Komentarz

Durczok: Czas na konkretny RUCH

Czy nowy stadion zostanie w snach? Władze Chorzowa zagrały o wysoka stawkę.

Po raz czwarty pada konkretna obietnica - wybudujemy dla Was nowy stadion Ruchu. Trzeci raz zadziałało. I choć wykopaliska archeologiczne, zwane dumnie stadionem przy Cichej, straszą jak straszyły, kolejni prezydenci na tej obietnicy wjeżdżali do urzędu. Tym razem już się nie uda. Albo przed wyborami ktoś wbije łopatę w plac budowy, albo obecna ekipa powinna się oswajać z myślą, że spakuje walizki i pożegna się z ratuszem.

Durczok: Ruch leży i kwiczy, bo na to zasłużył

Żeby było jasne - nie wierzę w nowy stadion. Ale będę pijany ze szczęścia, jeśli uda się go wybudować. Ruch to mój klub, moja młodość, moja miłość i masa sentymentów. Bardzo chciałbym oglądać "szpile" z nowoczesnych trybun, a nie z archiwalnego blaszaka. Marzę o rozgrywanych na nowej murawie elektryzujących pojedynkach w ekstraklasie. Oczyma wyobraźni widzę, jak do nowych szatni schodzą z boiska, z pucharem w rękach, Mistrzowie Polski w niebieskich barwach. Jak "wszystkiego niebieskiego" wydobywa się rykiem z tysięcy gardeł najfajniejszej publiczności w Polsce. Ale to marzenia. Na razie jest twarda rzeczywistość, jeszcze twardsze realia, fura kłopotów i poprzednie władze klubu w areszcie. Czyli średnio. Pomarzyć jednak można. Bo przecież marzenia mają barwę niebieską.

Wizualizacje stadionu Ruchu Chorzów:

Tyle, że Chorzów ma mnóstwo poważniejszych wydatków. Całe dzielnice wymagają gigantycznych pieniędzy. Brutalna eksploatacja miasta przez wielki przemysł do dziś wystawia rachunek. Trzeba odnowy, remontów, inwestycji, rewitalizacji. Jeśli ktoś sprytnie policzy, ile za kasę na nowy stadion można zmienić w mieście, może się okazać, że stadion to luksusowy zbytek. Kibiców w mieście jest mnóstwo. Ale zwolenników nowych szkół, przedszkoli, żłobków, tras rowerowych, wodociągów, komunikacji i służby zdrowia - jeszcze więcej. I jak ktoś czarno na białym wykaże, że ten nowy "szpilplac" to brak tych wszystkich, potrzebnych na co dzień inwestycji, może być krucho.

Czy to koniec legendy Ruchu?

Władze jednak powiedziały A. Teraz czas na B. Prezydent Kotala idzie ryzykowną ścieżką, bo to on finalnie dostanie rachunek za nowy obiekt. I to nie tylko za mury, szatnie, trybuny i murawę. Także za to, co nie powstało, bo 100 milionów (albo i więcej, nawet jeśli oficjalne rachunki tego nie pokażą) poszło na stadion. To jest ostra gra, jeszcze ostrzejsza licytacja, i wielka niepewność na końcu. Czy warto? Nie wiem, do Chorzowa przyjeżdżam na mecze. Nie wiem, jak się tam żyje, co przeszkadza, wkurza i drażni.

Ta kasa to jeden problem. Drugi to rachunek za finanse, już wpakowane w ratowanie klubu. Kolejne władze Ruchu powinny takiego partnera jak Urząd Miasta na rękach nosić. Fakt, żądają zabezpieczeń pod kolejne pożyczki, umarzają, odraczają, patrzą przychylnie. Ale bilans jest oczywisty. W gospodarce rynkowej dawno trzeba byłoby ogłosić upadłość. Tu się udaje, bo klub to nie klasyczna firma. Jego wartość to nie tylko grunty i budynki. To emocje, radość, żal, historia i namiętności. To coś, czego wyliczyć się nie da. Dlatego kibicuję Prezydentowi Kotali, bo byłoby fantastycznie, gdyby za trzy lata Ruch walczył na nowoczesnej arenie. O najwyższą stawkę. Jednak na razie jestem sceptyczny. I obawiam się, że owa łopata przed wyborami jednak nie wyląduje w ziemi. Obym się mylił. I oby rachuba za nowy stadion była prawdziwa i realna. Czyli uwzględniająca także to, czego brakuje innym mieszkańcom Chorzowa. Tym, którym świat nie kończy się na "fusbalu".

Na razie liczę, że krótko przed 20. dziś wieczorem, Tychy wyjadą z Chorzowa pokonane, po pięknym pojedynku. Takie mamy teraz Derby Śląska. W I lidze. Więc życzmy sobie, żeby wróciły czasy, kiedy na pięknym stadionie (szkoda, że należącym do Górnika Zabrze), Niebiescy wygrywali Wielkie Derby. Te w Ekstraklasie. No, może nie tak brutalnie zsyłając Górnika ligę niżej. Wszystkiego Niebieskiego, chłopaki!

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Turystyka