Czytasz: Na kładce nad torami zginął mężczyzna. Skutek? Płatne przejście... po torach

Na kładce nad torami zginął mężczyzna. Skutek? Płatne przejście... po torach

Po tragicznej śmierci na kładce kolejowej, dąbrowianie ze Strzemieszyc muszą przechodzić po torach. Co więcej - nie za darmo!

Był środek wakacji. Ciepły lipcowy wieczór. Marcin odprowadzał znajomych - rozstali się przy zejściu z kładki nad torami. Wracał tą samą drogą. Nagle złamała się pod nim spróchniała deska i zahaczył nogą o trakcję kolejową. Poraziły go 3 tysiące woltów. - Zobaczyliśmy dwa błyski. Wybiegliśmy z domu. Okazało się, że na górze leży człowiek, który się pali. Nie mogliśmy po niego wejść, bo wszystko się dosłownie świeciło – relacjonowała pani Beata, mieszkająca w drewnianym domu naprzeciw kładki.

Prąd udało się wyłączyć dopiero po dwóch godzinach. Wtedy do Marcina dotarli ratownicy. Nie mieli już kogo ratować.

I choć od tamtego wieczoru minęło już niemal osiem lat, w dąbrowskich Strzemieszycach nie ma chyba osoby, która przechodząc z jednej części dzielnicy na drugą – a dzieli je torowisko – nie spojrzałaby na górującą złowieszczo nad torami kładkę.

Winnego brak, sprawa się ciągnie, a bezpiecznego przejścia nie ma

Od czasu śmierci 26-latka metalową kładką nikt się nie zajął. Odspawano od niej schody wiodące na górę. - I tyle - pokazują mieszkańcy.

Odpowiedzialność od początku zrzucały na siebie koleje i dąbrowski magistrat. Sprawy sądowe trwają zresztą do dziś. Bo choć Sąd Administracyjny w Gliwicach uznał, że tereny kolejowe w Strzemieszycach należą do miasta, zarówno gmina Dąbrowa Górnicza jak i PKP złożyły od tego rozstrzygnięcia skargi kasacyjne.

Winnego brak, sprawa się ciągnie, a z jednej strony dzielnicy na drugą wciąż nie można dostać się bezpiecznie. - A jakoś trzeba, inaczej człowiek traci pół godziny obchodząc teren przy starym dworcu naokoło - pokazuje ręką pan Eugeniusz. Przyznaje: - Za stary jestem na takie spacery.

Miasto płaci za przejście. Powód? Piesi…spowalniają pociągi

Przy trefnej kładce funkcjonuje tymczasowe przejście po torach. Miasto zamontowało tu charakterystyczne biało-czerwone sztachetki i znak z ostrzeżeniem przed nadjeżdżającymi pociągami. - Koleje nie poczuwają się do niczego - przyznają dąbrowscy urzędnicy.

Jak udało nam się dowiedzieć, magistrat nie dość, że za własne pieniądze zorganizował ludziom przejście, to jeszcze... płaci za to spółce kolejowej.

- 40 tys. zł rocznie za utrzymanie przejścia w odpowiednim stanie technicznym oraz porządkowanie terenu wokół oraz dodatkowe 450 tys. zł rocznie – wylicza Bartosz Matylewicz, rzecznik prasowy dąbrowskiego magistratu. Za co? Odpowiedź jest szokująca. - Te 450 tys zł odprowadzane są do PKP PLK jako rekompensata za utrudnienia w ruchu pociągów spowodowane funkcjonowaniem przejścia po torach - mówi dąbrowski rzecznik.

Do czego poczuwa się tutaj PKP?

- To jakaś granda! - uważa pan Eugeniusz. Nie on jeden. Większość strzemieszyczan uważa bowiem, że śmierci na kładce, a także obecnemu - niebezpiecznemu przejściu po torach – winne są koleje. - Wszyscy wiedzieli, że kładka jest w kiepskim stanie, ale co było robić. Na torach czekali SOK-iści - dodaje starszy pan.

W środę przy kładce spotkaliśmy też panią Elżbietę, mieszkankę Strzemieszyc. Nie mogła uwierzyć, że miasto, a co za tym idzie – sami mieszkańcy - płacą kolejom pół miliona złotych rocznie, by w ogóle dostać się na drugą stronę dzielnicy.

- Nie dość, że przez ich zaniedbania zginął człowiek, to jeszcze żądają haraczu za przejście po torach, bo naprawę kładki mają w nosie? To do czego poczuwa się tutaj PKP? - pyta z oburzeniem kobieta.

To samo pytanie zadaliśmy spółce.

Przejście po torach to wzajemne porozumienie

Koleje od kładki wciąż się jednak odżegnują.

- Nie jest i nigdy nie była na stanie środków trwałych PKP S.A. - mówi Michał Stilger, rzecznik prasowy spółki. Tłumaczy, że w wypadku działki, na której posadowiona jest kładka, została wydana decyzja komunalizacyjna, od której PKP złożyły odwołanie. - Mając to na uwadze, PKP S.A. nie może odpowiadać za stan techniczny kładki i ponosić kosztów jej utrzymania. Kwestia przejścia przez tory regulowana jest poprzez wzajemne porozumienie zawarte przez Prezydenta Miasta i PKP Polskie Linie Kolejowe - mówi rzecznik.

Mieszkańcy na takie tłumaczenia kiwają jednak głową. - Czy musi dojść tu do kolejnej tragedii, by zapewniono nam normalne warunki? - pyta pani Elżbieta.

Czytaj więcej