Czytasz: Kiedy zdecydować się na eutanazję? Wywiad z autorem ,,Wielkiego finału”

Kiedy zdecydować się na eutanazję? Wywiad z autorem ,,Wielkiego finału”

Motywy życia, umierania, miłość i trudne wybory. Rozmowa z Markiem Migalskim.

Przeludnienie, starzejące się społeczeństwo to problemy cywilizacyjne, z którymi zmaga się wiele państw. Skąd pomysł na ,,eutanazję na życzenie”, którą proponuje pan w ,,Wielkim finale”, jako sposób na rozwiązanie tych kwestii?

,,Wielki finał” nie jest o rozwiązywaniu problemów cywilizacyjnych, ponieważ nie jest to rozprawa socjologiczna czy politologiczna. Ja niczego nie proponuję. Oczywiście, starzejące się społeczeństwo, przeludnienie, wyludnienie i napływ imigrantów, to kwestie fascynujące, jednak zadaniem “Wielkiego finału” nie jest proponowanie rozwiązań. Życie, sens życia, sens śmierci, to te kwestie były dla mnie najważniejsze, to na tych sprawach chciałem się skupić. To powieść, nie rozprawa naukowa.

Eutanazja wyłącznie kontrowersyjnym tłem?

Można tak powiedzieć. Pamiętam, że moją inspiracją była wizyta w ośrodku w Gambii. Uznałem wtedy, że taka wizja przyszłości, z eutanazją na życzenie w tle jest straszna, ale i trochę zabawna. Poza tym byłem ciekaw, jak przyjmie się historia rozgrywająca się w miejscu, gdzie ludzie mogą zostać dobrowolnie uśmierceni, a to wszystko finansowane byłoby przez Unię Europejską. Humanitarna śmierć na życzenie spowodowana niekoniecznie chorobą, a np. długotrwałym złym samopoczuciem. Uznałem, że taki wątek będzie dobrym początkiem rozważań o tym, jakie są powody tego, że żyjemy i umieramy.

Politologa i byłego eurodeputowanego nie sposób o to nie zapytać. W kuluarach Parlamentu Europejskiego pojawiają się pomysły na wprowadzenie w życie dobrowolnej eutanazji za pieniądze? Czy ziszczenie się takiej wizji jest w ogóle możliwe?

Miało być o literaturze, a jest jak zwykle (śmiech). Prawda jest taka, że mnie jako politologa te kwestie dawno już przestały interesować, a przy pisaniu powieści nie interesowały w ogóle. Mogę jednak stwierdzić, że pojawianie się pomysłów na to, by wprowadzić eutanazję, jako coś bardziej powszechnego jest oczywiste. Możemy to obserwować szczególnie w krajach zachodnich, tam staje się to realnością. Natomiast dla mnie to wszystko stanowiło jedynie punkt wyjścia do rozważań natury egzystencjalnej.

Wracając do ,,Wielkiego finału”, wątków autobiograficznych w tej powieści nie sposób nie zauważyć. Marek Kastor, były eurodeputowany, nauczyciel akademicki, komentator politologiczny. Nie bał się pan nadmiernego utożsamiania bohatera książki z jej autorem? Skąd taki zabieg?

Być może nie potrafię jeszcze wymyślić postaci, jej świata, realiów, w których żyje, od nowa. Trochę boję się braku wiarygodności. Po prostu...nie jestem Lemem, nie stworzę świata, który byłby całkowitą kreacją, konstrukcją myślową od początku do końca. Wolałem stworzyć Marka Kastora na podstawie tego, co widziałem, co sam przeżyłem lub przeżyli moi znajomi. W ten sposób zagwarantowałem sobie i czytelnikom pewnego rodzaju realizm. Kastor to postać, która po prostu nie została sztucznie wykreowana. Dzięki temu ,,Wielki finał” to książka prawdziwa. Moim celem nie było dostarczenie czytelnikom kolejnej zabawnej, sztucznej pozycji, z którą zapoznanie się oznaczałoby stratę czasu. Ukazanie kawałka historii, problemów, które być może czytającego też w jakiś sposób dotykają to główna przyczyna tego, dlaczego nie stworzyłem bohaterów od zera.

Do jakiego stopnia czytelnicy utożsamiali pana z Markiem Kastorem? Czy zdarzyło się np. że ktoś zapytał czy postąpił by pan podobnie jak główny bohater? Jak odebrano ,,Wielki finał”?

W jakimś sensie ta powieść to mój debiut literacki. O ile wartość swoich książek naukowych znałem i wiem, na co mnie stać, o tyle w przypadku powieściopisarstwa jestem prawie 50-letni debiutantem, co nie wzmacnia pewności siebie. Reakcje czytelników na ,,Wielki finał” były bardzo zróżnicowane, od takich, o których pani mówiła, aż po wiadomość od osoby, która właśnie umiera. Ta kobieta stwierdziła, że w ostatnim etapie życia ,,Wielki finał” bardzo jej pomógł. Nie chciałem drążyć i wypytywać w jaki sposób, więc tylko zdawkowo podziękowałem. Po prostu uznałem, że nie jestem psychoterapeutą a jedynie początkującym pisarzem, poza tym nie chcę ponosić żadnej odpowiedzialności za to co się dzieje z ludźmi po lekturze.

