Czytasz: Durczok: Wnioski z Opola

Durczok: Wnioski z Opola

PiS arbitralnie uznał, że wolno mu włączyć Dobrzeń do Opola, a skoro uznał, to zrobił, bo od dawna postępuje wedle własnej wersji Owsiakowego „róbta co chceta”.

Raptem kilka tygodni temu przeżywaliśmy wojnę w podopolskiej gminie Dobrzeń. Wojnę o wolność, zasady i prawo, by to obywatele mogli decydować kim, z kim i gdzie są. PiS arbitralnie uznał, że wolno mu włączyć Dobrzeń do Opola, a skoro uznał, to zrobił, bo od dawna postępuje wedle własnej wersji Owsiakowego „róbta co chceta”. Przestrzegałem wtedy, że gra idzie nie tylko o 40 milionów podatku z Elektrowni Opole, dotąd wpadającego do gminnej kasy. Że to także przygrywka do takiej manipulacji okręgami wyborczymi, by PiS za 2 lata pożarł w wyborach samorządy, jak krokodyl antylopę.

Minęły 2 tygodnie i mamy nowy front w tej wojnie. Tym razem bardziej spektakularny niż mała gmina pod Opolem. PiS walnął z grubej rury i ruszył na Warszawę. Klimat do wojny ma dobry. Afera reprywatyzacyjna - choć obciąża PiS tak samo jak inne władze stolicy, stworzyła słuszne wrażenie, że w warszawskim samorządzie od lat coś „śmierdzi”. Stąd już krok do (absurdalnej i fałszywej w tym przypadku, ale oczywiście chwytliwej) tezy, że „tak dalej być nie może”. Tezy, którą PiS twórczo przerabia, wedle hasła, że tylko oni dadzą radę. Mamy więc projekt-cudo, receptę na megalopolis, pomysł na miasto jak Nowy Jork i inne pierdoły, opakowane w kolorowy papier i serwowane jak gyszynk pod krisbaum.

I tylko wnikliwy obserwator wie, że pod hasłami wielkiego, dobrze zarządzanego organizmu miejskiego, stolicy jakiej potrzebuje wielki kraj nad Wisłą, kryje się zwyczajny skok na Ratusz. PiS doskonale policzył, że opłaca mu się włączyć te wszystkie gminy po to, by arytmetyka wyborcza zwiększała szansę na pokonanie Hanny Gronkiewicz-Waltz. To jest prawdziwy cel tej operacji, wszystkie poboczne są dodatkiem, przyjemnym, przydatnym, ale mającym charakter przystawki.

Piszę to, by nikomu nie wydawało się, że za wojnami PiS kryje się cokolwiek poza wielką, nieograniczoną władzą. To, dlaczego metropolia Silesia nie powstała za czasów PO, było jasne - lenistwo, nieróbstwo i walka o stołki kazały działaczom zajmować się wszystkim, tylko nie tym, co do nich należało. Metropolia a la PiS, poza kilkoma zmianami, musi też nieść nadzieję, że w tak zdroworozsądkowym regionie jak Śląsk, władza w miastach jest łatwiejsza do zdobycia. Nadzieję dla PiS, nie dla mieszkańców, rzecz jasna.

Czytaj więcej