Czytasz: Głosuj na Durczoka!
Zawsze byłem po drugiej stronie barykady. Dziś sytuacja jest inna.

To był tydzień trudnych przemyśleń, wielu rozmów, konsultacji i publicznego milczenia. Zwykle tak jest, kiedy trzeba podjąć niełatwe decyzje. Ta, z którą musiałem się zmierzyć, była jak wybór między ogniem a wodą. Całe dorosłe, zawodowe życie, było krytycznym przyglądaniem się polityce. Komentowaniem, złością, krytyką, oburzeniem, dumą i  zadowoleniem. Ale zawsze, bez względu na barwy aktualnie rządzących, byłem po drugiej stronie barykady. Dlaczego? Bo po tej stronie barykady są ludzie. Władza, zwłaszcza ta antydemokratyczna, jak dziś, chce coraz więcej. Ale nie tylko ona. Więcej władzy chciał Miller, Kwaśniewski, Tusk czy Pawlak. Taka jej wilcza natura. Wolne media są od tego, by tym niepohamowanym apetytom stawiać tamę. I - jak mi się zdawało - polskie media, w tym i ja, ową tamę stawiały. 

Dziś sytuacja jest inna. Dziś zagrożona jest demokracja. Jak chichot historii i śmiech klauna szydercy, zabrzmiały słowa Kaczyńskiego o tym, że „plus” w jego „piątce” oznacza więcej wolności. Człowiek o skłonnościach jawnie dyktatorskich mówi o wolności. Człowiek odbierający ludziom wolne sądy, stawiający się ponad prawem, szydzący i szczujący jednych na drugich, na oczach milionów widzów próbował kreować się na jutrzenkę wolności. I śmieszniej, i straszniej być nie może.

To był ten moment, w którym pomyślałem, że dziennikarstwo to jednak za mało. Że te tysiące, miliony głosów, mówiących, że pora zamienić pióro i kamerę na mandat wyborczy, mają rację. Były bezsenne noce, było ważenie argumentów, było wreszcie podstawowe pytanie: czy przechodząc na drugą stronę barykady, nie pluję w twarz tym, którzy zawsze widzieli mnie w kontrze do władzy. A teraz sam mam po nią sięgać…

Ale przyszedł czas decyzji. I dłużej nie mogłem czekać. 

Panie i Panowie! 

Wystartuję w wolnych, demokratycznych wyborach jako kandydat na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wybory dopiero za rok, ale jako człowiek, który nie bawi się w partyjne gry i gierki, uczciwość nakazuje powiedzieć to dziś. Będę kandydatem wszystkich Polek i Polaków. Będę Waszym Prezydentem. 

Zaczynamy pracę nad programem. Będzie jasny, klarowny i uczciwy. 

Wierzę, że znajdzie Wasze uznanie, a słowu „prezydentura” przywróci godność i należny prestiż. Mogą one wynikać tylko z jednego - poszanowania drugiego człowieka. 

Startuję, bo jestem ładniejszy niż Schetyna, wyższy niż Kaczyński, mam lepszy angielski akcent niż Tusk i uwielbiam wozić się wypasionymi furami. Resztę jakoś ogarnę. 

Głosuj na Durczoka. On da polityce kopa!


Ten tekst powstał w Prima Aprilis i należy odczytać go z przymrużeniem oka.


Czytaj więcej