,,Wielki finał” to powieść wielowątkowa. Wątek miłosny, motyw śmierci, fragmenty poświęcone rozmowom z innymi ,,umarlakami”, wątki erotyczne. O czym tak naprawdę jest ta książka?

Wielu spraw nie udało się poruszyć. Siłą rzeczy nie jest to ,,W poszukiwaniu straconego czasu” (śmiech). Jednak odpowiadając na pytanie, książka jest o czymś banalnym, a jednocześnie niezastąpionym. Życie, śmierć, miłość, przemijanie, brak Boga, samotność, ale też niemożność zniesienia cierpienia. To wszystko usprawiedliwia brak chęci, by dalej funkcjonować w świecie, w którym życie staje się nieznośne i podłe. Przy pewnych okolicznościach i konstrukcji psychicznej śmierć nie jest najgorszym wyjściem.

Pesymistyczne podejście.

Raczej realistyczne. O ironio życie bywa czasami gorsze niż jego brak, a cierpienie wcale nie uszlachetnia. Każdy z nas ma inny próg tolerancji trudności, które przynosi życie. Dlatego w ,,Wielkim finale” pojawia się kobieta, która straciła dziecko, mężczyzna, który zdecydował się na eutanazję, bo Katalończycy przestali walczyć o niezależność, skruszony aborter, rosyjski mafioso, rodzice niekochani przez swe dorosłe dzieci, i wielu innych bohaterów, którzy z różnych przyczyn rezygnują z życia.

Na uwagę w pańskiej powieści zasługuje sposób kreacji postaci. Nie mówię tylko o Marku Kastorze, ale też o Magdzie, szefie gambijskiego ośrodka. Przeczytałam opinię czytelniczki, która była rozbita. Z jednej strony nie rozumiała decyzji Marka, a z drugiej strony pojmowała, dlaczego główny bohater woli umrzeć niż rozpoczynać niepewny związek, co doprowadzało ją do frustracji. Czy trudno buduje się taki świat? Bohaterów, którzy są wielowymiarowy i wzbudzają bardzo wiele emocji u czytelników?

Wszystkie postaci pojawiające się w ,,Wielkim finale” kiedyś spotkałem. Ci wszyscy ludzie są podobni do każdego z nas, przyciągają, odpychają, denerwują lub sprawiają, że po prostu ich lubimy. To duży komplement usłyszeć, że świat przedstawiony nie jest papierowy i jednobarwny. Jednak najbardziej cieszyły mnie opinie mówiące, że powieść jest po prostu wkurzająca, chce się ją odrzucić, ale i tak po 5 minutach znowu trzeba sięgnąć po książkę... Wychodzi na to, że ,,Wielki finał” jest taki jak ja...Chyba każdy chce wyzbyć się plastikowości i płaskości. To ważne, by osiągnąć poziom skomplikowanych, czyli prawdzowych, reakcji.

Podsumowując, ,,Wielki finał” oznaka grafomanii czy udany debiut?

Postanowiłem, że nie usiądę do kolejnej książki, o ile czytelnikom historia Kastora się nie spodoba, a poważani przeze mnie krytycy uznają tę powieść za wspomnianą grafomanię. Z prostej przyczyny. Gdy wiele osób mówi Ci ,,jesteś pijany”, wtedy po prostu połóż się spać. Muszę przyznać, że nie wierzyłem w swój talent na tyle, by pisać kolejne powieści, gdyby ta została bardzo źle przyjęta. Po premierze czułem się 15-latek wysyłający swój pierwszy erotyk do Domu Kultury na konkurs. Tym bardziej cieszę, że zwyczajni czytelnicy i krytycy przyjęli moją debiutancką powieść dobrze.

Snuje pan już literackie plany?

Muszę przyznać, że kończę pisać drugą powieść. Pomysł na nią miałem już przed premierą ,,Wielkiego finału”, ale do pisania zasiadłem dopiero w momencie, gdy wspomniana książka nie wywodowała fali krytyki. Jednak już mogę uprzedzić pani pytanie, nie powiem, o czym jest moja druga powieść, poproszę jedynie o trzymanie kciuków, by nie okazała się gorsza od ,,Wielkiego finału”.

W takim razie kiedy możemy spodziewać się premiery?

Myślę, że pisać skończę za około dwa miesiące. Kto zdecyduje się na wydanie książki? Zobaczymy.

Czyli z całą pewnością możemy stwierdzić, że literacki rok 2019 powitamy z nową powieścią Marka Migalskiego.

Przypomnę, że w 2018r. nie przyznano literackiej nagrody Nobla. W 2019r. Zostaną przyznane dwie. Tak się składa, że w tych latach wydam dwie powieści... (śmiech).