Komentarz

Halo baza, czyli Durczok odpowiada Home Broker

Przeprosiny przyjęte, wątpliwości pozostają.

Lawina komentarzy, większość w podobnym tonie, co mój tekst. Sprawa jest jasna. Macie centralnie dość nękania telefonami przez rozmaitej maści „doradców”, „konsultantów”, „handlowców”, reprezentantów” i „przedstawicieli”. I słusznie. Mój telefon - moja sprawa, moja prywatność - mój czas, marnowany przez nachalnych, nieproszonych, wydzwaniających do nas gości. Najczęściej zresztą mających w nosie, czy kiedy oni usiłują coś nam wcisnąć, my akurat pracujemy, jemy, biegamy czy może bawimy się z dzieckiem. Trzeba temu powiedzieć stop. I to z poziomu przepisów. A nie tłumaczyć, tak jak teraz. Że skoro raz właściciel numeru (którym po latach, tak jak w opisanym przeze mnie przypadku Home Broker, wcale nie musimy być już my) zostawił go gdzieś w mitycznej bazie, można nas nękać do końca życia.

CZYTAJ TAKŻE: Cham broker, czyli jak handlują Twoją prywatnością


W opisanej sprawie Home Broker kilka kwestii wymaga jednak komentarza.


Po pierwsze, cieszy szybka reakcja firmy. Fajnie byłoby, żeby pracownicy tej instytucji reagowali tak samo także w innych, mniej głośnych przypadkach. Ale to, że list i przeprosiny dostałem już kilka godzin po opublikowaniu tekstu, na pewno trzeba zapisać Home Broker na plus. Niech inne firmy idą tą samą drogą. Ponieważ nad wojowanie daleko wyżej stawiam harmonijne relacje z otoczeniem (czyli, gadając po ludzku, nie jestem pieniaczem i nie chce mi się wojować), przeprosiny przyjmuję. I zapominam o tym, jak bardzo mnie ów telefon wkurzył.

Co nie zmienia faktu, że pewne wątpliwości pozostają. Po pierwsze, firma twierdzi, że w systemie mój numer figuruje jako „Łukasz”. To możliwe, bo poprzedni właściciel nazywał się Łukasz K. I musiał nieźle nawywijać, gdyż numer mam od pół roku, a zdążyli do mnie zadzwonić z Kaczmarski Inkasso, bodaj Kruka, z Sądu i Policji w Toruniu, i tak jeszcze z pół tuzina innych firm, którym Łukasz wyraźnie coś jest winien. Więc łatwo nie mam.

CZYTAJ TAKŻE: "My do Łukasza", czyli Home Broker przeprasza


Mnie się jednak zdaje, że p. Bartłomiej, dzwoniący do mnie, wyraźnie zapytał, czy rozmawia z Durczokiem. Skoro rozmowa została zarejestrowana, poprosiłem już wczoraj Home Broker o przesłanie mi tego nagrania. Jeśli mnie pamięć zawiodła - a w moim wieku i przy mojej profesji rozstrzygnięcie tego dylematu zdaje się nader ważne - to tłumaczenie, że to rutynowe sprawdzanie rynku, od biedy można by kupić. Jeśli jednak pan Szot wiedział, że to telefon Durczoka, wszystkie wątpliwości zostają. Skąd wiedział, skoro nigdzie tego numeru nie zostawiałem? A już w HB na pewno? Czekam z niecierpliwością na możliwość odsłuchania nagrania. Wiele to wyjaśni.

Po drugie. Tłumaczenie, że klienci Home Broker, co dwa lata są zainteresowani inwestowaniem w nową nieruchomość, zburzyło moją pewność, że z grubsza wiem, co się dzieje w kraju. Zawsze mi się zdawało, że 99,9 Polaków, najczęściej kupuje jedno mieszkanie, dom albo działkę, raz w życiu. Spłacając ją zresztą często do końca życia. Jeśli klienci Home Broker wchodzą w nowe nieruchomości co dwa lata, to tłumaczenia są dwa. Albo trzeba pogratulować firmie nieprzyzwoicie bogatych klientów, albo obwołać Prezesa Kaczyńskiego dożywotnim Naczelnikiem Polski. Bo to znaczy, że „dobra zmiana” już po dwóch latach uczyniła nas zajebiście bogatym narodem. Tak czy owak radość. Ale coś mi się zdaje, że rzeczywistość jest nieco różna. 


Po trzecie. Co znaczy, drodzy państwo z Home Broker, stwierdzenie: "uzyskaliśmy informację, że jest Pan zainteresowany rynkiem nieruchomości"??? Z p. Łukaszem raczej nie rozmawialiście, bo numer jest już dawno mój, a wnosząc z tego, kto poszukuje Łukasza, ma on raczej inne kłopoty na głowie niż nowa nieruchomość. A to czy mnie ten rynek interesuje czy nie, pozostaje moją słodką tajemnicą, którą raczej nie zamierzam się dzielić. 

Czekam więc na wieści z Home Broker, licząc, że rychło nadejdą. Na razie życzę tam wszystkim, a zarządowi i panu Bartłomiejowi Szotowi szczególnie, radosnych Świąt.

W sprawie telenękania problem jednakowoż zostaje. Nadal nie widzę powodu, byśmy to my, klienci, musieli wnosić o wykreślanie numerów, adresów czy nazwisk z jakichkolwiek baz. A dlaczego to firmy nie mają mieć obowiązku sprawdzenia, czy numer nadal należy do tego, kto podpisał kiedyś jakiś świstek? Że co? Że to trudne albo niewykonalne? A co mnie to obchodzi? To oni mają do mnie biznes, nie odwrotnie, więc się niech upewniają się, do kogo dzwonią, zanim podniosą słuchawkę i zaczną marnować mój czas. „Sama się związałaś, to sama się rozwiąż” - mówił do Katarzyny Figury w filmie „Kilerów 2-óch” mój ulubiony bohater, grany przez Janusza Rewińskiego, Stefan Siara Siarzewski. Sami mieliście w bazie Łukasza, to sami sprawdźcie czy to on tam dalej jest.

Czytaj więcej

Napisz do autora k.durczok@silesion.pl
Zmiana kategorii na: Zdrowie