Relacja

Halo Home Broker - czyli jak się to skończyło

Dostałem nagranie. To, o które prosiłem. Czyli 3 minuty rozmowy, która nieźle podniosła mi ciśnienie.

Przypomnijmy: w ubiegłym tygodniu zadzwonił do mnie młody człowiek z Home Broker i nie sprawdzając z kim rozmawia, stwierdził, że uzyskał informację, że jestem zainteresowany inwestycjami na rynku nieruchomości. Nie potrafił powiedzieć, skąd ma mój numer, nie był także w stanie wyjaśnić skąd wie o moim rzekomym zainteresowaniu nieruchomościami. Skończyło się mało przyjemnie.


Home Broker zareagował natychmiast. Pojawiły się przeprosiny i rozmowa wyjaśniająca, skąd zamieszanie. A że nie mam zwyczaju nagrywania moich rozmówców (a w każdym razie nie tych, których mógłbym podejrzewać o złe intencje) oraz byłem przekonany, że rozmówca użył mojego nazwiska, poprosiłem o nagranie. I je dostałem.


Tu oddaję honor firmie. Mój rozmówca nie użył mojego nazwiska. W tej sytuacji wyjaśnienia, że w bazie figurowałem jako „Łukasz”, są wiarygodne. Przeprosiny przyjąłem, moje podejrzenia o handel danymi w tej sprawie zostały rozwiane, spór z Home Broker uważam za zamknięty.


Ale nie uważam za zamknięty sam problem. Burza, jaka się rozpętała po tym felietonie, jasno pokazuje, że skala nękania nas telefonami, których sobie nie życzymy, jest gigantyczna. Garnki, pożyczki, ubezpieczenia, polisy, nieruchomości i cała masa dupereli, jest nam wciskana bez jakiegokolwiek obciachu, w dzień, w godzinach pracy, wieczorem i w nocy. Dzwonią telefony i dzwonki smsów. Przed świętami z adresów „nadowod”, „wyplatomat" i kilku innych, bombardowano mój numer (i to mimo zastrzeżenia u operatora, że nie życzę sobie ofert reklamowych) średnio co godzinę! Szlag mnie trafiał, blokowałem kolejne adresy, a i tak pomysłowość firm oferujących szybkie pożyczki nie znała granic. U Was pewnie było podobnie.


Poza handlowcami, nikt nie powie, że to normalne. Poza tymi, co na tym zarabiają, całą resztę cholera bierze. I widać wyraźnie, że najwyższy czas coś z tym zrobić. Nie ma żadnego powodu, dla którego tej części usług operatorów telefonii komórkowej, nie można by uregulować. Nie tylko można, nawet trzeba. Szybko i niezbędnie. Robota pewnie jest do wykonania w kilku miejscach. Po pierwsze, sprzedający musi wiedzieć do kogo dzwoni. Jeśli nie wie, nie ma prawa wykonać telefonu. Koniec i kropka. Jeśli się umówiłem z Ryszardem Kowalskim na rynku, to się nie szwendam po terenie, nie walę z misia każdego gościa w plecy i nie mówię: cześć, Rychu! Tutaj potrzeba ścisłej współpracy z operatorami. Nie twierdzę, że mają przekazywać każdemu zainteresowanemu informacji, do kogo należy numer. To zresztą w świetle prawa nielegalne. Ale może operator powinien mieć obowiązek poinformowania tych, którzy wykupią dostęp do takiej usługi, że numer zmienił właściciela. Tylko tyle. Od tego momentu sprzedawca nie ma prawa tam dzwonić, a jeśli zadzwoni, to ponosi konsekwencje. Dostęp do informacji o zmianie właściciela numeru byłby płatny, choć nieobowiązkowy. Ale skutki braku takiej informacji powinny firmę sprzedającą to czy tamto zaboleć. I to mocno.


Ani nie roszczę sobie patentu na takie rozwiązania, ani nie uważam, by to, co napisałem, było jedynym wyjściem. To robota dla GIODO i UOKiK. Sądzę, a po Waszych mailach jestem absolutnie pewien, że to, co się w Polsce w tym obszarze dzieje, to zwykłe zbójectwo. Zbójowanie ma w Polsce długą historię (choć Janosik był ponoć Słowakiem, a nie naszym rodakiem), ale doprawdy, od tamtych czasów coś się chyba zmieniło. 

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Wnętrza