Czytasz: To najbardziej zielona dzielnica Katowic

To najbardziej zielona dzielnica Katowic

Walory uzdrowiskowe i widok na Beskidy przyciągały tam tłumy turystów. W tej dzielnicy działał pierwszy saturator, powstała pierwsza w Europie kopalnia i rosną najwyższe buki.

Murcki, Kostuchna i Podlesie mają wspólną historię. Należały do Księstwa Pszczyńskiego i najpóźniej, bo dopiero w połowie lat 70. ubiegłego wieku, włączono je do Katowic. Tym razem wędrujemy po Murckach, a naszym przewodnikiem jest Aleksander Uszok, kierownik MDK Katowice-Murcki.

Książę Erdmann od kopalni, huty i żubrów

Ta dzielnica jest jakby odrębnym miasteczkiem. Jadąc od strony centrum Katowic, można mieć wrażenie, że miasto zostawiło się daleko za sobą. Murcki położone są w lesie, w sercu rezerwatu murckowskiego z najwyższym wzniesieniem miasta, czyli Wzgórzem Wandy zwanym też Erdmancyjŏ. Nazwa ta pochodzi od Fryderyka Erdmanna, księcia pszczyńskiego, budowniczego pierwszych na Górnym Śląsku kopalń węgla kamiennego, hut szkła i cynku oraz manufaktury sukienniczej w Pszczynie. W XVIII wieku otworzył kopalnię murckowską.

- Ale węgiel wydobywano tutaj już dużo, dużo wcześniej. Jeśli wierzyć dokumentom, pierwsze prace odbywały się już w XVII wieku, czyniąc z Murcek najstarsze w Europie miejsce wydobycia węgla - mówi Uszok. 

Legenda o węglu

Siągorze, czyli po śląsku drwale, mieszkali w granicach Murcek. Leśnictwo było więc pierwszą gospodarką tego miejsca. Na terenie Rudnych Kotlisk wydobywano też rudy żelaza. Aż odkryto, że tuż pod ziemią leży węgiel. Do tej pory są w dzielnicy miejsca, gdzie można pod butem zobaczyć kawałki czarnego złota.

Jest też ciekawa legenda o odnalezieniu węgla. Pewna rodzina siągorzy mieszkała w lesie. Dzieci wyprowadzały świnie i podczas jednego z takich spacerów, nazbierały wiele czarnych kamieni. Kiedy po ich powrocie matka zobaczyła, że dzieci są brudne, czyli po śląsku „zmaraszone” lub „umurckane” to wyrzuciła te kamienie do pieca. Ku jej zdziwieniu w izbie zrobiło się tak ciepło, jak nigdy wcześniej. Od tego czasu zaczęło się w Murckach wydobywanie węgla.

Polityka prorodzinna księcia

Książęta pszczyńscy ulokowali tutaj swoją pierwszą kopalnię i ściągnęli górników z Saksonii. Do pracy przychodzili też mieszkańcy Kostuchny. Od połowy XIX wieku Murcki zaczęły się zabudowywać. Powstał Schlafhaus, czyli sypialnia dla górników i budynki wzdłuż ulicy Bielskiej, które istnieją do dziś. Książę pszczyński prowadził politykę prorodzinną. Górnicy mieli przydział do domu sypialnego. Kiedy któryś z nich się ożenił, dostawał domek z polem. Można więc było uprawiać rolę i hodować bydło.

Była też gospoda, a potem prewentorium dziecięce. Budynek zburzono pod budowę węzła drogowego „Murcki”, jedynie fundamenty są świadkiem tamtej historii.

Murcki jak Miasto Ogrodów

To był czas powstawania osiedli patronackich, jak Nikiszowiec czy Giszowiec. Istniała ustawa regulująca warunki socjalne. Do tego przedsiębiorcy starali się pokazać swoją rangę przez jakość powstającej zabudowy. Nikisz projektowali kuzyni Zillmannowie. Książę pszczyński zatrudnił Alfreda Malprichta.

- Dziadek mi opowiadał, że książę pszczyński był opiekuńczy i dobry. Inne osiedla nazywa się patronackimi, a tutaj mówi się o osiedlu pańskim. Właściciel przyjeżdżał, doglądał, rozdawał dzieciom cukierki - opowiada Uszok.

Powstało jedno z najpiękniejszych osiedli na Górnym Śląsku. Murcki w założeniu nawiązywały do koncepcji Miasta Ogrodów. Osiedle miało zaspokajać potrzeby życiowe pracowników kopalń. Mieli wracać z pracy i dobrze wypoczywać na miejscu, nie myśleć o emigracji.

Tysiące turystów przyjeżdżało specjalnie podstawionymi pociągami, by na łonie natury i z widokiem na Beskidy, miło spędzać czas. Murcki miały walory uzdrowiskowe, tutaj się zażywało luksusów. Książę wybudował dom gościnny, na rynku był sklep z towarami kolonialnymi i pierwszy na ziemiach polskich saturator z wodą gazowaną. A to wszystko jeszcze przed pierwszą wojną światową!

Osiedle było budowane w zgodzie z naturą. Malpricht wykorzystał istniejące dukty leśne i nie wycinał lasów. Dzielnica miała być zielona.

- Powstał park murckowski, kto wie, czy nie pierwszy europejski przykład rewitalizacji terenów poprzemysłowych - tłumaczy przewodnik.

Książę Ludwik, ostatni z rodu Anhalt-Koethen, był lokalnym ekologiem. I kiedy zakończono eksploatację węgla, to na miejscu kopalni zasadzono buki. Dziś są najwyższymi bukami w Polsce!

Wille, modernistyczny kościół i hałda

Dlaczego warto odwiedzić Murcki? Bo są zielone i mają świetną architekturę. Jest tam modernistyczny kościół Zygmunta Gawlika, architekta katowickiej archikatedry. Gawlik zafascynowany był kulturą japońską i przenikaniem się kultury i natury. Pozostawił za ołtarzem gigantyczną taflę szkła. Za nią widać było las bukowy, a zmieniające się pory roku sprawiały, że zmieniał się też widok za ołtarzem. Kiedy las wycięto pod nową zabudowę, wierni oglądali dachy domów. Potem w to miejsce wstawiono witraż.

Są ciekawe wille, a wśród nich dom lekarza z ogrodem zimowym, willa Walentego Sojki, śląskiego aptekarza czy willa dyrektora kopalni. Niestety, w katastrofalnym stanie jest dworzec kolejowy, który kiedyś zachwycał. Rynku pilnuje św. Barbara z cechowni kopalni murckowskiej, będąca jedynym śladem istnienia tej kopalni. Pamiątką sukcesów drużyny GKS Murcki jest stadion hokejowy. Drużyna górników, którzy po pracy jeździli na łyżwach, doszła do ekstraklasy hokejowej. Na bazie tego klubu powstał GKS Tychy.

Będą zabytkiem?

Można wsiąść na rower i pojechać do parku, albo do rezerwatu. Wdrapać się na najwyższe wzniesienie miasta, czyli Wzgórze Wandy. Na przeciwko zlokalizowana jest hałda murckowska z krzyżem, niestety nie jest udostępniona do odwiedzania.

Kiedy zniknęła kopalnia to Murcki straciły gospodarza i podupadły. Ratunkiem może być wpisanie dzielnicy do rejestru zabytków.

- Wpis się finalizuje i budzi emocje. W połowie roku powinniśmy się doczekać, by trzecia dzielnica po Nikiszowcu i Giszowcu, stała się zabytkiem - tłumaczy Uszok.

Czytaj więcej