Czytasz: Czy górnictwo czeka los Grecji?

Czy górnictwo czeka los Grecji?

Z Witoldem Orłowskim, członkiem Narodowej Rady Rozwoju rozmawiamy o brutalnych prawdach w ekonomii.

Wiele można obiecać, ale czy w kwestiach ekonomicznych można zaklinać rzeczywistość w nieskończoność, czy trzeba będzie za te obietnice i działania w końcu zapłacić cenę? Czy wysoką?

Można wiele rzeczy robić. Pytanie, jakie będą konsekwencje. Prawdy są zresztą bardzo różne. To trzeba sobie uczciwie powiedzieć. Ekonomia inaczej wygląda z perspektywy bezrobotnego robotnika z Pensylwanii, który stracił pracę wraz z przeniesieniem firmy do Meksyku. Inaczej z punktu widzenia białego kołnierzyka z tej samej firmy, który uważa, że dzięki temu wzrosły zyski, dochody i cały naród jest bogatszy. Tylko wewnątrz tego narodu jedni są bogaci, inni nie. Właściwie oba spojrzenia są właściwe.

To jednak lepiej być w roli białego kołnierzyka.

Ekonomia to nie jest arytmetyka. Pewne prawdy zależą od tego, przez kogo są wypowiedziane. Pewne rzeczy nie są wcale pewne. Pewne kwestie są zdumiewające. Ekonomia to jest działanie ludzi i to działanie w grupie. Ludzie potrafią być nawet — nie chcę mówić nieracjonalni — ale racjonalni inaczej w swoich zachowaniach. Ekonomia jednak nie wybacza. Jeśli coś się naprawdę złego zrobi, to prędzej czy później się zapłaci za to cenę… najprawdopodobniej.

Bezpieczniej mówić o hipotetycznych sytuacjach za oceanem, ale spróbujmy. Wybierzmy konkretny obszar w naszym kraju. Polska. Dokładniej Śląsk. Konkretnie górnictwo.

Są firmy wymagające restrukturyzacji, gdzie odwlekanie tego sprawia, że te miejsca pracy są miejscami na kredyt. Tak samo, jak Grecja. Życie na kredyt, jeśli jest przesadne, w pewnym momencie może doprowadzić do katastrofy.

O konieczności restrukturyzacji zdecydowanie łatwiej rozmawia się z ekonomistami niż z ministrami. Ci drudzy chętniej chwalą się utrzymywaniem kopalni przy życiu.

Na krótką metę dofinansowywanie daje korzyść, bo nikt nie zamyka nam kopalni, tylko mamy pieniądze na podtrzymanie działalności, ale może to doprowadzić do katastrofy.  Odwlekanie restrukturyzacji od lat, bez wątpienia następuje w górnictwie węglowym. Przy czym po części przynajmniej odpowiadają za to same związki zawodowe górnicze, które po prostu nie godziły się na inne rozwiązania niż te, które krótkookresowo są dla nich najwygodniejsze. Brak było wspólnego zrozumienia, że są pieniądze, gotowość wsparcia przez resztę społeczeństwa procesów restrukturyzacji, ale muszą doprowadzić do rozwiązania problemu, a nie do odłożenia go w czasie. Unia Europejska wcale nie zabrania dofinansowywania zamykania nierentownych kopalń, przekwalifikowywania ludzi itd.

Brutalna prawda przyjdzie wraz z brakiem notyfikacji ze strony Unii Europejskiej na kolejne dosypywanie do górnictwa, czy ktoś opamięta się wcześniej, wyciągnie wnioski i wykorzysta szansę?

Można oczywiście zaciągać długi, realizować wiele inwestycji kosztem zadłużania się, ale jeśli zadłużanie się jest jedynym pomysłem na przetrwanie, nie rozwiązuje się problemów, tylko używa się zadłużenia po to, żeby kolejny rok, kolejne dwa, kolejne trzy utrzymać sytuację, która jest nie do utrzymania no to prędzej czy później może dojść do… Grecji. A brutalna prawda dla Grecji przychodziła nie wtedy kiedy Grecję zadłużali, tylko wtedy kiedy Grecja zbankrutowała dopiero.


Komisja Europejska 18 listopada 2016 r. zaakceptowała program pomocowy dla sektora węgla kamiennego. Pomoc publiczna przeznaczana na ułatwienie zamykania niekonkurencyjnych kopalń może być udzielana do 2018 r.


 

Czytaj więcej