News

Lord Vader sznupie w hasioku

Ponad czterdzieści akwarel na jubileuszowej wystawie Grzegorza Chudego.

Wystawa potrwa od 3 grudnia do 18 lutego, na Nikiszu, w Dziale Etnologii Miasta Muzeum Historii Katowic.

- Baloniki to mały, latający, czerwonym znak rozpoznawczy moich obrazów. Gdzie ten balonik nie zawędrował? Był we Francji, na Sycylii, na Węgrzech, w Barcelonie, w Bieszczadach odwiedził nawet uniwersum Gwiezdnych Wojen. Jednak chyba najlepiej czuje się na Śląsku – mówi Grzegorz Chudy.

Dziś premierowo prezentujemy jedną z prac artysty:

Lord VadeR sznupie po hasioku!


Pado Vader: Jerona! Godołżech coby niczego niy wyciepywać z biurka na hasiok bo jeszcze przidzie tukej jakiś ROJBER JEDYN i sie zmiarkuje jak chcymy ta gwiazda wyrychtować! (*Rojber Jedyn - The Rogue One)


To już 10 lat Pana malowania. Nie znudziło się to Panu?

Samego malowania będzie więcej. Pierwsze farby akwarelowe dostałem w prezencie od mojej przyszywanej cioci pod koniec szkoły podstawowej, ale te dziesięć lat liczę od pierwszej wystawy i w sumie od momentu, kiedy akwarela stała się czymś więcej niż tylko hobby. I nie - nie znudziło się. To uzależnia jak narkotyk i nie planuję żadnego odwyku. Poza tym to kapitalna zabawa, móc przedstawić świat, który siedzi gdzieś głęboko w głowie i pokazać, jak wygląda. Uwielbiam książki, a całkiem niedawno odkryłem, że można ich... słuchać. Audiobook i akwarela to znakomity zestaw. Nuda nie ma szans.


Czyli malowanie to Pana ulubione zajęcie? Wyparło inne?

Zdecydowanie ulubione. Wcześniej największą pasją było uczenie, później muzyka - dawanie koncertów, bywało, że wraz z zespołem Beltaine grałem ich 50-60 rocznie. Jednak z czasem to malowanie stanęło na pierwszym miejscu podium. Czasami zostaje brutalnie zepchnięte przez coroczne podróże, ale one skutkują zawsze nowymi akwarelami.


Skąd czerpie Pan pomysły na te wszystkie obrazy?

Jest wiele źródeł. Czasem jest to jakiś tekst literacki jak na przykład wiersze Ewy Parmy czy proza Aleksandra Lubiny. Czasem obserwacja tego, co mnie otacza - zwłaszcza dzieciaki z Nikiszowca, które szaleją z moją córką po placu zabaw i zostają "ustrzelone" wmontowanym w telefon aparatem Dzieciaki zawsze dostarczają przebogatego materiału.

Czasem podróże. Czasem głupia chęć zrobienia jakiegoś malarskiego żartu (tak było z Marylin Monroe na bytomskim rynku czy całą serią śląskich Gwiezdnych Wojen). Czasem archiwalna fotografia - one stanowią istną kopalnię inspiracji - bo lubię bawić się Śląskiem, którego już nie ma, a mógłby być. Czasem zasłyszana zwykła ludzka opowieść mieszkańca Giszowca, Nikiszowca czy Szopienic.


No a skąd ten słynny motyw czerwonego balonika?

Wszystko zaczęło się od obrazu Beksińskiego z dwoma wilkami i krwistoczerwonym balonem. Wszystko w zimowej scenerii. Pamiętam, że gapiłem się w ten obraz wiszący w muzeum w Sanoku jak zaczarowany. Od razu postanowiłem namalować podobny. Później ten balon nabrał innej formy i podróżował po różnych miejscach - od Lublina do Katowic.

Jakiś czas potem pojawił się tajemniczy sprzedawca marzeń z mnóstwem kolorowych baloników. Te latające ustrojstwa pojawiały się od czasu, do czasu, ale zaczęły być ze mną tak silnie kojarzone, że coraz częściej pojawiały się pytania: "A gdzie balonik?" Od kilku lat balonik pojawia się na każdym obrazie i stał się swoistym znakiem rozpoznawczym i podpisem. Ot, cała historia.

 

Grzegorz Chudy – rocznik 1982. Mieszkaniec Nikiszowca, nauczyciel języka polskiego, muzyk w zespole „Beltaine”, konferansjer, w ramach projektu „Bajtle godajom” uczy najmłodszych śląskiej godki. Przede wszystkim jednak malarz-akwarelista, który ukochał malowanie Śląska, a jeżeli maluje inne regiony Polski i świata, to tylko po to, żeby za Śląskiem zatęsknić i malować go nadal.

Czytaj więcej

Napisz do autora s.borszcz@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Video