Czytasz: Kilkanaście ludzkich dramatów na schodach Teatru Śląskiego

Kilkanaście ludzkich dramatów na schodach Teatru Śląskiego

02:17
Takiego protestu w Katowicach jeszcze nie było.

Takiego protestu w Katowicach jeszcze nie było. Nie o ilość osób zgromadzonych przed Teatrem Śląskim chodzi. Przed schodami Wyspiańskiego zebrali się ludzie, o których... zapomniano. Przyszli, przyjechali i zostali przywiezieni ci, którzy na co dzień mierzą się z wielkimi wyzwaniami. Stanowią tak marginalną grupę wyborców, że poseł Stanisław Pięta bez zawahania mówi o tym, że ich protestujących w Sejmie przedstawicieli trzeba po prostu wynieść. Kosztów politycznych w tej grupie nawet nie kalkulują. Podobnie obrońcy życia poczętego. Ci milczą. Posłowie partii rządzącej udają, że rozmawiają. Protest rodziców dorosłych niepełnosprawnych ich nie wzrusza.

Niewiele o nich wiemy. Tych z lekką niepełnosprawnością i tych z ciężką wrzucamy do jednego worka. Tak samo osoby z niepełnosprawnością umysłową i fizyczną. Sprytnie wykorzystują to ci, którzy najwyraźniej nie chcą zająć się ich problemami. Mówią o osobach z niepełnosprawnościami, którzy mogą podjąć pracę. Ci, o których toczy się walka w Sejmie i przez chwilę w Katowicach, żadnej pracy nie podejmą. Ich rodzice mówią o nich „dorosłe dzieci”. Stopień niepełnosprawności sprawia, że będą zależni od pomocy innych do końca życia. 24 godziny dziennie. Każdego dnia. Bez wolnej niedzieli.

- Gdzie jest Kaja Godek? Gdzie są obrońcy życia poczętego - padało z ust wspierających protest opiekunów „dorosłych dzieci".

Autorzy projektu ZatrzymajAborcję milczą. Kaja Godek nie apeluje o wsparcie osób, których matki nie tylko zdecydowały się urodzić, ale także wychowywać swoje niepełnosprawne dzieci. W ich przypadku, to ciężka walka o każdy dzień uśmiechu dla ich już dorosłych dzieci. System opieki jest źle skonstruowany. Kiedy niepełnosprawny kończy 24 lata, wsparcie się kończy, niemal całkowicie.

Rodzice nie chcą o tym myśleć, ale gdyby swoje dzieci porzucili, państwo na opiekę nad nimi w specjalnych ośrodkach łożyłoby tysiące złotych miesięcznie. Wybrali inną drogę. Żeby móc zająć się swoimi małymi, potem dorastającymi, a teraz dorosłymi dziećmi matki musiały zrezygnować z pracy. Państwo ich postawę doceniło... dając 520 zł.

- Serca nie mają rządzący, którzy skazują dzieci niepełnosprawne, ich opiekunów na bardzo głodowe stawki, z których muszą się utrzymać - mówi posłanka Monika Rosa. 

Ich dzieci siedzą, one stoją. Mówią o trudnościach z jakimi muszą się mierzyć każdego dnia. Ale więcej widać, kiedy choć na chwilę się im przypatrzymy. Ich dorosłe dziś dzieci są od nich wyższe i cięższe. Dorosły, a mimo to zakres obowiązków opiekunów się nie zmienia. Matki prowadzą je za rękę, przenoszą, podnoszą, opiekują się nimi na każdym kroku. Na ich twarzach widać trud i zmęczenie. Wsparciem mogą być ośrodki. Te jednak są albo bardzo drogie, albo niedofinansowane.

Ośrodki, w których mogą przebywać dorosłe osoby upośledzone umysłowo powyżej 24 roku życia są finansowane tylko z budżetu miasta. Dostają bardzo niewiele pieniędzy – nie wystarcza nawet na podstawowe wydatki, jak papier toaletowy.

- Moja córka jest upośledzona umysłowo i z autopsji wiem, jak trudne jest nasze życie. Rodziny są obdarte z godności i zepchnięte poza margines społeczny – mówi Aleksandra Chromik, matka upośledzonej umysłowo Patrycji.

Protest w Katowicach trwał tylko godzinę. Przyszli politycy, przyszli dziennikarze, przyszli rodzice i opiekunowie ze swoimi dorosłymi dziećmi. Tych ostatnich kosztowało to najwięcej: i trudu, i przełamania się do publicznego mówienia o swoim niełatwym losie. Wielu się nie zdecydowało. Politycy wyrazili słowa poparcia, dziennikarze zrelacjonowali wydarzenie… i poszli. Prawdziwe problemy rodziców i ich "dorosłych dzieci" pozostały. I pozostaną. Nie da się ich rozwiązać żadną ustawą. Ustawą można ich jedynie wesprzeć w mierzeniu się z trudnościami. 

Czytaj więcej