Czytasz: Kura na pace TIR-a. Chcą skrócić zwierzętom mękę

Kura na pace TIR-a. Chcą skrócić zwierzętom mękę

Zanim trafią do ubojni, godziny spędzają zapakowane do ciężarówki. - To dramatyczna podróż - przekonują w Bielsku-Białej obrońcy zwierząt.

Krzysztof przez kilka lat pracował w dużej polskiej firmie drobiarskiej. Woził polskie i słowackie kurczaki i kury nioski do ubojni. Trzy lata. Dwa lata temu rzucił tę pracę.

- Pamiętam kurczaki z firmy w Szczekocinach. Były śnięte, a jak się je ładowało, to widać było, że mogą nie przeżyć dalej niż do Krakowa, czyli około dwóch godzin - mówi mężczyzna.

Tymczasem - jak przekonują przedstawiciele Stowarzyszenia Otwarte Klatki – zwierzęta w ciężarówce spędzić mogą nawet po kilka dni. - Bez odpoczynku, karmienia, a często nawet pojenia – mówi Alicja Czerwińska, rzeczniczka prasowa organizacji.

Jazda pod plandeką

Jak transportuje się zwierzęta? - Na naczepach są plandeki, którymi okrywa się klatki z kurczakami. Jak jest zima, to pod plandekę umieszcza się jeszcze foliowe brezenty. Jak jest lato, to plandeki są zupełnie odsłonięte – nie ukrywa Krzysztof. Dodaje: - Musi być przepływ powietrza, bo przy temperaturze 25, 30 stopni może paść tysiąc albo i więcej zwierząt. Kierowca nie może się zatrzymać. Musisz jechać, bo kurczaki muszą mieć ruch powietrza w naczepie. Inaczej uduszą ze względu na temperaturę i na zatłoczenie - zaznacza.

Przeżył tylko cielak

Czerwińska wspomina o przypadku z województwa śląskiego sprzed prawie miesiąca. - Kierowca wiózł krowę z cielakiem. Przeżył tylko cielak – zaznacza pani Alicja. Mówi też o najbardziej drastycznych przypadkach. To m.in. transport krów zaraz po cesarskim cięciu lub ucinanie głów i nóżek kurczakom w trakcie pakowania ich do auta.

- O problemie jest wciąż cicho, chcemy zwrócić na niego uwagę. Zwierzę czuje i cierpi – podkreśla Czerwińska.

Maksymalnie 8 godzin

Jak problem rozwiązać? Obrońcy zwierząt mówią o zmianach w prawie. Stowarzyszenie Otwarte Klatki (wspólnie z europejską koalicją Eurogroup for Animals), zbiera podpisy pod listem, który niebawem trafić ma do Ministrstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w dalszej perspektywie zaś instytucji europejskich. - Obecnie obowiązująca dyrektywa jest nieprzestrzegana. Domagamy się nie tylko respektowania prawa, ale też skrócenia czasu podróży zwierząt do maksymalnie ośmiu godzin – mówi Czerwińska.

Pomóż, podpisz się pod listem

Podpisy we wtorek zbierano przy ul. 11 Listopada w Bielsku-Białej. - Wspólnie z innymi organizacjami do 20 kwietnia chcemy zebrać ich aż milion. To da nam realną siłę – uważa rzeczniczka Otwartych Klatek. Do akcji włączyć może się każdy, komu los zwierząt leży na sercu. - List, który trafi do ministerstwa znaleźć można na stronie www.otwarteklatki.pl – zachęca Alicja Czerwińska.

 

Czytaj więcej