Czytasz: Mańka-Szulik: "Jestem zwariowaną, rozpieszczającą wnuki babcią"

Mańka-Szulik: "Jestem zwariowaną, rozpieszczającą wnuki babcią"

Metropolitalne Święto Rodziny jest także po to, żebyśmy wszyscy mogli pobyć z bliskimi, poświęcić im więcej czasu - mówi prezydent Zabrza, Małgorzata Mańka-Szulik.

Promocja rodziny i związanych z nią wartości – macierzyństwa, ojcostwa, wychowania młodego pokolenia, przekazu tradycji i wiary, to cel i główna idea odbywającego się obecnie X Metropolitalnego Święta Rodziny. O jego idei rozmawiamy z prezydentem Zabrza Małgorzatą Mańką-Szulik

Pamięta pani chwilę, gdy rodziło się Metropolitalne Święto Rodziny?

Pamiętam i myślę, że ten moment będzie mi w pamięci długo towarzyszył. Tak naprawdę Metropolitalne Święto Rodziny zrodziło się już w chwili, gdy obie ze śp. Krystyną Bochenek, będąc w Rzymie, z daleka od naszych rodzin, myślałyśmy i plotkowałyśmy o naszych bliskich. Idąc, rozmawiałyśmy o nich. Było to podczas śląskiej pielgrzymki samorządowców i parlamentarzystów z ówczesnym metropolitą katowickim arcybiskupem Damianem Zimoniem do Rzymu w 2007 r., w 750-lecie śmierci św. Jacka, patrona Śląska. Fantastyczna pielgrzymka. To właśnie wtedy, przy grobie św. Jana Pawła II narodziła się idea stworzenia Metropolitalnego Święta Rodziny i zaproszenia do współpracy przy tym wydarzeniu śląskich miast, organizacji oraz stowarzyszeń. Nie ukrywam, że rodzina zawsze była bliska mojemu sercu. Jeszcze nie będąc prezydentem, podejmowałam różne inicjatywy, zapraszając przedstawicieli rządu, świata biznesu i Kościoła do Zabrza. Rozmawiając o różnych sprawach, zawsze upominałam się o rodzinę. Bo polityka prorodzinna, która wydawałoby się w Polsce cały czas była, najogólniej mówiąc, nie domagała.

Rodzina jest dla państwa, czy państwo jest dla rodziny?

Rodzina to podstawa, bez której nie ma państwa, nie ma samorządu, bez której trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek przyszłość. Wspomnę słowa Jana Pawła II, który powiedział, że przyszłość Europy idzie przez rodzinę. Przyszłość świata idzie przez rodzinę. A na pani pytanie odpowiedź jest jedna: państwo musi "obudować" rodzinę, wesprzeć ją. Ubolewam, że tak długo pozwoliliśmy naszym rodzinom wyjeżdżać na Zachód. Ambitni, fajni młodzi ludzie powyjeżdżali do Niemiec, Anglii, Norwegii. Dlaczego? Być może po to, by się rozwijać, dzielić się wiedzą, ale często dlatego, że warunki socjalne były w tych krajach na tyle obiecujące, że mogli pomyśleć o swoim rozwoju zawodowym i osobistym. A myśmy na to patrzyli. Wykształciliśmy najlepszych lekarzy, inżynierów, których dziś spotykamy w Europie i świecie.

Pani też ma liczną rodzinę. Są w kraju?

Mam trzech synów i córkę, moja duma, bardzo dobrze wykształceni, doskonale radzący sobie na rynku, Bogu dzięki, zostali w Polsce. Może to patriotyzm lokalny, który im zaszczepiłam, sprawił, umiłowanie tej śląskiej ziemi dziada i pradziada. Cieszę się ogromnie, że oni o wyjazdach nie myśleli, że pięknie rozwijają się zawodowo, pracując dla Śląska, dla Zabrza.

Mają szczęście, że mogą to robić.

Tak, mają szczęście.

Ile ma pani czasu dla swojej rodziny?

