Relacja

Krótka pamięć

Wczoraj w Katowicach niespełna tysiąc osób walczyło o tytuł Mistrza Polskiej Ortografii

Kiedy ściągała do Spodka kilkanaście tysięcy ortograficznych masochistów, wszyscy chcieli się grzać w Jej blasku. Na tę jedyną w swoim rodzaju klasówkę, ściągała swoją charyzmą najlepszych artystów, dziennikarzy, sportowców, polityków. Kiedy tysiące Krystyn wespół z Bożenami opanowywały miasto, prezydenci, marszałkowie, posłowie i wojewodowie, prześcigali się, by znaleźć się z Nią na zdjęciu. Z brudnego miasta węgla i stali uczyniła stolicę polskiej ortografii. I to całe lata wcześniej, nim Katowice stały się tak piękne i kulturalne jak dziś. Krystyna Bochenek. Mistrzyni, nauczycielka, wychowawczyni pokolenia dziennikarzy, osobowość, polityk, społecznik… I nie miałbym żadnych problemów z dopisaniem jeszcze tuzina Jej niebywałych aktywności.

Wczoraj w Katowicach niespełna tysiąc osób walczyło o tytuł Mistrza Polskiej Ortografii. Narodowe Dyktando nie zniknęło wraz z Krysią po tej przeklętej katastrofie. Zawdzięczamy to Jej córce, Magdzie. To Ona, wpierana nie tylko genami matki, ale także patronatem udzielanym przez Krysię tam, z góry, zabrała się ostro do roboty. Magda musiała wejść w buty Krysi, właściwie zmuszona do tego smoleńską tragedią. Czuła, że tyle pracy Mamy na marne pójść nie może. Więc rzuciła się w wir obowiązków, biorąc często na barki zadania ponad siły.

Tym bardziej się ucieszyłem, że choć pchający się do środka Centrum Kultury tłum nie wybijał już szyb, to jednak grono „pozytywnych ortograficznych szaleńców” jest wcale liczne. I ściąga do Katowic rzesze miłośników języka ojczystego.

Miłośników tak. Oficjeli nie. W kolejności: nie pojawił się wojewoda Jarosław Wieczorek, bo (poza tak doniosłymi wydarzeniami, jak otwarcie psu na budę potrzebnego kuratorium w Bytomiu) nigdzie nie bywa. Pan Marszałek Wojciech Saługa też dyktanda nie zaszczycił, choć ze swoich włości ma do December Palastu, tak na oko, 90 metrów. Nie było prezydenta Marcina Krupy (może go wykończyła urocza partnerka, z którą tańczył w piątek na rynku salsę). Honory ratowała (ale dopiero na rozdaniu nagród) miła pani wiceprezydent Marzena Szuba. Ale wobec tłumów posłów, senatorów i śląskich celebrytów z bożej łaski, pchających się przed kamery 6 czy 7 lat temu, było pusto.

To, że tak zwana władza, ma w nosie ludzi kochających polszczyznę to jedno. Ale to, że nie uznali za godnych spotkania nestorów ojczystego języka, to już chamstwo. Na Dyktando, tradycyjnie, przyjechali do Katowic Najwięksi z Największych Języka Polskiego: Profesorowie Walery Pisarek, Edward Polański, Andrzej Markowski, Jerzy Bralczyk, wreszcie, ks. prof. dr hab. Wiesław Przyczyna. Żaden nie został uznany przez włodarzy śląskiej ziemi za wartego pokłonu i uściśnięcia ręki.

Byli Przyjaciele Krysi: był oczywiście profesor Andrzej Bochenek, były niektóre media, choć idiotycznie rozumiane zasady „konkurencji” ze wspólnego święta robiły święto „swoich”. Dlatego proponuję mieć gdzieś tych, którzy pamięć o Krysi i Jej Dziele dzielą na „przynoszącą doraźne korzyści” albo nie. Niech Dyktando 2017 się odbędzie pod hasłem: „Byki zostawmy głupkom i politykom. My dbamy o ojczyznę - polszczyznę”.

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Wnętrza