Czytasz: TYLKO U NAS: Korupcja w Piekarach Śląskich? CBA w Urzędzie Miasta

TYLKO U NAS: Korupcja w Piekarach Śląskich? CBA w Urzędzie Miasta

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego w gabinecie wiceprezydenta Piekar Śląskich Krzysztofa Turzańskiego.

Czy w piekarskim urzędzie doszło do korupcji? Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Gliwicach.

- Prokuratura Gliwicka nadzoruje śledztwo w sprawie przyjmowania przez urzędnika państwowego szeroko pojętych korzyści majątkowych w zamian za preferencyjne traktowanie przy przetargach - mówi rzecznik prokuratury okręgowej w Gliwicach, Joanna Smorczewska.

Postępowanie jest na etapie początkowym, trwa dokumentacja i czynności procesowe. Na tym etapie nie postawiono nikomu zarzutów.

Wizyta w urzędzie i domu

Z Urzędu Miasta oraz mieszkania wiceprezydenta funkcjonariusze CBA zabrali dokumenty dotyczące inwestycji miejskich oraz budowy domu. 

Krzysztof Turzański w rozmowie z Silesion.pl przedstawił swoją wersję wydarzeń. - W środę rano w urzędzie pojawili się panowie z CBA i otrzymali ode mnie wszystkie żądane dokumenty - mówi. Potwierdza przy tym, że razem z nim oficerowie udali się do mieszkania, gdzie przekazał im dokumenty związane ze swoją prywatną inwestycją.

"To pokłosie kampanii"

Turzański ma swoją hipotezę opisywanych przez nas wydarzeń.

- Wie pan, to pokłosie naszej kampanii wyborczej. Przez ostatnie miesiące jeden z radnych PIS-u donosił na mnie wszędzie, gdzie tylko się dało. Wśród instytucji zawiadomionych o moim rzekomym "przestępczym procederze" były również prokuratura - cztery, czy pięć zawiadomień. Czy radny pisał do CBA nie wiem, ale nie byłbym zdziwiony. Były rozpowszechniane nawet nieprawdziwe informacje o działaniach CBA, jak choćby o zaplombowaniu mojego domu, co nigdy nie miało miejsca. Pierwsza kontrola CBA zakończyła się już bez większych uwag w protokole. Śmiejemy się, że to sto kontroli z okazji stulecia niepodległości - mówi.

- Szczytem paranoi był dla mnie moment, w którym na mojej budowie pojawili się inspektorzy Państwowej Inspekcji Nadzoru Budowlanego. Także po doniesieniu radnego, który nawet nagrał filmik i pochwalił się tym w internecie. Kontrola zakończyła się bez zastrzeżeń - dodaje.

Przyznaje także, że firma, która wykonała prace na jego budowie, realizowała także roboty na terenie miasta. - Dom, który buduję, stawiany jest w nietypowej technologii, powstaje z konopii. Trudno połączyć te materiały z budowami realizowanymi w mieście. Specyfika projektu spowodowala, że trudno było znaleźć wykonawcę. Zabezpieczenia "liściastego" budynku podjęła się tylko jedna firma. Na wszystkie prace i rozliczenia mam stosowne dokumenty - umowy, faktury i przelewy, a inwestycja jest jasno finansowana z kredytu w wysokości 675 tys. złotych. Dokumenty przekazałem do sprawdzenia funkcjonariuszom - komentuje Turzański.