News

Ministerstwo policzy Polkom dni płodne

Minister Konstanty Radziwiłł postanowił zająć się sprawami łóżkowymi Polaków. Efekt? Będzie kampania prokreacyjna, a dni płodne policzy nam...strona internetowa.

„Czego się trzeba wystrzegać, żeby nie doprowadzić do niepłodności?” albo „Jak pomóc parom, które już podjęły starania o dziecko?”. Teraz już będzie wiadomo. Ministerstwo Zdrowia sprawy seksualności Polaków postanowiło bowiem wziąć we własne ręce.

Minister płodzi... pomysły

Temat – jak zapowiadają w ministerstwie – potraktowany ma być całościowo. Po pierwsze ruszy duża kampania promująca kwestie płodności. Będą spoty telewizyjne, radiowe, informacje na billboardach. Po drugie - jak informuje „Dziennik Gazeta Prawa” - Polacy dowiedzą się nie tylko co robić, by zrobić dziecko, ale też jak unikać m.in. chorób przenoszonych drogą płciową (chodzi głównie o kiłę, najniebezpieczniejszą – jak uważają w resorcie). - Cel? Szczytny. Wszystko po to, by w naszym kraju rodziło się więcej dzieci.

E-kalendarzyk prawdę ci powie

Ale to nie wszystko. Minister Konstanty Radziwiłł postanowił zabrać się także za kalendarzyk małżeński. Stara metoda? Owszem, ale teraz zyskać ma na nowoczesności. Bo choć metodologia pozostanie taka sama, to ministerstwo opracuje ją już przy użyciu współczesnych narzędzi. O czym mowa? Kalendarzyk dostępny będzie na stronie internetowej. - Platforma wskaże Polkom m.in. dni płodne – zdradzają pomysłodawcy.

O płodności na czacie

Ministerstwo Zdrowia nie zamierza oszczędzać. Za przygotowanie kampanii sprzyjającej płodności, zapłaci ok. 2,8 mln zł, za e-kalendarzyk ok. 750 tys zł. Koszty podwyższa m.in. fakt, że za pomocą internetu będzie można chociażby odbyć rozmowę na czacie z „ekspertem ds. płodności”. Polki i Polacy z problemami alkowy sami nie zostaną.

Kalendarzyk to nie antykoncepcja

Na pomysł z przymrużeniem oka patrzą śląscy eksperci. - Jeśli ministerstwo chce, by w Polsce rodziło się więcej dzieci, tzw. kalendarzyk małżeński jest znakomitym pomysłem. Zgodnie ze wskaźnikiem Pearla, określającym ryzyko zajścia w ciążę pomimo prawidłowego stosowania antykoncepcji, kalendarzyk nie jest praktycznie żadną metodą antykoncepcji – zaznacza dr n. med. Beata Wróbel, ginekolog i seksuolog. Dodaje: - Jeśli to ma być jakaś prowokacja, to w ministerstwie są konsekwentni. 

Uczmy się swojego ciała!

Doktor Beata Wróbel podkreśla jednak, że sam kalendarzyk, choć nietrafnie jej zdaniem zwany małżeńskim („swój organizm obserwuje tylko kobieta”), nie jest rzeczą złą. - Edukacja seksualna w naszym kraju jest na bardzo niskim poziomie. Wręcz leży ugorem, a stosowanie kalendarzyka pozwala nie tylko nabyć wiedzę o swoim ciele w sensie fizjologicznym, ale poprawia także więź małżeńską. Wiedza o cyklu miesiączkowym potrafi wyjaśnić m.in. dlaczego kobieta w danych czasie nie ma ochoty lub ma większą ochotę na seks. - Nie ma co ukrywać jednak, że sam kalendarzyk jest związany z chrześcijańskimi tradycjami i religijnym podejściem do kwestii zdrowia. Ze współczesną medycyną nie ma to nic wspólnego – zaznacza specjalistka.

Czytaj więcej

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Gala BCC