Czytasz: Marciniak: Wierzę, że sztuka może działać [WYWIAD]

Marciniak: Wierzę, że sztuka może działać [WYWIAD]

Pierwszy raz w Teatrze Rozrywki. Pierwszy raz z musicalową obsadą. Ewelina Marciniak mówi o Polsce w spektaklu „Stańczyk. Musical”, który przygotowuje na chorzowskiej scenie.

Z Eweliną Marciniak spotykamy się w chorzowskim Teatrze Rozrywki. Reżyserka ma chwilę czasu po próbie do swojego najnowszego spektaklu. Stańczyk to muzyczna wycieczka do XVI wieku. Dlaczego akurat tam? Żeby spróbować przyjrzeć się temu, co lubimy do dziś opisywać jako najwspanialszy okres w dziejach Polski. Zmierzyć się z mitem „złotego wieku”. Podrapać w historyczne opakowanie i zobaczyć, co wyjdzie spod spodu. 
 
Stańczyk to, tym samym, opowiadana z perspektywy krakowskiego zamczyska historia naszych dawnych władców: Zygmunta Starego, Bony Sforzy i Zygmunta II Augusta. Historia ich zmagań, marzeń, planów i słabości. A także historia towarzyszącej im dziwnej postaci błazna. Pamiętamy go z obrazu Matejki – smutny, zamyślony mędrzec, symbol patriotów, patron zatroskanych o ojczyznę. Przypisujemy mu wiele znaczeń, choć wiemy o nim w gruncie rzeczy bardzo mało. Wymyśliliśmy go sobie, nie wiedząc do końca, kim był i jaką pełnił rolę.

Więcej dowiemy się już 13 czerwca, w dniu premiery sztuki Eweliny Marciniak w chorzowskim Teatrze Rozrywki. 

Katarzyna Głowacka: Stańczyk był złośliwym komentatorem rzeczywistości, patriotą, zatroskanym o swój kraj, a jednocześnie wieszczący mu upadek. Czy Ty jesteś dzisiejszym Stańczykiem?

Ewelina Marciniak: Nie tyle ja jestem Stańczykiem, ile mogą nim być dzisiejsi artyści. W tej sztuce mamy grupę Stańczyków, czyli aktorów, artystów rozrywkowych, bo Stańczyk – przypominam – był przede wszystkim błaznem. Zajmował się zabawianiem ludzi, a jednocześnie starał się nam powiedzieć coś więcej. Mam poczucie, że dzisiaj rolą artystów jest pokazanie przez śmiech myśli krytycznej i zatrzymanie się przy niej na chwilę. Kiedy spojrzymy w przeszłość, zastanowimy się czy ten Złoty Wawel, nie jest aby pozłacany.

Sztuka przeniesie nas do XVI wieku, ale będą też odniesienia do współczesności?

Po to się tam przenosimy. Stańczyk był prawą ręką Zygmunta Starego, którego postrzegamy dziś jako mądrego króla, panującego 42 lata. A jednak upadek dynastii Jagiellonów wiąże się z rozpoczęciem wolnych elekcji, które otworzyły kartę schyłku i upadku naszego kraju. Król jednocześnie faworyzował szlachtę i był nietolerancyjny. Antysemityzm był obecny w naszym kraju już w XVI wieku. O tym też opowiadamy w sztuce. Temat jest dojmujący, ale bardzo dla mnie aktualny, my go podajemy w otoczce historycznej.

Sztuka wizualnie też nas przeniesie do Złotego Wieku?

W świat teatralny, gdzie jesteśmy zanurzeni w XVI wieku, w kostiumie i przestrzeni Rzeczpospolitej Obojga Narodów, pełnej błota i brudu, przenieśliśmy się już w „Księgach Jakubowych”. Tym, co mnie interesuje w tym projekcie jest zderzenie bogatego i złotego renesansu w kostiumie z czymś prostym, industrialnym, szalenie współczesnym, chwytających nas za gardło. Ukazującym, że przeszłość jest jednak bardzo współczesna.

Podobnie będzie z muzyką. Mamy tu piosenki przygotowane przez Maję Kleszcz z aranżami elektronicznymi Wojtka Urbańskiego. To połączenie dynamizuje sytuację i pozwala wejść w XVI wiek, sprawia, że stanie się on bliższy.

Dlaczego wybrałaś konwencję musicalową?

Stańczyk był błaznem i lubił zabawiać publiczność. A tym, czym się zajmuje musical jest właśnie zabawianie publiczności. Irytuje mnie rozdział między rozrywką, czyli sztuką która ma być lekka, dowcipna i przyjemna, a teatrem który traktuje się na poważnie. Połączenie zabawy i powagi sprawia, że publiczność chętniej będzie przychodziła do teatru i więcej będzie można tym teatrem zdziałać. A a wierzę w to, że sztuka może działać.

Co Ciebie najbardziej interesuje w teatrze współczesnym?

Spotkanie z grupą artystów, z którymi decydujemy które tematy są dla nas ważne. Przy każdym projekcie jest motyw, który gdzieś nas niesie. Tutaj pomyślałam, że warto opowiedzieć o naszym kraju, choć nie jestem w tym specjalistką. Mnie interesują trochę inne tematy. A tym, co może zainteresować publiczność w tym spektaklu, jest jego wielopoziomowość. Podobnie było przy „Morfinie”. Dla mnie był to spektakl o pamięci, a publiczność zapamiętała scenę, w której Konstanty krzyczy: „Nieustannie zanurzam się w Polsce”. Wyszła sztuka o Polsce i o tym, jak bardzo potrzebujemy kreowania wielkich bohaterów.

To Twój kolejny spektakl, który powstaje na Śląsku. Jak Ci się tu pracuje?

Pracuję tu ze wspaniałymi i zaangażowanymi zespołami w teatrach. Sztuka potrzebuje szaleństwa i nieograniczonych możliwości, a ludzie tutaj pracują bez granic. Mają misję i robią wszystko byśmy dobiegli wspólnie do mety i pokazali to, czym żyliśmy przez dwa miesiące pracy. W Teatrze Rozrywki mam do dyspozycji artystów wokalnych, balet, orkiestrę na żywo. Nie będzie to stricte musical, ale spektakl muzyczny. Mam też do dyspozycji ruchome fragmenty sceny, ale nie mogę zdradzić nic więcej.

A możesz zdradzić, nad czym będziesz pracować po „Stańczyku”?

Planuję pracę zagraniczną i szykuję się na „Królową Margot” oraz „Króla” Szczepana Twardocha.

***

Ewelina Marciniak, reżyserka teatralna. Krytycy szczególnie docenili jej spektakle: „Morfinę” według powieści Szczepana Twardocha w Teatrze Śląskim w Katowicach, „Portret damy” według Henry’ego Jamesa z Teatru Wybrzeże w Gdańsku oraz świetną „Śmierć i dziewczynę” Elfriede Jelinek z Teatru Polskiego we Wrocławiu. W maju 2016 roku w Teatrze Powszechnym w Warszawie wystawiła adaptację nagrodzonej Nike powieści Olgi Tokarczuk „Księgi Jakubowe” oraz „Leni Riefenstahl. Epizody niepamięci” w Teatrze Śląskim w Katowicach. Jej najnowsza produkcja to wystawiany na deskach Teatru Polskiego w Poznaniu „Odys” inspirowany „Odyseją” Homera i „Powrotem Odysa” Stanisława Wyspiańskiego. Laureatka Paszportu Polityki.

Czytaj więcej