Czytasz: Laurka dla Frankiewicza
Nie taki prezydent Gliwic zły, jak go malują.

Siedem kadencji Zygmunta Frankiewicza w fotelu prezydenta, to raczej nudna narracja urzędnicza, niż rozpalające emocje afery. Tym bardziej zaskakuje aktualny konflikt pieszych z gliwickim magistratem.

Nie daje się sprowokować. Niechętnie komentuje działania swoich oponentów. Zachowuje klasę, a jego wypowiedzi są nadzwyczaj merytoryczne. Dlatego szczerze na koniec mówię rzecznikowi Markowi Jarzębowskiemu: zazdroszczę panu takiego prezydenta. Nie musi pan niczego prostować.

Rzecznik przytakuje. Od co najmniej 12 lat nie musiał tego robić. Ostatnie dni pokazują, że brak tej wprawy ściągnął na Gliwice niemały problem. Zdecydowanie nie jest to konflikt wywołany przez Zygmunta Frankiewicza, ale to właśnie on będzie musiał się z nim zmierzyć. Eh, panie prezydencie. Nie zazdroszczę panu takiego rzecznika.

Prezydent Gliwic budzi szacunek nawet u największych przeciwników. Sam deklaruje, że najważniejsza dla niego jest umiejętność pracy i współpracy ponad podziałami. A umiejętność ta maleje wraz ze wzrostem upolitycznienia jakiejś sprawy. Dlatego poglądy polityczne jego współpracowników nie mają dla niego znaczenia, o ile nie wpływają na jakość ich pracy.

Stoi za nim ogromne doświadczenie i niejedne trudne negocjacje. Jako Prezes Związku Miast Polskich promuje rozwiązania umożliwiające ożywienie sytuacji mniejszych i mniej konkurencyjnych gmin. Przykładem może być postulat niewpisywania w projekt ustawy o związkach metropolitalnych miasta-stolicy przyszłej aglomeracji. Miało to być szansą na ulokowanie jej na przykład w Bytomiu, który potrzebuje działań inwestycyjnych zdecydowanie bardziej niż Katowice.

Polityczna konkurencja uporczywie szuka kontrkandydata na najbliższe wybory samorządowe. Prezydent Frankiewicz nie dał szans ani aktualnemu wojewodzie Jarosławowi Wieczorkowi, ani platformianej gwieździe praworządności - Borysowi Budce.

Aktualny konflikt szkodzi wizerunkowi prezydenta-profesjonalisty, który trafnie dobiera współpracowników. To też okazja do sprawdzenia, jak ma się polityczny zmysł Zygmunta Frankiewicza. Dotychczas nie dopuszczał do wywołania skandalu. Teraz, kiedy skandal wywołał jego rzecznik, musi się z nim zmierzyć. Bagatelizowanie sprawy nie pomoże. Konkurenci czekają na potknięcie. Nogę, nieświadomie, podłożył Jarzębowski.

Czytaj więcej