Czytasz: Mlaskanie premiera czyli nowe taśmy prawdy

Mlaskanie premiera czyli nowe taśmy prawdy

Jak ktoś lubi być traktowany jak idiota, to nikt mu nie jest w stanie tego zabronić.

 

Ten tekst, w dużej części, nie jest napisany przeze mnie. Stworzyli go politycy. Tak, ci sami, których wybieramy, oceniamy i którym pozwalamy nami rządzić. Choć patrząc na to, co wybrańcy narodu wyrabiają w Polsce od kilku lat, trafniejsze wydaje się nieco inne stwierdzenie. Ludzie, których wybraliśmy, zaczynają z nami robić to, co chcą. 

W normalnym kraju, po takich tekstach i nagraniach jakie wczoraj opublikował portal Onet, rozpętałaby się burza. No bo skoro ośmiorniczki i wygadywane przez polityków głupoty, zmiotły rząd Platformy, zeznania dotyczące aktualnego premiera, a wcześniej jednej z kluczowych postaci biznesowego i gospodarczego otoczenia PO, prezesa dużego zagranicznego banku, Mateusza Morawieckiego, powinny spowodować trzęsienie ziemi. 

Przypomnijmy. 

Według portalu, kelnerzy nagrywający polityków i biznesmenów w stołecznych restauracjach twierdzą, że zarejestrowali rozmowę, na której Morawiecki omawiał z nieznanym mężczyzną zakup nieruchomości na podstawione osoby. Tego nagrania, które — jeśli kelnerzy składali prawdziwe zeznania — może być hakiem na premiera, nie ma w aktach śledztwa. I nikt nie wie, gdzie jest. Tyle Onet. 

Wyobraźmy sobie, co dzieje się po takiej bombie w Niemczech. Albo w Wielkiej Brytanii. Ano nic specjalnego. Poza takim drobiazgiem, jak wisząca w powietrzu dymisja premiera, komisja śledcza, służby w akcji i specjalny prokurator z nadzwyczajnymi uprawnieniami. Nietrudno sobie przecież wyobrazić, że takie nagranie to idealny instrument szantażu. No, tyle, że takie działania mogą mieć miejsce w tej chorej, zgniłej, zdemoralizowanej i chylącej się ku upadkowi starej Europie. Ale nie w dumnym, wstającym z kolan i odgrywającym wreszcie właściwą rolę, środkowoeuropejskim, dużym kraju. Czyli w Polsce. Tu zaś, zamiast służb, do akcji kieruje się panią Mazurek. 

A Pani Mazurek, z właściwym sobie tupetem, mówi: karty na stół

Te karty na stole leżą od dawna. To te same kwity, które wywróciły poprzedni układ polityczny. Te same, które torowały PiS-owi drogę do władzy, wreszcie - co chyba najważniejsze - te same, które PiS z taką lubością, cedząc słowa i przeciągając sylaby, nazywał „taśmami prawdy”. Dziś „taśmy prawdy”, w tajemny sposób zamieniły się w zgrane blotki. 

Jednak kiedy się głębiej zastanowić, cała sytuacja nie powinna aż tak dziwić. I to nie tylko dlatego, że politycy przyzwyczaili nas do kłamstwa. Kłamią rano, kłamią w południe, kłamią kiedy jadą samochodem, kiedy lecą samolotem, kłamią kiedy przemawiają i kłamią kiedy idą spać. Cały czas kłamią. 

Dlatego myślę, że nawet ujawnienie kolejnych nagrań, kolejnych skandalicznych tekstów wygłaszanych pośród mlaskania przy konsumpcji najbardziej wyszukanych potraw (wcinanych za naszą kasę, rzecz jasna), nie wywoła żadnego poważnego efektu. Da dokładnie ten efekt, jaki niezastąpiona w takich sytuacjach Krystyna „Barometr” Pawłowicz, umieściła na swoim twitterowym sztandarze. 

Bo jak ktoś lubi być traktowany jak idiota, to nikt mu nie jest w stanie tego zabronić.