Czytasz: Zrobi porządek z ZUS-em
"Dostałam z buta, zostałam poniżona i z godnością kosza na śmieci zajęłam miejsce w kącie"

Marzena Erm, autorka bloga „RAKiJA” pojechała przed komisję lekarską do chorzowskiego oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i jak pisze - dostała z buta. Przebieg wizyty opisała na swoim portalu społecznościowym.  Teraz wspierają ją setki osób. Tłumaczenia rzeczniczki śląskiego ZUS-u mają charakter kabaretowy.

Dziewczyna ma za sobą lata chemioterapii i radioterapii, jest też po trzech autologicznych przeszczepach szpiku kostnego. Pięć lat temu dowiedziała się, że ma chłoniaka Hodkina, to bardzo złośliwy nowotwór układu chłonnego. Blog Marzeny czytają tysiące ludzi. Ostatnio najwięcej wyświetleń ma wpis o wizycie w ZUS-ie.

Marzena pojechała stawić się przed komisją lekarską w sprawie renty z tytułu niezdolności do pracy. Przyznaje, że po długoletniej chorobie nie jest w stanie jeszcze przez jakiś czas pracować na pełnym etacie. Ma bardzo słabą odporność i w okresie od jesieni do wiosny, a więc w czasie wszechobecnych gryp i infekcji unika publicznych miejsc. 

 - Mimo że faktycznie unikam takich miejsc, albo chodzę w maseczce, i tak w każdym miesiącu jesienno-zimowej pory roku łapię infekcję, którą najczęściej ciężko i długo przechodzę. Jestem więc kiepskim kandydatem na pracownika, bo częściej byłabym na L4, niż w pracy – pisze Marzena.

 Z tymi argumentami, z dokumentami ze szpitala oraz opiniami onkologa i lekarza rodzinnego pojechała na komisję. 

Opisuje na swoim blogu, że problemy zaczęły się już od wejścia. Komisja lekarska kazała jej usiąść na małym krzesełku w kącie sali, gdzie zazwyczaj stoi kosz na śmieci. Mimo że prosiła o zmianę miejsca, bo przy stole komisji było jeszcze wolne krzesło, zgody nie dostała.

- Z tej odległości nie tylko nie byłam w stanie podać na wyciągnięcie ręki dokumentów, co chwilę musiałam wstawać i podchodzić, ale również słabo słyszałam, co do mnie mówiono - opisuje.  

To nie koniec upokorzeń. Kazano mi rozebrać się do bielizny i w obecności męskiej części komisji przechadzać się po sali - dodaje.
Chorzowska komisja próbowała też udowodnić Marzenie, że tak naprawdę żadnych problemów ze zdrowiem nie ma.

Zostałam poniżona - opisuje na blogu.
Post Marzeny został udostępniony 743 razy i uzyskał 291 komentarzy. No i się zaczęło.

- Miałam nadzieję, że moja historia upokorzenia przez ZUS jest wyjątkiem. Niestety, uzmysłowiliście mi, że się mylę - pisze w kolejnym poście Marzena. Dziesiątki osób zaczęły opisywać podobne historie.

Marzena opublikowała na swoim blogu tłumaczenia Aldony Węgrzynowicz, regionalnego rzecznika ZUS w województwie śląskim.

 - Miejsce, które zajmuje klient, zgodnie z powszechnie przyjętymi standardami, nie może być połączone z biurkami lekarzy-członków komisji lekarskich, tak by dokumentacja klienta nie mogła zostać wymieszana z dokumentami komisji lekarskich – pisze rzeczniczka.

Węgrzynowicz  wyraża żal, że autorka bloga odczuła dyskomfort podczas komisji lekarskiej.

Staramy się wyjaśnić sprawę badania pani Marzeny z całym składem komisji lekarskiej – kończy swoje wyjaśnienia.
- Ja tego tak nie zostawię - zapewnia Marzena. Jeśli ktoś ma coś zmienić, to czemu nie ja?- dodaje. 

Czytaj więcej