Czytasz: Durczok: Nie ważcie się tego zepsuć!

Durczok: Nie ważcie się tego zepsuć!

Wysiadł z wagonu, rozejrzał się wokół i z autentyczną troską stwierdził: Stary, kur…, przecież jak ktoś tu mieszka, to musi mieć permanentną depresję!

Ponad 20 lat temu, w mglisty, listopadowy poranek, z pociągu na katowickim dworcu wysiadł mój kolega. Prawie całe życie spędził w Warszawie, trochę podróżował po świecie, ojciec dyplomata, Rzym, Nowy Jork i takie tam klimaty. Pracowaliśmy razem ledwie kilka miesięcy, ale polubiliśmy się właściwie od pierwszej wspólnej, telewizyjnej produkcji. Wysiadł z wagonu, rozejrzał się wokół i z autentyczną troską stwierdził: stary, kur…, przecież jak ktoś tu mieszka to musi mieć permanentną depresję!

Faktycznie. Początek lat 90-tych to nie był czas, kiedy Katowice należało komukolwiek pokazywać jako fajne miasto. Było brudne, rozkopane, zniszczone, walące się, odrapane i ponure. Oczywiście my, tu urodzeni, byliśmy nimi zachwyceni. Ale bądźmy szczerzy - każda matka uznaje swoje nowonarodzone maleństwo za najpiękniejszego bobasa na świecie. Nawet jeśli jest różowy, wrzeszczący i chwilami przypomina świnkę morska. My, z Katowicami, mieliśmy tak samo. Były kochane, jedyne, najważniejsze. Choć uczciwie przyznać trzeba - strasznie brzydkie. 

Minęło ćwierć wieku. Żyjemy w innym miejscu. Nazwa ta sama, ale to co wokół, to prawdziwa rewolucja. Każdy kocha swoją małą ojczyznę, ale Katowice, z brzydkiego kaczątka, przeistoczyły się w wyjątkowo pięknego łabędzia. 

Przez lata byłem jednym z największych krytyków Piotra Uszoka. Wkurzał mnie jego brak wizji, prowincjonalne - jak mi się zdawało - pojmowanie roli miasta, jego kulturotwórczych zadań. Piotr Uszok przypominał wtedy raczej burmistrza albo sołtysa, nijak nie wpisując się w rolę gospodarza stolicy aglomeracji. 

Czas pokazał, jak bardzo się myliłem. Po latach dłubania i grzebania pod ziemią, miasto nagle wystrzeliło w górę. NOSPR, Muzeum Śląskie, MCK, Nikisz, ale przede wszystkim fantastycznie rozwijające się południe Katowic, z wizytówką iście europejskiej klasy, czyli z Bażantowem. To całkiem nowy organizm, to całkiem nowa tkanka, to coś - jak mówi w filmie, który możecie obejrzeć klikając link poniżej - to wyzwanie, to coś nieodkrytego, coś w czym każdy znajduje kawałek siebie. 

Rośnie kolejne pokolenie Ślązaków, katowiczan, którym Warszawa czy Berlin do niczego nie są potrzebne. Chcą żyć tutaj, tu realizować swoje pasje, tu robić kariery. Są lekarzami, inżynierami, adwokatami, zajmują się biznesem albo uczą w szkole. Ale łączy ich jedno. Duma z tego miasta. 

To, że Katowice są dziś tak pięknym miejscem (choć lista problemów do rozwiązania jest oczywiście bardzo długa), to także zasługa ciągłości wizji. Katowiczanie ufali Uszokowi, choć porządkując niewidoczną infrastrukturę, mógł dać nam tylko słowo, że na końcu będziemy dumni z tego, co na fundamentach wyrośnie. I słowa dotrzymał. Uszok wybudował, Krupa rozbudowuje, a Katowice są miastem z wizją. I ludzie którzy tu przyjeżdżają, często po latach, też rozglądają się wokół, też zdarza im się westchnąć. Ale zamiast współczuć nam depresji, zazdroszczą, że żyjemy w takim otoczeniu. Katowice nie chciały rewolucji. Pozwoliły włodarzom powoli, choć konsekwentnie robić swoje. Dziś są efekty. 

Pięknie tu u nas. Za parę dni zagłosujecie na tego - albo na tą - która przekonała was do swojej wizji miasta. To fajny wybór. Pod warunkiem, że ktoś tę wizję ma.  Katowiczanom - sobie zatem także - życzę dobrego wyboru. Bo najgorsze co mogłoby się nam przytrafić, to prezydent który całą tę 30-letnią robotę spieprzy. A teraz popatrzcie. OTO NASZE MIASTO. 

 

Czytaj więcej