Relacja, Komentarz

Lipiny zamarzły. Wiadro mają teraz za toaletę

Bez wody są od zeszłego piątku. Toaletę niektórzy urządzili sobie na zewnątrz, inni korzystają z uprzejmości sąsiada. - Miasto ma nas w nosie – żalą się mieszkańcy świętochłowickich Lipin.

Ilu świętochłowiczan od kilku dni żyje bez dostępu do bieżącej wody? Trudno powiedzieć. - U mnie jest, ale w budynku obok rury zamarzły – pokazuje na familok przy ul. Nowotki pani Agnieszka. Taszczy ciężkie wiadro z opałem. Nie chce długo rozmawiać, bo nie wzięła z domu rękawiczek. Na zewnątrz jest – 7 stopni Celsjusza.

Kto miał zabezpieczyć rury?

To właśnie ostatnie tęgie mrozy wywołały kłopoty w Lipinach. - My nie mamy z tym nic wspólnego. To nie jest żadna awaria, nikomu wody nie zakręcaliśmy – odcinają się od problemu w Chorzowsko-Świętochłowickim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji. Dyspozytor spółki wyjaśnia, że rury zamarzły, bo nikt ich nie zabezpieczył.

- A kto miał to zrobić, ja? - pyta starsza pani mieszkająca na pierwszym piętrze budynku przy ul. Świdra 10. W piwnicy brakuje okien. Niektóre dziury ktoś pozatykał cienką dyktą. - Niech pani patrzy na drzwi – pokazuje na podziurawione wejście do budynku. Podchodzi i demonstracyjnie próbuje je domknąć. - Nie zamykają się! Cały czas są takie rozchełstane, to jak ma nie być zimno? Ja płacę czynsz, a remontów wciąż nie ma. To przez niedbalstwo administracji pozamarzały rury w piwnicach – mówi kobieta.

„Chłop sobie poradzi, gorzej z babą”

- Próbujemy sobie jakoś radzić, ale łatwo nie jest – rozkłada ręce starszy pan, który mieszka dwa familoki dalej. Przyznaje, że nie ma jak ugotować obiadu, nie ma jak się umyć ani skorzystać z toalety. Niektórzy korzystają...na zewnątrz. - Chłop sobie jeszcze jakoś poradzi, gorzej z babą. Trzeba do wiaderka i wynosić – przyznaje. Niektórzy załatwiają swoje potrzeby u sąsiada. - Jak sąsiad pozwoli. Nikt nie chce płacić za kogoś – mówi mężczyzna.

Na klatce w jego bloku panuje przenikliwy chłód. - Płacę za mieszkanie i co z tego mam? Gdzie jest administracja? Pewnie siedzą w ciepełku – żali się świętochłowiczanin.

mieszkańcy nie są bez winy

Robert Błaszczyk, prezes zarządu Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Lokalowej w Świętochłowicach winę za problemy zrzuca jednak na mieszkańców. - Jak założymy nowe drzwi, to na drugi dzień już ich nie ma. Z tego samego powodu brakuje okien w piwnicach – mówi. Zapewnia, że od kilku dni trwają naprawy zamarzniętych rur, ale problem jest duży. Niektóre budynki w Lipinach w całości odcięte są od wody. W innych brakuje jej w pionach, a jeszcze gdzie indziej na problem skarżą się pojedynczy mieszkańcy. - Ekipy budowlane sukcesywnie naprawiają usterki – zapewnia prezes.

Toi-toi sprawy nie rozwiąże

W środę w dzielnicy nie spotkaliśmy jednak żadnych budowlańców. - Wydzwaniamy do administracji od kilku dni. To nam w końcu toi-toja podstawili. Mam dwójkę dzieci, w tym jedno dwuletnie. Jak ja mam je umyć, w toi-toju? - denerwuje się Mariola Kempa, mieszkanka ul. Nowotki 10. - Rury zamarzły też w innych miastach. Ciężko teraz o firmę zewnętrzną, która podjęłaby się zlecania – mówi Błaszczyk.

Woda w butelce

Mieszkańcy skarżą się, że nie pomaga im też miasto. - To nie jest tak, że w Lipinach mieszkają sami menele. Są osoby starsze, są małżeństwa z dziećmi – zaznacza pani Mariola. Dodaje, że w zeszłym roku do dzielnicy przyjechał prezydent Świętochłowic. - Chciałam pokazać mu w jakich warunkach żyjemy, ale nawet do klatki nie chciał wejść. Pokazywał nam za to nowy plac zabaw dla dzieci. Zapytałam, czy w takim razie na tym placu mam z dziećmi przesiadywać całe dni? W mieszkaniu, zwłaszcza bez dostępu do wody, się nie da – skarży się matka 2- i 8-latka.

Damian Hatko, z biura prasowego magistartu w Świętochłowicach. - Mieszkańcom dostarczana jest woda w butelkach. Za stan budynków odpowiada jednak MPGL – zaznacza.

Czytaj więcej

 

 

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Lifestyle