News

Laweciarze jak hieny. „Zarabiają na nieszczęściu”

Na miejscu zdarzenia są przed policją, nierzadko też przed karetką. Skąd mają informacje o wypadku?

Ekspresówka na Częstochowę. Korek zaczyna się w dąbrowskich Ząbkowicach. Kawalkada aut porusza się z prędkością maksymalnie 20-30 km/h. - I dobrze, inaczej nie skończyłoby się na zwykłej kolizji – wspomina pan Mariusz, kierowca z Dąbrowy Górniczej, który stał w owym korku. W pewnym momencie w bok jego audi uderzył tir próbujący zmienić pas ruchu. - Musiał mieć mnie w martwym polu – domniemywa dąbrowianin.

Dwie lawety do jednego auta

Autem nie dało się jechać dalej. Ciężarówka rozorała bok audi pana Mariusza, poważnie uszkodziła też jedną z opon. - Wezwałem policję, zadzwoniłem po ubezpieczyciela. Laweta zjawiła się natychmiast - mówi mężczyzna. Załatwiał właśnie formalności z drogówką, gdy podjechała... druga laweta. - Zdębiałem, audi było już na tej pierwszej. Okazało się jednak, że nie jest to holownik od mojego ubezpieczyciela – mówi dąbrowianin.

CZYTAJ TAKŻE: "ORLEN ZROBIŁ ZE MNIE ZŁODZIEJA"

Kierowcy tracą czas i nerwy

Laweciarze zaczęli się sprzeczać. - Sytuacja była doprawdy przedziwna. Auto trzeba było przełożyć z jednej lawety na drugą, czyli tę, którą wysłał do mnie ubezpieczyciel. Pierwszy laweciarz musiał podsłuchiwać komunikaty policyjne. Tak dowiedział się o zdarzeniu i zjawił w mgnieniu oka – mówi pan Mariusz. Nie ukrywa, że przez kuriozalną sytuację, stracił sporo czasu i nerwów. - Laweciarze są jak hieny. Różnymi metodami próbują zarobić na czyimś nieszczęściu - mężczyzna nie kryje emocji.

Na wojnie najbardziej tracą ubezpieczyciele

Słowa dąbrowianina potwierdzają też firmy ubezpieczeniowe. To oni, w sytuacji, w której „przypadkowy” holownik zabierze ubezpieczone auto, tracą najwięcej. - Mamy swoje firmy udzielające pomocy drogowej. I mamy z nimi wynegocjowane stawki. W momencie, gdy zjawi się taki samozwańczy laweciarz, a klient się nie zorientuje, nie mamy szansy na reakcję. Musimy rozliczać się z zewnętrzną, droższą firmą – tłumaczy nam jeden z ubezpieczycieli. Dodaje: - Musi się to później odbić na stawkach ubezpieczenia.

Policja się zbroi. „Jesteśmy wzorcowi”

Wojnę z lawetami prowadzi też policja. I nie chodzi tu wcale tylko o fakt, że konkurencyjne firmy oferujące pomoc drogową podbierają sobie klientów. - Stoją i czatują w tzw. „czarnych punktach”. Nierzadko w miejscach niedozwolonych. Przy dąbrowskiej alei Róż na przykład, na chodniku – mówi Mariusz Miszczyk, rzecznik prasowy policji w Dąbrowie Górniczej. Dodaje, że drogówka reaguje, ale lawety wracają na swoje „miejsca postoju”. - Nas już nie podsłuchują – zapewnia rzecznik. Zdradza, że dąbrowska komenda jest wzorcem dla innych jednostek. - Mamy świetny, nowoczesny system kodowania swojego kanału radiowego, o który rozpytują już inne komendy. Nie ma szans, by laweciarze mogli nas podsłuchiwać – zapewnia Miszczyk.

 

Czytaj więcej

Napisz do autora m.nykiel@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Długi weekend