Komentarz

Migalski: Odpieprzcie się od tego, co robimy w niedziele!

Marek Migalski o zakazie handlu w niedziele: Zaproponowana przez Dudę, i poparta przez Kaczyńskiego oraz Kościół, ustawa jest dlatego nie do zaakceptowania, że jest skrajnie niesprawiedliwa.

Górnicy, hutnicy, gazownicy, dziennikarze, pielęgniarki, lekarze, salowe, policjanci, strażacy, ochroniarze, kolejarze, kierowcy autobusów i taksówek, wykładowcy akademiccy. A także pracownicy stacji benzynowych, hoteli, restauracji, barów. Bileterki, kasjerki, sprzątaczki i ochroniarze w kinach, operach, teatrach, ogrodach zoologicznych i muzeach. Co ich wszystkich łączy?

Czytaj koniecznie: Ksiądz Brząkalik odpowiada Migalskiemu!

Że są dla obecnej władzy, Kościoła i „Solidarności” mniej ważni, niż pracownicy handlu. Bo i ile ci pierwsi muszą co jakiś czas zapieprzać w niedzielę do roboty, o tyle ci drudzy właśnie zyskują prawo do wolnego w siódmy dzień tygodnia.

Przesądzone: handel w co drugą niedzielę

Jakie argumenty podnoszą zwolennicy tego nowego rozwiązania? Najważniejsze są dwa: po pierwsze dobro samych pracowników i ich rodzin, a po drugie – dobro nas wszystkich. W tym pierwszym przypadku chodzi o to, by kasjerki z supermarketów mogły spędzać niedziele ze swymi rodzinami, a w tym drugim, by poprzez zakaz handlu w dzień święty, reszta społeczeństwa nie włóczyła się po sklepach, lecz oddawała cześć Bogu oraz budowała więzi rodzinne.

Zacznijmy od argumentu pierwszego, czyli dobra rodzin pracowników handlu i ich familii. W czym owa kultowa już kasjerka z supermarketu jest lepsza od kasjerki w kinie, że będzie mogła sobie już niedługo pójść w wolną niedzielę do kina i tam miło spędzić czas ze swoją rodziną? Będąc zresztą obsłużoną przez bileterki, sprzedawców popcornu i osoby puszczające filmy. Dlaczego jej życie rodzinne ma być ważniejsze, niż życie opiekuna żyraf z śląskim ZOO, który – by pani kasjerka supermarketowa lub supermarketowy ochroniarz mogli wybrać się do Parku Chorzowskiego – musi wstać niedzielnym świtem, by nakarmić i oporządzić swoje podopieczne?

Kościół za wolnymi niedzielami, co na to gospodarka?

Czy wykładowcy akademiccy nie woleliby byczyć się na łonie rodzinnym, niż uczyć w weekendy studentów zaocznych, a kelnerka z katowickiej restauracji nie chciałaby spędzić tego czasu ze swym mężem i dziećmi, zamiast usługiwać kasjerce ze sklepu, która właśnie dzięki staraniom PiS, Kościoła i „Solidarności” będzie miała każdą niedzielę wolną? Pytam zatem: dlaczego rządzący chcą zrobić dobrze akurat tej jednej grupie zawodowej?! W czym jest ona lepsza, niż inne? Rozumiem, że policjanci czy strażacy muszą pracować każdego dnia i każdej nocy i nikt z nich się nie skarży na niedzielne dyżury, ale dlaczego władza nie chce zadbać o dobrostan rodzinny także akademików, kelnerek, dziennikarzy, pracowników kin i teatrów? Przecież zasługują oni na podobnie dobre traktowanie, jak panie kasjerki i panowie ochroniarze ze sklepów wielkopowierzchniowych. Zaproponowane rozwiązanie jest zatem głęboko niesprawiedliwe, bowiem służy interesom jednej tylko grupy zawodowej.

Przejdźmy teraz do argumentu drugiego: interesu nas wszystkich. Ustawodawca i pomysłodawcy chcieli bowiem zadbać nie tylko o dobro rodzin pracowników handlu, ale także o wszystkich Polaków. Zauważyli, że zamiast czcić dzień święty i spędzać go w gronie rodzinnym, chodzimy na zakupy i oddajemy się konsumpcji. Pomijając już fakt, że w ten sposób zapewniamy miejsca pracy supermarketowym kasjerkom oraz to, że najczęściej oddajemy się shoppingowi wspólnie z naszymi bliskimi, to jedyny argument przeciwko temu myśleniu musi brzmieć następująco: a odpieprzcież wy się wszyscy od tego, jak Polacy spędzają wolny czas! Jeśli pan Kaczyński z PiS, Duda z ‘Solidarności” i biskupi z Episkopatu uważają, że nasi rodacy nie dość skrupulatnie oddają cześć Bogu i zaniedbują swój kontakt z rodziną, to ich świętym prawem jest apelowanie o to, byśmy zmienili swoje postępowanie. Mają na to nawet budżetowe pieniądze, które płacimy im w postaci finansowania partii politycznych, związków zawodowych i Funduszu Kościelnego. Ale na tym ich święte prawo się kończy. Na apelach i przekonywaniu nas do swych racji, a nie na zakazywaniu nam tego, co jest im nie w smak.

