwoju sporej części Śląska: Friedrich Wilhelm von Reden oraz John Baildon (warto wspomnieć, że dzięki nim powstał m.in. Kanał Kłodnicki).

Miała za zadanie nie tylko odprowadzać nadmiar wód gruntowych z pobliskich, przyłączonych do systemu obiektów, ale także stanowić kolejną drogę łatwego, skutecznego transportu urobku. Co ciekawe… z chwilą oddania całej sztolni do użytku, jej istnienie okazało się… niepotrzebne. W II połowie XIX wieku stosowano już wydajne maszyny parowe zasilające potężne pompy. Niedługo później weszły w życie także maszyny elektryczne. Obiekt użytkowany był do lat 50-tych ubiegłego wieku, kiedy to postanowiono zasypać jego ujście przy dzisiejszej ul. Karola Miarki.

Re-premiera

Idea "restartu" Sztolni pojawiła się wiele lat temu. Pierwsze próby ponownej eksploracji miały miejsce pod koniec XX wieku, realne kroki podjęto jednak dopiero w roku 2008.

Przez długi czas trwały prace ziemne, konserwacyjne i zabezpieczające, usunięto kilkanaście tysięcy ton mułu (ręcznie, gdyż nie dało się zastosować innych technologii), odpompowano nadmiar wody, wstawiono szalunki. Powstały nowe obiekty, zmodyfikowano system wentylacyjny i zabezpieczono poboczne korytarze. Choć cały proces miał trwać o wiele krócej niż obecne założenia projektowe, budowa nadal trwa i, w końcu, zbliża się do upragnionego finału.

Sztolnia Królowa Luiza

 

Czytaj więcej