Czytasz: Najszczęśliwsze miasto na świecie

Najszczęśliwsze miasto na świecie

Niektórzy porównują to miasteczko do położonego we francuskiej Langwedocji Carcassonne. Pora odkryć Byczynę! Perłę śląskiego średniowiecza.

Autorzy podróżniczego bedekera pt. The World's Best Cities, uznali, że najszczęśliwszym miastem na Ziemi jest położone w Tajlandii Koh Samui. Nadmorski kurort z piaszczystymi plażami, ocienionymi przez palmowe zagajniki, ukrytymi wśród drzew wodospadami, buddyjskimi świątyniami, na pewno nadaje się na egzotyczne wakacje, ale my mamy coś równie zachwycającego i położonego znacznie bliżej. Silesion odkrywa dla Was miasteczko żywcem wyjęte ze scenariuszy gier fantasy, perłę śląskiego średniowiecza. Popatrzcie sami.

ŚLĄSKIE CARCASSONNE

Niektórzy porównują Byczynę do położonego we francuskiej Langwedocji Carcassonne. Niemal nietknięty od pięciuset lat układ urbanistyczny z wieżami bramnymi wschodnią i zachodnią, strzelista bryła kościoła  św. Mikołaja, neogotycki spichlerz, baszta Piaskowa, no i nietknięte XV-wieczne ceglane mury, wysokie nawet na 6 metrów, od strony północnej otoczone starym parkiem i fosą, w której pływają pstrągi.

Miasteczko otoczone jest elipsą średniowiecznych murów

Urocze miasteczko na północy Opolszczyzny jest znacznie mniejsze niż położona pod Pirenejami ufortyfikowana twierdza. Gigantyczny pierścień wałów obronnych i ponad 50 tamtejszych wież, to jednak inna skala. Ale licząca zaledwie 3,5 tysiąca mieszkańców Byczyna ma swoje przewagi.  

Średniowieczne mury w Byczynie kryją niejedną tajemnicę. Widoczne na zdjęciu otwory w cegle powstały, gdy krzesząc ogień szybko obracano w nich hubkę.

- Tutaj odnotowano pierwszy w historii przypadek, że żywy człowiek  sam siebie nadał jako przesyłkę kurierską – mówi z uśmiechem Barbara Brzezińska, animatorka turystyki historycznej.

25 stycznia 1890 roku pewien obywatel Byczyny starannie zapakował się w gruby papier, obwiązał sznurem i zameldował w punkcie ekspedycyjnym. Nie wiemy dokąd chciał zostać nadany, ani czy dotarł na miejsce szczęśliwie, jednak sam fakt nie podlega dyskusji.

PRUSKI RAJ PODATKOWY

Reporter Silesion.pl zaskoczył miejscowych znawców historii inną ciekawostką. W drugiej połowie XIX wieku mieszkańcy miasteczka nie musieli płacić podatków komunalnych. Kasa miejska była regularnie zasilana wpływami  z działalności handlowej i rzemieślniczej, a tutejsi rajcowie,  rezygnując z poboru daniny, chcieli stworzyć coś w rodzaju specjalnej strefy ekonomicznej i przyciągnąć inwestorów. Co więcej, w XIX wieku w Byczynie przez 24 lata nikt nie umarł, co jest jeszcze jednym dowodem, że miasto jest położone pod szczęśliwą gwiazdą. W śląskim miasteczku, mimo pruskiego Kulturkampfu i twardej ręki Bismarcka, nie było większych napięć na tle narodowościowym. Zdecydowana większość mieszkańców używała języka niemieckiego. Proporcje ludności niemiecko i polskojęzycznej kształtowały się sto lat temu jak 8 do 1. Kronikarz miasta Herman Koelling, przyznał w swojej Geschichte der Stadt Pitschen, że korzenie miasteczka są polskie. Byczyna, to zagroda do wypasu byków, a XV-wieczna, niemiecka nazwa Pitschen, jest zapożyczona z języka polskiego.  

Śląska perła uwodzi krajobrazem

Niewątpliwie miasteczko jest jedną z największych śląskich atrakcji turystycznych, choć odległość od Katowic (2 godziny jazdy samochodem), Opola (ok. 50 minut), Kluczborka (25 minut), Lublińca (niespełna godzina) sprawia, że nie jest ono tak popularne jak Toszek, Siewierz, Tarnowskie Góry i inne  miejscowości ze średniowiecznymi śladami. Pora więc odkryć Byczynę! Kiedy zbliżycie się do grubych na półtora metra murów, (uwaga, wjeżdżacie na teren z ograniczoną funkcją nawigacyjną!) pokonacie jedną z bram i uda wam się wspiąć na sam szczyt wieży ratusza, skąd roztacza się obłędny widok, poczujecie się jak w innym świecie. Nic dziwnego, że klimat starych zaułków pokochali miłośnicy fantasy i gier komputerowych w rodzaju Warhammer.

W tej wieży można nakręcić fragment "Gry o tron"

Jest coś w tutejszej atmosferze, co potęguje realizm odgrywanych w komputerach scenariuszy, co inspiruje i napędza. Wszak to tutaj powstała wybitna praca Urania propitia, wielkiej Marii Cunitz, śląskiej astrolożki, o której niedawno pisaliśmy w Silesion.pl.

MALLEUS MALEFICARUM

Są i mroczne strony w byczyńskich dziejach. Pani Barbara opowiada historię z dreszczykiem o śląskich uczniach nadinkwizytora Kramera, autora słynnego traktatu Malleus Maleficarum (Młot na czarownice), w którym pouczał Europę, jak rozprawiać się z wiedźmami.

Oto przy ulicy Floriańskiej, wśród gęstej zabudowy, w piętrowym domu o spadzistym dachu (stoi do dziś), mieszkała z matką 16-letnia, urodziwa dziewczyna. Dzierlatka najęła się jako pomoc domowa do rodziny bogatych byczyńskich kupców. Jak to w takich sytuacjach bywa, pani domu,  zazdrosna o urodę i młodość służącej, chciała pozbyć się rzekomej konkurentki.

W jednym z tych domów mieszkała

Oskarżyła młódkę o rzucanie uroków miłosnych na jej męża. Inkwizytorzy wzięli się do dzieła. Zaczęto od  próby wody, potem poddano dziewczynę wymyślnym torturom. Nie mogło być inaczej. Jako winną czarów i magii wtrącono ją do krytego drewnianego wozu, zaprzężonego w parę koni. Ponury pochód, obserwowany przez tłum gapiów, przeciągnął obecną ulicą Nasalską, gdzie jak pisze pastor Koelling, czekał już kat szykujący wielki stos. Oprawcy zrobiło się jednak żal dziewczyny. Nim rozpoczął kaźń, wręczył skazanej kawałek wilgotnego drewna, aby nim dosięgną ją płomienie, zaczadziła się dymem i nie czuła bólu.  Na stosie „czarownica” zapowiedziała zemstę. Obawiając się, że duch nieszczęsnej dziewczyny będzie nawiedzał miasto, w miejscu stosu postawiono krzyż. Mimo to wielu świadków nadal mówi o stłumionych jękach, zawodzeniach, cichych przekleństwach, jakie wydobywają się w tym miejscu, gdzieś głęboko spod ziemi.  Zawsze jest tu nieco chłodniej i wieje wiatr,  który przypomina cichutkie zawodzenie.

W tym miejscu przed laty stał miejski pręgierz

Czytaj więcej