Czytasz: Gorzelik do Durczoka: "Nieźle sobie Pan to wymyślił, lisie szczwany"

Gorzelik do Durczoka: "Nieźle sobie Pan to wymyślił, lisie szczwany"

Kamil Durczok zapytał o koalicję z PiS. Gorzelik odpowiada.

Etyczny dziennikarz nie wykorzystuje informacji uzyskanych prywatnie. Zwłaszcza możliwych do zdobycia przy kuflu tyskiego. Ale pytanie mnie męczy, więc muszę je zadać dziś. Teraz.

Panie Jerzy. Drogi Jorgu. Czy Pan tak „dla jaj” bajdurzy o tym, że nie wyklucza koalicji z PiS-em? - pytał Kamil Durczok

Lider Ruchu Autonomii Śląska i jeden z liderów Śląskiej Partii Regionalnej przesłał do naszej redakcji odpowiedź. Oto ona:

Dementuję!

Dementuję stanowczo doniesienia redaktora Durczoka Kamila, jakobym na zapleczu debaty kandydatów na prezydenta Katowic konsumował ze smakiem Tyskie, snując przy tem niecne plany koalicji z PiS-em. Spożywałem, i owszem, lecz nie Tyskie – pozwoli Redaktor, że marki nie wymienię. Nie płacą mi za lokowanie produktu, a i jego jakość na kolana nie rzucała. Poprzestańmy zatem na tym, że ów złocisty napój zaspokaja pragnienie skutecznie – w przeciwieństwie do mnie, który ciekawości redaktora Durczoka Kamila zaspokoić nie mogę.

Niezły spryciarz z Pana, Redaktorze, przyznaję ze szczerym uznaniem. Sidła zastawia Pan sprawnie. Strach pomyśleć, co by było, gdybym dał się w te Pańskie wnyki złapać, zwabiony z pozoru niewinnym pytaniem o koalicyjne plany. Dopiero by się działo! Patrzcie – pisaliby nie bez racji – ŚPR niby inna, niby taka zachodnia, a jest dokładnie jak u tych z PiS czy PO. Władze i procedury statutowe swoje, a decyzje i tak podejmuje jeden człowiek. Wynik wyborów nieznany, a ci zamiast cenny czas kampanii poświęcić wyborcom już stołki w kuluarach dzielą, zawierając papierowe koalicje. Bo przecież – duzi z nas już chłopcy Panie Redaktorze – nie wykluczenie jednego z potencjalnych koalicjantów jest istotą Pańskiego pytania, lecz wskazanie tego drugiego.

Nieźle sobie Pan to wymyślił, lisie szczwany. Nieźle, ale nie dość dobrze. Trafił Pan bowiem na środowisko, któremu mniej lub bardziej realne wizje apanaży nie odebrały rozumu. Środowisko, które przez ostatnich dwadzieścia lat buduje swoją polityczną pozycję na ciężkiej pracy zaangażowanych wolontariuszy. Które miało dość charakteru, by wyjść z koalicji, kiedy PO i PiS solidarnie napadły na dyrektora Muzeum Śląskiego za to, że miał czelność prezentowania śląskiej historii ze śląskiej perspektywy.

Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że zamiast śnić o udziale w nowym rozdaniu politycznych kart, skupić należy się na dialogu z wyborcami. Wystarczy, że warszawskie partie bez reszty skupiły się na sobie i swej plemiennej wojnie, zapominając o Bożym świecie. A zdrowy rozsądek przemawia do nas silniej niż płomienne apele Pana Redaktora – kusiciela przebiegłego. Dlatego zamierzamy w pełni wykorzystać czas kampanii – czas prezentowania programów dla naszego regionu. Pan jako doświadczony dziennikarz i bystry obserwator z pewnością je zna i podjął trud analizy dystansu, dzielącego nas od konkurentów aspirujących do władzy w województwie. Mniej zorientowanym podpowiem. W programie PiS samorządu jest, powiedzieć jak na lekarstwo, to mało. Tyle, ile substancji aktywnych w preparatach homeopatycznych, co pozwala domniemywać, że samorząd „dobrej zmianie” jest zbędny. W programie PO, obok standardowych komunałów, pojawia się kilka pomysłów dobrych, choć nie oryginalnych, bo pochodzących z programów RAŚ i ŚPR. Dobrze, że Platforma nauczyła się czerpać z intelektualnego dorobku regionalistów. Pora, by przyswoiła sobie również naszą determinację w realizacji deklarowanych celów.

Redaktorze drogi, pocztą zwrotną pozwolę sobie doradzić naszym obecnym koalicjantom z PO: nie wysyłajcie swatów. Znacie adres i numer telefonu. Ludzie ŚPR na rozmowy są zawsze otwarci. Po 21 października, jeśli wyborcy powierzą nam mandaty, siądziemy do stołu z każdym gotowym do uczciwego dialogu. Dziś jednak jest czas ciężkiej pracy w kampanii. I radzę dobrze go wykorzystać, bo na razie wygląda to z Waszej strony licho. I oby nie spotkała za to nas wszystkich kara w postaci samodzielnej większości dla „dobrozmiennej” konkurencji, bo wtedy żadnych koalicyjnych rozmów nie będzie. A jedyne stołki, na które będziemy się mogli wdrapać, to te barowe – co Was zaboli zdecydowanie bardziej niż nas. Wtedy zaproszę Pana Redaktora do któregoś z katowickich szynków. Siednymy sie przi piwie i pogodomy o fusbalu.

Czytaj więcej