Jeśli teraz pozwolimy, by poprzez regulacje prawne decydowali o tym, co jest moralne, a co nie, to za chwilę będziemy mieli do czynienia z zakazem rozwodów i karami za współżycie pozamałżeńskie. Wszak obie sprawy, a także stosowanie antykoncepcji, picie alkoholu, palenie papierosów i masturbacja, nie są przez nich pochwalane, ale jednak nie zakazuje się ich prawem.

Rozumiem, że Kościół i władza, której wielu członków jest osobami wierzącymi, chcą za pomocą przepisów i kodeksów regulować kwestie aborcji czy eutanazji – wszak idzie tam o życie ludzkie i prawdziwie zaangażowany w życie społeczne katolik nie może biernie przyglądać się liberalizacji w tej materii. Ale – na Boga! – zostawcie w spokoju dorosłych obywateli w kwestii tego, jak spędzają wolny czas i jak czczą dzień święty! To ich sprawa. I ich sumienia. Nie traktujcie dorosłych ludzi jak małych dzieci, którym trzeba regulować cały świat. To kwestia naszych wolności. Robiąc zakupy w niedziele nie czynimy nikomu krzywdy, a jeśli w ten sposób oddalamy się od zbawienia i rujnujemy nasze życie rodzinne, to – do licha ciężkiego – nasza sprawa! Odwalcie się od nas i zajmijcie się swoimi rodzinami i swoimi obowiązkami.

Abp Skworc apeluje o wolne niedziele!

Jak można zauważyć, nie stosuję w obronie handlowych niedziel argumentów ekonomicznych. Nie interesuje mnie, czy w wyniku nowej regulacji ktoś straci pracę lub czy zmniejszy się nasz dochód narodowy. To, z całym szacunkiem, sprawy drugorzędne. Czy tempo wzrostu będzie nie 3,8 lecz 3,7 nie jest istotne. Nie jest ważne nawet to, czy ileś tysięcy pracowników handlu straci pracę (przy najniższej od 26 lat stopie bezrobocia nie powinni mieć problemów ze znalezieniem innej). Nie przywiązuję także uwagi do tego, że podobne regulacje obowiązują w Niemczech, Francji czy Austrii (od kiedy to PiS czy Kościół przejmują się tym, jak rządzą się na zgniłym Zachodzie?!). Wszystko to są sprawy drugorzędne – zarówno jeśli przemawiają za, jak i przeciw nowym regulacjom. Tu chodzi o rzeczy o wiele bardziej fundamentalne.

Zaproponowana przez przewodniczącego Dudę, i poparta przez prezesa Kaczyńskiego oraz Kościół, ustawa jest dlatego nie do zaakceptowania, że jest skrajnie niesprawiedliwa (uprzywilejowuje jedną grupę zawodową kosztem innych), ale nade wszystko uderza w nasze wolności. W to, co robimy w czasie wolnym, jak traktujemy kwestie religijne, w jaki sposób układamy sobie życie rodzinne, co jest dla nas ważne, jakim wartościom hołdujemy, w co wierzymy i jak kształtujemy własne życie. Kwestia wolnych niedziel nie jest zatem tylko dyskusją ekonomiczną nad modelem naszego ładu gospodarczego, ale jest przyczynkiem do debaty o tym, czym jest wolność, jaki ma być ustrój naszego państwa, na ile pozwolimy władzy decydować o naszych prywatnych sprawach, gdzie wyznaczymy granice ingerencji polityków w nasze życie.

W tym sporze wszyscy, którzy cenią sobie wolność, winni stanąć w jednym szeregu przeciwko sojuszowi tronu i ołtarza, polityków i księży, związkowców i ideologów. Cała ta zgraja regulatorów i polepszaczy życia innych powinna się odpieprzyć od tego, co robimy w niedziele. Bo jeśli nie obronimy się przed tego typu ingerencją, to za chwilę zaczną także decydować o tym, co robimy w soboty wieczorem. I o każdej porze każdego dnia i każdej nocy.

Czytaj więcej

Zmiana kategorii na: Turystyka