Relacja

Odwiedziliśmy targowisko w Mikołowie. Koniec legendy?

„Z tego będzie żur jak ta lala” - zachwalają towar sprzedawcy, ale klientów jak na lekarstwo. Czy mikołowski targ odejdzie do historii?

Poniedziałki i piątki to dni targowe, przy ul. Konstantego Prusa w Mikołowie, tutejszy plac jest wówczas pełny, ale sprzedawców obwoźnych. Klientów, raczej brak. W pozostałe dni tygodnia jest jeszcze gorzej, miejsce zasmuca pustkami.

- Przychodzą tu tylko stali klienci, głównie emeryci. Żadnej młodej i nowej twarzy. Wszyscy się tu znają, sprzedawcy i klienci – opowiada pani Terasa, właścicielka jednego ze stoisk na tutejszym targu.

- Znam to miejsce od podszewki, pracuję tu od 35 lat, kiedyś miałam kilka bud, dziś została mi tylko ta z warzywami – wspomina.

- Klienci zaczęli znikać stopniowo. Co otwierali nowy hipermarket albo dyskont, zaczęło ich ubywać – dodaje mąż pani Teresy.

Małżeństwo jest na emeryturze, ale trudno wyżyć za 1040 zł miesięcznie. - O zatrudnieniu ekspedientki nie ma co marzyć, w godzinę nie zarobiłaby nawet na stawkę godzinowej najniższej krajowej – żali się pani Teresa. A praca na targu to nie sama sprzedaż, trzeba jeździć po towar, codziennie składać i rozkładać stoisko, wstawać o świcie i uśmiechać się do klientów bez znaczenia czy mróz, czy upał.

Znalazł się właściciel i ceny wzrosły

W sobotę na mikołowskim targu było niemalże pusto. To dlatego, że pada? - Nie, tak jest codziennie – stwierdza starsza pani sprzedająca działkowe kwiaty. Bukiet za 5 zł, kwiaty czekają na klientów w plastikowych wiadrach, naprzeciwko tabliczka „zakaz handlu”. - Tu i tak prawie nikt nie chodzi, kto nas sprawdzi? - wzdycha kobieta. Ale za stoisko trzeba płacić. Kilkanaście lat temu teren targowy odzyskał jego pierwotny właściciel, opłaty pobiera więc i on, i miasto. Za każdy metr placu trzeba zapłacić 8 zł właścicielowi, plus 3 zł dla miasta. - Za trzymetrowe stoisko płacę 27 zł za każdy dzień – przyznaje pani Teresa. - A kiedyś handlować mogliśmy tu za darmo – wspomina.

„Z tego będzie żur jak ta lala”

„Ku..., ale te jajka podrożały”, „Kup sobie pan ten zakwas, z tego będzie żur jak ta lala”. Klienci wiedzą, co mówią, bo znają to miejsce tak samo dobrze, jak i sprzedawcy. „Dzień dobry pani Jadziu, kilogram cebuli proszę i dwa jabłka”. I to by było na tyle. Bo większość klientów, tak jak wspomniała pani Teresa, to emeryci, samotni albo biedni, dużych zakupów więc nie robią.

Biedronka i Lidl wygrały

- Myśli pani, że ktoś młody tu przychodzi? Po pracy wszyscy jadą do Lidla albo Biedronki – skarży się kolejny sprzedawca, żaden z nich przedstawić się nie chce, bo za narzekanie o kłopoty łatwo. - Ale taka prawda – dodają. Wśród klientów są też „Apacze”, tak nazywają sprzedawcy osoby, które podchodzą do stoiska i mówią: A, tak tylko patrzę.

Patrzą głównie na ceny, a te do najniższych nie należą. Jabłka 3,5 zł za kilogram, gruszki 8 zł, podgrzybek 25 zł. W sieciówkach jest taniej i mało kogo przekonuje fakt, że tu, na targu to ekologiczne produkty od lokalnych producentów. - Właściciele sklepów mają lepiej, kupują produkty hurtowo, a za faktury płacą po miesiącu. Nam nikt nie ufa, na towar trzeba mieć pieniądze i płacić zaraz przy odbiorze – opowiadają sprzedawcy.

Na ubraniach pustki

I o ile jeszcze po tutejsze produkty spożywcze ktoś sięga, o tyle stoisk z ubraniami już praktycznie nikt nie odwiedza. - A firanek i obrusów to już nikt nie kupuje. Tak tu stoimy cały dzień i marzniemy za darmo – dodają sprzedawcy tekstyliów.

Nie zanosi się nawet na to, by zniesienie opłat targowych mogło poprawić sytuację targowców. - To już wegetacja – sumują.

Czytaj więcej

Napisz do autora a.smolak@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Tour de Pologne