Czytasz: Wojna trwa
Kto ma gorzej? Komu bardziej potrzebne są inwestycje? W Gliwicach trwa dyskusja o pieszych i kierowcach. Wywołała ją Agata Twardoch, architektka i urbanistka.

Milena Nykiel: Rzecznik prezydenta Gliwic stwierdził, że piesi go denerwują, pani ich broni. Dlaczego?

Agata Twardoch, urbanistka: Zdziwiona jestem, że pieszych w ogóle trzeba bronić. Nie dość, że są oni naturalnymi użytkownikami przestrzeni publicznej, to do tego użytkowali ją znacznie wcześniej niż kierowcy... A poważnie - choć wobec wypowiedzi Pana rzecznika dosyć trudno o powagę - w skali świata nadal trwa era urbanizacji. Do 2050 roku liczba mieszkańców miast ma się podwoić, a przy okazji wzrasta dostępność samochodów. Już zdrowy rozsądek podpowiada, że te wszystkie samochody, tych wszystkich mieszkańców, w mieście nie mają prawa się zmieścić.

Ponoć bez auta do gliwickiego NFZ-tu nie można dojechać.

Od czasu gdy tę instytucję, podobnie jak np. biuro paszportowe czy biuro obsługi strefy płatnego parkowania, przeniesiono poza strefę ścisłego centrum, dostęp do nich możliwy jest w zasadzie tylko transportem indywidualnym – czyli samochodem. W związku z czym wielu, nie tylko starszych ludzi ma z tym problem. To właśnie jeden z przykładów obrazujących jak w Gliwicach myśli się o kimś, kto nie jest kierowcą.

W Gliwicach myśli się przede wszystkim o przemyśle.

„Gliwice to miasto logistyki” - dokładnie takie słowa usłyszałam w 2009 roku od szefowej wydziału planowania przestrzennego. Pisałam wówczas pracę doktorską. Zapytałam w wydziale o to, czy miejskie inwestycje mieszkaniowe uzupełniane są o zieleń, transport publiczny i strukturę dla pieszych. Pani naczelnik była wyraźnie zdziwiona takimi pytaniami. Powiedziała, że przecież Gliwice to miasto logistyczne, a nie miasto-ogród.

Z całą pewnością to miasto barierek.

Tak, to kolejna ciekawa rzecz. Jest ich kilka rodzajów. W miejscach, gdzie polikwidowano przejścia dla pieszych – jak na przykład na ulicy Nowy Świat, przy wyjściu z osiedla Kochanowskiego w stronę centrum – żeby ludzie nie przechodzili przez jezdnię, wzdłuż drogi postawiono czarno-żółte barierki. Wzdłuż chodnika zaś – betonowe słupki. Z kolei w innych miejscach są stylizowane na poprzedni wiek czarne słupki. Wszędzie jest pełno różnych rodzajów słupków. Niektóre – jak te w ciągu ulicy Wieczorka - utrudniają poruszanie się po chodniku.

Czy barierka nie jest przypadkiem po to, by ludzie nie przebiegali przez jezdnię? Dla ich bezpieczeństwa?

Tak, ale skoro ludzie tak się zachowują, to znak, że układ komunikacyjny jest źle skonstruowany. W przypadku ulicy Nowy Świat mieszkańcy faktycznie wciąż korzystali ze zlikwidowanego już przejścia dla pieszych. Dojście do oddalonego o 50 metrów przejścia ze światłami, czekanie na światłach, powrót i czekanie na kolejną zmianę świateł jest frustrujące. Przejścia dla pieszych powinno robić się tam, gdzie ludzie najczęściej przechodzą. Obserwowanie zachowań mieszkańców daje najlepsze efekty przy kształtowaniu przestrzeni miejskich.

Bo ludzie są leniwi i nie chcą przejść kilkadziesiąt metrów do zebry?

Pewnie! Jesteśmy leniwi, spieszymy się do szkoły, do pracy, pada nam na głowę, albo na nas świeci...Kierowcom jest znacznie wygodniej. Dlatego powinno się ułatwiać poruszanie się piesze, rowerowe oraz komunikacją publiczną. Wszystkie badania przestrzeni miejskich pokazują, że wszędzie tam, gdzie stawia się na tworzenie struktur dla pieszych, miasta zyskują.

Na czym zyskują?

Miasta postrzegane są jako bardziej przyjazne i w efekcie przybywa mieszkańców, których Gliwice przecież cały czas tracą. Zyskuje lokalna gospodarka, bo pieszy wstąpi do ulicznej kawiarni i zrobi zakupy po drodze zamiast pojechać do centrum handlowego pod miastem. No i w końcu zyskujemy wszyscy: więcej się ruszamy, a poza tym znacznie obniża się emisja – nie wiem, czy Pani wie, że przy niskim ciśnieniu poziom zapylenia w Gliwicach, dorównuje temu w Krakowie?

Podoba się Pani wyremontowana starówka gliwicka?

Nie bardzo. Po pierwsze pojawiła się tu kostka granitowa, która ze względu na nierówności, znacznie utrudnia poruszanie się piechotą, z wózkiem, a tym bardziej na wózku. Po drugie, mimo długiego remontu i znacznych kosztów jakość funkcjonowania starówki w zasadzie się nie zmieniła – jest oczywiście czysto i ładniej, ale przestrzeń jest nadal zdominowana przez samochody. Nie pojawiła się także zieleń. Pojawiły się „kulki na patyku”, które nie tylko nie są ładne, ale także nie mają wartości dla miasta: nie dają cienia, nie produkują tlenu, nie nadają się na siedliska dla ptaków.

Co zrobić by pieszym w mieście było łatwiej?

Potrzebne są działania systemowe, np. zwężenie ulic w centrum, wprowadzenie buspasów, usprawnienie komunikacji publicznej w samym mieście i całej konurbacji. Ale efekty mogą przynieść także działania w mikroskali. Np. przeprogramowanie świateł, tak, by priorytet mieli piesi. A gdyby do tego miasto wsparło lokalnych przedsiębiorców, oferując im zachęty na przykład w postaci czasowych obniżek czynszu, to nie dość, że dałoby się po Gliwicach chodzić, to jeszcze byłoby po co.

 Agata Twardoch - adiunkt w Katedrze Urbanistyki i Planowania Przestrzennego Politechniki Śląskiej w Gliwicach

Czytaj więcej