Czytasz: "Czarne skrzynki" w kopalniach spełniają swoje zadanie

"Czarne skrzynki" w kopalniach spełniają swoje zadanie

Montowane są w szczególnie niebezpiecznych rejonach kopalń - o ich lokalizacji decydują szefowie okręgowych urzędów górniczych.

Urządzenia mają pracować w kopalniach przez kolejny rok.

Po raz pierwszy "czarne skrzynki", czyli autonomiczne zespoły rejestracyjno-pomiarowe, zainstalowano w najniebezpieczniejszych rejonach polskiego górnictwa podziemnego w połowie 2014 roku. Obecnie nadzór górniczy ma pięć takich urządzeń, działających niezależnie od kopalnianych systemów pomiarowych.

Urządzenie, na które składa się siedem czujników, dostarcza wiedzę o stężeniach takich gazów jak metan, siarkowodór, tlenek węgla, dwutlenek węgla, tlen, a także mierzy temperaturę, wilgotność oraz prędkość przepływu powietrza. Przyrząd jest zasilany z kopalnianej sieci elektroenergetycznej, ale w przypadku braku prądu może przez co najmniej 12 godzin pracować dzięki akumulatorom.

- To urządzenie łączy w sobie kilka czujników, mierników. Ich zadaniem jest nie tylko - chociaż również - sprawdzenie, w razie wypadku, co działo się w kopalni, ale również ma mieć, i ma, skutek prewencyjny. Jeśli w rejonie wydobywczym jest zainstalowany osobny czujnik, który mierzy np. dany parametr atmosfery niezależnie od systemów kopalnianych, to w naturalny sposób trudniej oszukać system kopalniany, a takie przypadki zdarzały się w przeszłości. Dziś mamy coraz mniej sygnałów o tym, że są podejmowane próby fałszowania wyników pomiarów w systemach kopalnianych - powiedział prezes Wyższego Urzędu Górniczego (WUG) w Katowicach Adam Mirek.

"Czarne skrzynki" montowane są w szczególnie niebezpiecznych rejonach kopalń - o ich lokalizacji decydują szefowie okręgowych urzędów górniczych. Obecnie urządzenia działają w kopalniach: Brzeszcze, Murcki-Staszic, Knurów-Szczygłowice i Zofiówka (część jastrzębskiej kopalni Borynia-Zofiówka-Jastrzębie) oraz w należącej do KGHM Polska Miedź Polkowice-Sieroszowice, gdzie rejestrator umieszczono w tunelu wentylacyjnym odprowadzającym powietrze z niebezpiecznego rejonu do szybu.

Wprowadzenie rejestratorów było odpowiedzią nadzoru górniczego na pojawiające się po katastrofach górniczych doniesienia o fałszowaniu odczytów pomiarowych. Nośnik danych (pamięć) przy każdym odczycie jest wyjmowany z urządzenia, a dane są odczytywane za pomocą odpowiedniego oprogramowania. Wykonawcą tych prototypowych urządzeń było konsorcjum firm ITI EMAG i Sevitel.

Latem tego roku, gdy wygasła umowa na świadczenie usług serwisowych rejestratorów, nadzór górniczy zdecydował, że "czarne skrzynki" powinny nadal pracować w kopalniach. Zawarto nową umowę serwisową, dzięki czemu po przeglądzie urządzenia mogły na kolejny rok powrócić do podziemnych wyrobisk.

- Generalnie, jako pomysł, to się sprawdza. Oczywiście, można myśleć nad udoskonaleniem tego typu systemu i najlepszymi zabezpieczeniami (...), ale sama idea jest bardzo dobra - podkreślił prezes WUG. Przypomniał, że rejestratory okazały się także bardzo trwałe - jeden z nich przetrwał skutki potężnego tąpnięcia w ruchu Śląsk kopalni Wujek wiosną 2015 r. Urządzenie rejestrowało dane jeszcze przez trzy dni po zawaleniu się chodnika, korzystając z akumulatora. (PAP)

Autor: Marek Błoński

Edytor: Dorota Kazimierczak

Czytaj więcej