Czytasz: Górnicy i lokalne władze upamiętniły 36. rocznicę śmierci Jana Stawisińskiego

Górnicy i lokalne władze upamiętniły 36. rocznicę śmierci Jana Stawisińskiego

Jan Stawisiński z Koszalina był jednym z dziewięciu górników, którzy oddali swoje życie podczas pacyfikacji kopalni „Wujek”.

Górnicy z kopalni „Wujek”, działacze „Solidarności” i władze Koszalina spotkali się w sobotę przy grobie i pomniku Jana Stawisińskiego - górnika z Koszalina, który został śmiertelnie postrzelony podczas pacyfikacji katowickiej kopalni. Uczcili 36. rocznicę jego śmierci.

Jan Stawisiński z Koszalina był jednym z dziewięciu górników, którzy oddali swoje życie podczas pacyfikacji kopalni „Wujek” 16 grudnia 1981 r. Sześciu z nich zginęło na miejscu. Trzech umarło później, w wyniku odniesionych ran. Jednym z nich był Jan Stawisiński. Postrzelony w głowę zmarł w szpitalu 25 stycznia 1982 r. Miał 21 lat.

W sobotę na uroczystościach upamiętniających 36. rocznicę śmierci Jana Stawisińskiego była obecna delegacja górników z kopalni „Wujek”. Byli też m.in.: działacze „Solidarności” i władze lokalne. Na grobie Stawisińskiego zapalili znicze, przed pomnikiem złożyli kwiaty.

„Janka nie znałem, ale byłem wtedy w kopalni. Brałem udział w obronie miejsc pracy naszej kopalni. To był bardzo mroźny dzień, straszny, tragiczny. Zostanie w mojej pamięci do końca życia. Ten człowiek przyjechał do pracy, ale jak trzeba było to stanął po stronie obrony praw wolnościowych, porozumień, które w sierpniu 1980 roku były zawarte z ówczesnym rządem” – powiedział PAP górnik kopalni „Wujek”, członek zarządu Społecznego Komitetu Pamięci Górników KWK „Wujek” Andrzej Szukała, który przyjechał na uroczystości rocznicowe do Koszalina.

„Janek był mieszkańcem Koszalina, chciał polepszyć sobie byt i pojechał na Śląsk. Jak mówiła jego świętej pamięci matka – Janina Stawisińska +mój syn pojechał za chlebem, a oddał życie+" - mówił w sobotę przy grobie Janka Stawisińskiego przewodniczący zarządu regionu koszalińskiego „Pobrzeże” NSZZ „Solidarność” Sławomir Majchrzak.

Natomiast wiceprezydent Koszalina Andrzej Kierzek dodał, że „nigdy nie powinno się tak zdarzyć, by ktoś w obronie władzy zabijał innych ludzi”. „To dzięki górnikom z kopalni „Wujek”, działaczom związkowym pamiętamy o tej największej ofierze, jaką poniósł pan Stawisiński. Powinniśmy pamiętać o tym, że możemy się spierać, możemy żyć w niezgodzie, ale nigdy nie wyprowadzajmy na siebie, na obywateli tego samego kraju żadnych sił, żadnej broni, by ktoś musiał płakać po śmierci swoich najbliższych” – stwierdził nad grobem Stawisińskiego Kierzek.

Uroczystości, które rozpoczęły się kilka minut po godz. 15 przy grobie Jana Stawisińskiego na Cmentarzu Komunalnym w Koszalinie przeniosły się następnie przed pomnik poświęcony zmarłemu górnikowi (skwer przy skrzyżowaniu ulic: Zwycięstwa - Stawisińskiego - Pileckiego).

W niedzielę w ramach uroczystości rocznicowych o godz. 10 w koszalińskiej katedrze odprawiona zostanie msza św.

Górnicy z Wujka zastrajkowali 13 grudnia 1981 r., domagając się uwolnienia przewodniczącego kopalnianej Solidarności Jana Ludwiczaka. Potem zażądali też m.in. zniesienia stanu wojennego i zwolnienia wszystkich internowanych. 16 grudnia milicja i wojsko otoczyły kopalnię. W czasie szturmowania zakładu padły strzały. Na miejscu zginęło sześciu górników, trzej inni zmarli później wskutek odniesionych ran.

W wyniku pacyfikacji kopalni życie stracili: Józef Czekalski, Krzysztof Giza, Joachim Gnida, Ryszard Gzik, Bogusław Kopczak, Andrzej Pełka, Jan Stawisiński, Zbigniew Wilk i Zenon Zając. Ponad 20 górników zostało rannych.

Prawomocny wyrok, skazujący byłych milicjantów z plutonu specjalnego ZOMO za strzelanie do górników na karę od 3,5 do 6 lat więzienia, zapadł dopiero po blisko 15 latach rozpatrywania tej sprawy, w czerwcu 2008 r. Później orzeczenie to ostatecznie utrzymał Sąd Najwyższy. (PAP)

autor: Inga Domurat

Czytaj więcej