News, Komentarz

Nie ma mocnych na drogę w Mikołowie?

Mieszkańcy boją się kolejnej tragedii w Mikołowie. Stanisław Piechula odpowiada.

Pisaliśmy o niebezpiecznej drodze, na której zginęły dwie osoby, a dwie inne zostały ranne. To DK44 w Borowej Wsi, w szczególności pomiędzy skrzyżowaniami z drogą nr 925 i ulicą Piaskową. Mieszkańcy boją się, że dojdzie tam do podobnego wypadku jak przed tygodniem w Mikołowie.

Podpisali petycję

Zależy im, by spowolnić ruch drogowy na DK44. Na tym odcinku, bezpośrednio do drogi przylegają Zespół Szkół nr 2 w Mikołowie, przedszkole, ośrodek dla osób niepełnosprawnych, kościół, sklepy, restauracje i budynki mieszkalne.

600 mieszkańców Borowej Wsi podpisało petycję. Walczą o zamontowanie barierek ochronnych przy przejściach dla pieszych, montaż barier energochłonnych w miejscach, gdzie brak jest pobocza. Zależy im, by zamontowano ekrany dźwiękochłonne w miejscach przekroczenia norm hałasu. Ale przede wszystkim, by wymusić spowolnienie ruchu poprzez odcinkowy pomiar prędkości, radary, zamontowanie fotokamer czy kamer rejestrujących przejeżdżających na czerwonym świetle. 

Piechula: "Oczywiście, że pomagam"

Jedyna odpowiedź, jaką dostali, przyszła z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Ale nic się w tym miejscu nie zadziało. Zapytaliśmy więc burmistrza Mikołowa, Stanisława Piechulę, czy może pomóc mieszkańcom Borowej Wsi.


- Oczywiście, że pomagam. Jesteśmy w kontakcie i razem się o to staramy, pisząc i prosząc od lat właściciela drogi o to, by zadbał o bezpieczeństwo, ale albo odmawia, twierdząc, że nie ma pieniędzy, albo, że w danym miejscu nie powinno być świateł - sygnalizacji na przejściu dla pieszych – opowiedział Piechula.

- W bardziej niebezpiecznych miejscach miasto na własny koszt zakładało barierki, ale to tylko doraźne działania. Spowolnić kierowców może odcinkowy pomiar prędkości, ale to leży wyłącznie w gestii właściciela drogi – dodaje. 

Sprawę komentują sami mikołowianie: „Podobny problem mamy z drogą DW928 i dzielnicą Gronie. Miasto uchwaliło plan dla dzielnicy mieszkalnej i w ogóle nie zaprojektowało komunikacji pieszej z centrum (ulice Jaśminów, Wrzosowa). Biegamy przed samochodami na oznaczonym niebezpiecznym zakręcie, strach puszczać dzieci do szkoły – pisze Marcin Lis. - Moje apele do Zarządu Dróg Wojewódzkich oraz miasta odbijają się echem - bo brak statystyk. Czyli myślenie jest takie: muszą być ofiary, żeby się coś zmieniło. O prewencji i strukturalnych rozwiązaniach tam nie słyszeli – dodaje.

Główny Inspektorat Transportu Drogowego dostał od nas zapytanie w tej sprawie. Czekamy na odpowiedź.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.glowacka@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Lifestyle