Relacja

Gniją i śmierdzą. Co z martwymi rybami?

Działkowcy nie usuną śniętych ryb, bo nie mają na to pieniędzy. Miasto nie musi ich usuwać, bo działki są prywatne. Kto jest winny?

W ogrodzie działkowym przy ul. Góry Chełmskiej w Gliwicach czuć martwymi rybami, które już od kilku dni unoszą się w mętnej wodzie stawiku. To nie tylko problem estetyczny, ale też zagrożenie biologiczne. Co się stało? - Ubiegły rok był bardzo suchy, woda w stawie opadła, miała niski poziom. Potem przyszła ostra zima i rybki były niedotlenione. Jak się zima skończyła, zdechły i wypłynęły na wierzch. Teraz trzeba posprzątać – mówi Stanisław Bartkowiak, prezes zarządu ROD „Radość”.

- Musimy to zrobić jako działkowcy. Staw jest w granicach naszych działek i gmina nie chce pomagać, bo jesteśmy gospodarzami terenu. A my z tym stawem mamy kłopot – dodaje.

Zamkniemy bramy w kwietniu

Działki znajdują się na terenie parku, po którym gliwiczanie lubią spacerować. Bramy są otwarte, więc tam się spotykają ze znajomymi i wyprowadzają psy. Od kwietnia to się skończy mówi Bartkowiak: - Mamy na piśmie, że miasto nam nie pomoże. Zamkniemy bramy, jeśli gmina nie nawiąże z nami kontaktu.

Nie nawiąże. A o problemie magistrat dowiedział się z mediów. Dziennikarka portalu www.24gliwice.pl napisała maila w tej sprawie do Wydziału Przedsięwzięć Gospodarczych i Usług Komunalnych gliwickiego Urzędu Miasta.

- Oficjalnie nie wpłynął do nas wniosek w sprawie śniętych ryb – mówi Ewa Staszków.

Działkowcy mają park na własność

A z działkami „Radość” sprawa jest bardziej skomplikowana. W 2014 roku działkowcy wystąpili do miasta o przekazanie im całego ogrodu. W 2016 roku została wydana decyzja, na mocy której stali się oni jego użytkownikami. - Mają prawa właściciela i muszą utrzymywać teren – tłumaczy Staszków. - Nie ma podstaw prawnych, by miasto pomagało. Prosiliśmy o opinię radcę prawnego – dodaje.

Działkowcy tłumaczą, że miasto powinno pomóc w usunięciu ryb, bo bramy ogrodu są ogólnodostępne. 

- Teren jest ogrodzony i należy do działkowców. A że otworzyli bramy dla mieszkańców, to już ich decyzja i wola - mówi Staszków. 

Kto się zajmie rybami?

Bartkowiak liczy, że zamknięcie bram wywoła burzę i gliwiczanie zaczną apelować do magistratu. Działkowcy muszą zamknąć ogród, bo spacerowanie wokół nieczystego stawu jest zagrożeniem. Nie stać ich na usunięcie ryb, bo to koszt rzędu 6-8 tys. złotych. Miasto też nie zajmie się sprawą, bo teren w całości należy do działkowców. - Sami tego chcieli. W tym momencie blokują nas przepisy i miasto ma związane ręce. Nie możemy utrzymywać wszystkich prywatnych terenów – tłumaczy Staszków.

Sprawą nie zajmie się też Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. - Jeśli przyczyną śmierci ryb jest przyducha, to usunięcie zwierząt nie jest naszą kompetencją i trzeba rozmawiać z urzędem gminy. Jesteśmy rozdzielną instytucją i nie możemy komentować działań samorządów – mówi Małgorzata Zielonka z WIOŚ Katowice.

Nie wiadomo ile śniętych ryb pływa w stawie. Mniejsze rybki poławiane są przez mewy zimujące nad Kłodnicą. Działkowcy już uzbierali trzy wiadra martwych zwierząt.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.glowacka@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Video