Relacja

Nadchodzi On Lemon. „John Lemon” już nigdy nie wróci

To mógł być sądowy bój Dawida z Goliatem. W roli Dawida niewielka, ale znana firma z Katowic. Goliatem okazała się żona Johna Lennona, Yoko Ono.

Do sądowej batalii nie doszło. Właściciele marki „John Lemon” poszli na ugodę. Nie mieli czasu, ani pieniędzy, żeby zaryzykować walkę z potężną machiną prawniczą, którą nakręciła żona muzyka śpiewającego o wolności.

Dzięki ugodzie ochronili firmę, kilkudziesięciu dystrybutorów, ale nie nazwę. Gotowa jest już kampania rebrandingowa. Wkrótce na butelkach z lemoniadami pojawią się podwójne etykiety. Na zewnątrz „John Lemon”. Pod nią „On Lemon”.

- To nie jest tak, że nic się nie stało. Stało się bardzo źle, bo pozbywamy się naszej nazwy - przyznaje Robert Orszulak.

- Nie zabierają nam dziecka, ale zmieniamy temu dziecku pierwszy człon imienia. Pozbywamy się dwóch literek - dodaje Daniel Hozumbek.

 

STARCIE Z YOKO ONO

- Na początku myśleliśmy, że to jest jakiś fejk, że ktoś nas wkręca - mówi Daniel Hozumbek.

Potem okazało się, że sprawa jest bardzo poważna. W marcu pierwsze pozwy trafiły do zagranicznych dystrybutorów katowickich lemoniad. Krótko po tym prawnicy Yoko Ono dotarli do Katowic. O losie firmy miał zdecydować sąd w Hadze.

- Pierwsza rozprawa miała się odbyć 15 kwietnia. Udało nam się do niej nie dopuścić - dodaje Robert Orszulak.

Prawnicy zachęcali właścicieli Lemona do konfrontacji z Yoko Ono. Sprawa miała być wygrana.

- Jak zapewniali nas prawnicy ta sprawa jest na 70% wygrana. Wiąże się jednak z ogromnymi kosztami, na które nas nie stać. W czasie trwania procesu, sąd w Hadze mógł zablokować naszą produkcję. Nikt nie mógł zagwarantować ile to potrwa - mówi Robert Orszulak

- Nie stać nas na fight - mówi Daniel Hozumbek

Po stronie Lemona stały bardzo mocne argumenty prawne: marka zarejestrowana w 2014 roku, zastrzeżony znak towarowy na cały świat (z wyjątkiem Hiszpanii), fakt, że nigdy nie promowali lemoniad wizerunkiem Johna Lennona czy Beatlesami.

- Nie stać nas było na długoletni proces, na zabezpieczenie produkcji, bo nie dysponujemy środkami w wysokości kilkuset tysięcy euro - mówi Robert Orszulak.

Kapitał Yoko Ono to 500 milionów dolarów - dodaje Daniel Hozumbek

ARMIA PRAWNIKÓW

Reprezentujący Yoko Ono prawnik Joris van Manen zajmuje się ochroną znaków towarowych, prawem autorskim i mediami. Jego stawka, to jedyne 600 euro za godzinę.

- Kampania była bardzo agresywna, przemyślana i dobrze zaplanowana, żeby nie dać nam oddechu, czasu na zastanowienie, nie mówiąc nawet o zebraniu funduszy na walkę w sądzie - mówi Daniel Hozumbek

W pozwie Yoko Ono zaznaczyła, że dba o dobre imię swojego męża Johna Lennona. Zdaniem właścicieli „Johna Lemona” chodziło o coś zupełnie innego.

- Nie wiemy czy to pomysł samej Yoko Ono, czy reprezentujących ją prawników, ale pomimo zapewnień, że nie chcą zniszczyć naszej firmy, wszystkie działania zmierzały tylko w tym kierunku.

W pozwie Yoko Ono zaznaczyła, że dba o dobre imię swojego męża Johna Lennona. Zdaniem właścicieli „Johna Lemona” chodziło o coś zupełnie innego. Do ugody doszło po tym, jak właściciele lemoniad zapowiedzieli, że ogłoszą upadłość i odpowiadać będą tylko do wysokości kapitału spółki - 5000 złotych.

- Ta kwota nie pozwoliłaby nawet na opłacenie jednego z całej armii prawników - mówi Robert Orszulak

LEMON IS ON

Paradoksalnie starcie z Yoko Ono może katowickiej firmie pomóc. Do końca roku ma zakończyć się akcja rebrandingowa. Wiele osób usłyszy o lemoniadach. Zmienia się nazwa, ale nie sam produkt.

- Dla nas zawsze najważniejsza była jakość produktu, ona się nie zmienia kompletnie - mówi Daniel Hozumbek. 

Znak graficzny i font pozostaje własnością spółki. Zgodnie z ugodą nie będzie można jej już nigdy wykorzystać. „John Lemon” już nigdy nie wróci. Nadchodzi „On Lemon”.

Czytaj więcej

 

Napisz do autora m.ciesla@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Historia naszego regionu