Relacja

IEM oczami blondynki

Poszłam, zwiedziłam i… wyszłam uśmiechnięta, bo tak pozytywnych młodych ludzi dawno nie spotkałam!

Intel Extreme Masters to nazwa, która przez ostatnie dwa tygodnie nie schodziła z ust miłośników e-sportu i specjalistów z różnych dziedzin. Ile to kosztuje, kto i ile płaci, co z tego będzie miało województwo, a jak wpłynie to na wizerunek Katowic. Obiecuję, że tutaj nie będę tego roztrząsać. Chciałam zrozumieć fenomen IEM-a, więc poszłam.

Jeśli o przygotowanie merytoryczne to... moje granie zaczęło się i skończyło na "Icy tower", później wolałam odglądać jak ktoś inny gra. Gry, które jeszcze przychodzą mi do głowy to - skoki narciarskie (takie z dyskietki, pewnie dostępne w Muzeum Historii Komputerów i Informatyki), Wolfestein i "samochodówki" - np. Colin McRae Rally. To, czego byłam świadkiem podczas niedzielnej wizyty na Intel Extreme Masters przerosło moją wiedzę wielokrotnie. Jednak nie o to chodziło w tym eksperymencie chodziło.

(e)sport w katowickim Spodku

Od razu przyznam, że owszem oglądałam wcześniejsze edycje Intela, ale z domu, na komputerze ze znajomymi, nieźle się przy tym bawiąc. A było co oglądać, bo przecież grali “nasi”. W Counter Strike’a zespół Virtus Pro wówczas radził sobie znakomicie. W tym roku niestety nasza drużyna nie doszła do finału, ale to nie przeszkadzało zaistnieć im wizualnie. Sklep z gadżetami z logiem Virtus Pro bił rekordy popularności (nawet stoiska z zapiekankami miały krótsze kol). Szaliki, koszulki, bluzy, czapki. Poczułam się jak w sklepie klubowym jakieś drużyny piłkarskiej. Bo tak to właśnie jest, że gracze są sportowcami, o czym wcześniej przekonała mnie redakcyjna koleżanka Kasia Pilawa. "Oni z tego żyją, więc podchodzą do grania bardzo poważnie". To nie tylko trening na zasadzie “panowie to teraz zagramy kilka godzin”, ale zajęcia np. na siłowni. Profesjonalni gracze komputerowi podczas turniejów mają puls maratończyków, w ich organizmach powstaje tyle kortyzolu, czyli hormonu stresu, co u kierowców wyścigowych!

>> GIGANTYCZNA KOLEJKA NA INTEL EXTREME MASTERS 2017 z drona <<

Wielką cierpliwością musieli się wykazać ci, którzy chcieli oglądać zmagania tytanów. Kilometrowe kolejki po to, aby wejść do świątyni e-sportu - Spodka. Mnie na szczęście to ominęło, ponieważ jako dziennikarz wchodziłam innym wejściem, bez kolejki, za to z zaproszeniem na kawkę. I dałam się ponieść tłumowi.

Kilka tysięcy odwiedzających nie może się mylić!

Mówi się, że na IEM-a przychodzi “gimbaza”. Jest to prawda, ale co z tego? Młodzi ludzie, widać i czuć, że pasjonaci z wielkim zaangażowaniem tłumaczą mi czym jest LoL i co to takiego Starcraft. Przyznam szczerze, że poczułam się staro, naprawdę. Poza nastolatkami spotykałam także ich rodziców z młodszym rodzeństwem. Bardzo to miłe. Moi rozmówcy zapytani, po co tu przyszli, odpowiadają krótko: “chcemy podglądać najlepszych”. Panowie przyszli po raz trzeci na Intela i chwalą się, że rozumieją co dzieje się na telebimach. Pozazdrościć.

Zwycięstwo musi ważyć!

Na hali Spodka, w której toczą się mityczne walki, czuję emocje unoszące się gdzieś w powietrzu. Nie rozumiem, co mówią komentatorzy, ani tym bardziej nie wiem co dzieje się na wielkich telebimach. Ktoś gra - okej tyle wiem. Ale i tak mi się to podoba - wszystko wygląda profesjonalnie - światła, kamery na peryskopach i puchar. Tak, ten puchar. Podchodzę, żeby zrobić zdjęcie i dochodzę do wniosku, że pomimo tych wszystkich nowoczesnych superszybkich komputerów i innych sprzętów, o których nie mam zielonego pojęcia, ludzie się nie zmieniają. Chcemy namacalnej nagrody. Pieniądze na koncie mogą zostać przelane, ale musi być co “podnieść” do zdjęcia.

Kolorowi pozytywni ludzie

À propos fotografii. Takie wydarzenie jest niezwykle wdzięczne do fotografowania. Dużo się dzieje, profesjonalne oświetlenie na hali, a na zewnątrz - piękne otoczenie Międzynarodowe Centrum Kongresowy, Spodek, żurawie i budowa wieży .KTW, NOSPR i Muzeum Śląskie - czego chcieć więcej? Koloru! O całą paletę barw naprawdę łatwo na IEM-ie. Wszystkie kolory tęczy zapewniają cosplayerzy. Podchodzę do nich, robię zdjęcia i dopytuję. Wszyscy chętnie pozują do zdjęć. Z wypiekami opowiadają mi o wielomiesięcznych przygotowaniach do tego wydarzenia - skąd kolorowe soczewki, ile kosztuje peruka, z jakiego materiału uszyli swoje przebranie a jak zrobili młot. A ponoć nasza młodzież jest leniwa i nic nie potrafi samodzielnie zrobić? Kolejny mit legł w gruzach.

>> COSPLAYERZY NA INTEL EXTREME MASTERS 2017 <<

Minusy? Chyba tylko jeden, ale taki, o którym przypomniałam sobie idąc do samochodu. Parkingi, a raczej ich brak. Te przy MCK-u, przy Muzeum Śląskim - zajęte. W zasadzie szukanie zajęło mi więcej czasu niż cała podróż z Zabrza do Katowic. Nawet w tak dobrze zorganizowanej imprezie muszą być jakieś “niedociągnięcia”. Sytuację uratowałby chyba tylko parking wielopoziomowy, bo o rozbudowie istniejących mowy nie ma.

Intel Extreme Masters Katowice 2017 od kuchni:

Odliczam dni do Iem 2018!

Czy przyjdę za rok? Jasne, że tak! Miałam wejść na chwilę, a zostałam prawie 3 godziny i to nie dlatego, że musiałam, tylko chciałam. Ta niesamowita atmosfera, pozytywna energia i pewien mistycyzm, to coś, czego czasem nam potrzeba. Czy za rok przyjdę lepiej przygotowana i “ograna”? Ależ skąd! Niewiedza czasem bywa piękna.

Czytaj więcej

Napisz do autora a.baron@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Lifestyle