Tyle, ile ta rodzina tego potrzebuje. Nigdy nie odmawiam bliskim swojej obecności, nigdy nie jest tak, że coś ważnego się w naszej rodzinie dzieje, a mnie przy tym nie ma. Ale tak naprawdę zawsze mam tego czasu za mało. Dlatego Metropolitalne Święto Rodziny jest także po to, żebyśmy wszyscy mogli pobyć z bliskimi, poświęcić im więcej czasu, nacieszyć się swoją rodziną. W przypadku moim i mojego męża, naszych dzieci, cieszymy się też małymi sukcesami naszych wnuków. Najmłodszy ma trzy miesiące, najstarsza 7 lat. Sprawiają nam dużo radości.

Czy pani prezydent jest teraz taką zwariowaną babcią? 

Niestety, tak. Rodzice są od wychowywania, dziadkowie od rozpieszczania. Przykro mi, jestem zwariowaną, rozpieszczającą wnuki babcią, która zawsze przychodzi wtedy, kiedy trzeba, ma dla każdego coś miłego i zawsze u babci więcej wolno. Mojego męża to nawet złości, że wnukom pozwalam na wszystko, no może nie na wszystko, na tyle, na ile mogę im pozwolić.

Kiedy obserwuje pani rodziny w Zabrzu, czy uważa pani, że progam 500 plus poprawił ich los?

Być może od strony materialnej - poprawił, ale nie wystarczy tylko położyć najmądrzejszej księgi na stole, trzeba nauczyć się czytać. O programie 500 plus musimy rozmawiać szerzej. Dla wielu rodzin to taki szok dobrobytu, że nie zawsze potrafią sobie z tym poradzić. Samorząd jest od tego, żeby wspomagać rodziny materialnie, ale również nauczyć korzystania z 500 plus. Wiele rodzin sobie z tym doskonale radzi, zainwestowało w dzieci, poprawiło swoje warunki lokalowe, zakupiło to, o czym od dawna marzyło, ale wielu trochę przerosła ta sytuacja.

Jaka jest rola samorządu we wspieraniu rodzin? Co pani dla nich w Zabrzu robi?

Mamy szeroki program wsparcia rodzin, myślimy także o seniorach, bo nasze rodziny to nie tylko najmłodsi, ale i ci, którzy już przeszli przez aktywne życie i też czekają na naszą pomoc. Myślę, że w Zabrzu dorobiliśmy się już także programu prorodzinnego. Oczywiście, on musi być wzmacniany odgórnie przez rząd i samorząd wojewódzki.  

Przybywa małych mieszkańców w Zabrzu?

Tak, przybywa nam obywateli. W naszym zabrzańskim szpitalu, w Śląskim Centrum Zdrowia Matki i Dziecka, rodzi się tych maluszków sporo. Bardzo się z tego cieszymy. Widzimy  to także po tym, jak brakuje miejsc w żłobkach i przedszkolach, dlatego budujemy kolejne, w szkołach musimy też z tym się uporać, ale to radosne problemy, z którymi doskonale sobie radzimy.

Hasłem tegorocznego Święta  jest "Rodzina źródłem miłości". Co to oznacza?

Rodzina to źródło, które daje siłę na drogę życia, umacnia w momentach zmęczenia, pozwala rozwinąć skrzydła w radości, uporządkować wartości i kierunek, w którą stronę trzeba płynąć. Po 10 latach odmieniania słowa rodzina przez wszystkie przypadki możemy powiedzieć: wracamy do źródła. 

Rodziny wychodzą z tego wzmocnione?

Z wdzięcznością patrzę w kierunku arcybiskupa metropolity katowickiego Wiktora Skworca, a wcześniej arcybiskupa seniora Damiana Zimonia za wspieranie naszych inicjatyw. My, samorządowcy, naprawdę robimy bardzo dużo dla rodzin, ale gdyby nie Metropolitalne Święto Rodziny, być może nie byłoby tego tak widać, nie zastanowilibyśmy się nad tym, jak rodziny wspieramy, jak są dla nas ważne, jak bardzo chcemy, by były silne. Czy one wychodzą po tym Święcie silniejsze? Myślę, że tak. Podczas tych spotkań ludzie widzą tych, którym się udało, odnoszą sukcesy, czasem tych, którym było pod górkę, a jednak wyszli na prostą. Gdyby nie te kilkanaście dni świętowania, mniej byśmy o tym mówili. 

Rozmawiała: Maria Zawała

Wideo i zdjęcia: Michał Cieśla

Czytaj więcej