Czytasz: Gallus w likwidacji. Co z dyplomami?

Gallus w likwidacji. Co z dyplomami?

Puste parkingi, wiatr hulający po salach, zakurzona biblioteka. Trwa likwidacja jednej z największych na Śląsku prywatnych uczelni wyższych.

„Absolwentów Uczelni, którzy nie odebrali dyplomu prosimy o pilny kontakt z Archiwum Uczelni” - apeluje na swojej stronie internetowej (a raczej pozostałości po jej oficjalnej wersji) Wyższa Szkoła Zarządzania Marketingowego i Języków Obcych w Katowicach, popularny „Gallus”.

Szkoła nie chwaliła się tym faktem, ale jak udaje dowiedzieć się naszej redakcji, jest już w połowie procesu likwidacji.

Sale wykładowe świecą pustkami

- Wszystko przebiega sprawie, zgodnie z przepisami ustawy o szkolnictwie wyższym – zapewnia nas Jerzy Wójcik z działu prawnego uczelni. Szacuje, że placówka jest aktualnie w połowie procesu likwidacji. - Studentów ani pracowników uczelni nie ma już od zeszłego roku akademickiego – mówi. Pozostały jednak budynki, pokaźna - bo licząca około 40 tysięcy woluminów - uczelniana biblioteka, a także wiele nieodebranych dokumentów osobowych, w tym studenckich dyplomów. Zgodnie z zapowiedziami będzie można odbierać je tylko do początku czerwca.

Był boom, ale moda się skończyła

Dlaczego działająca od 1992 roku, jedna z największych śląskich uczelni, zwija manatki? Pracownicy, którzy pozostali jeszcze w jej murach mówią wprost: zainteresowanie kierunkami zarządzanie i marketing już się skończyło. - Boom przeminął. Absolwenci zorientowali się, że po takich kierunkach ciężko o pracę i wszystko zaczęło się kończyć – mówi Maria Wójcicka-Hasiak, pełniąca funkcję zastępcy dyrektora biblioteki w „Gallusie”.

„Płaczę dzień w dzień”

Wójcicka-Hasiak przyznaje, że najbardziej szkoda jej uczelnianej książnicy. - Część książek, np. te o zarządzaniu, z biegiem lat się nieco zdeaktualizowała, wśród naszych zbiorów są jednak prawdziwe perełki – mówi. Dodaje, że zgodnie z przepisami, cały zbiór przejąć może Biblioteka Śląska lub uczelnie państwowe. - Te podmioty mają pierwszeństwo. W drugiej kolejności po książki zgłosić mogą się uczelnie niepubliczne – zaznacza Wójcicka-Hasiak. Nie ukrywa: - Płaczę nad biblioteką dzień w dzień. Bardzo mi jej szkoda .

Studenci, zgłaszajcie się!

„Gallus” jak najszybciej próbuje zwrócić też studentom ich dokumenty: m.in. świadectwa maturalne i dyplomy magistra. - O ile jednak do ostatnich roczników mamy kontakt mailowy, o tyle starsze podały nam swoje adresy. A co jak ktoś adres zmienił? I tu pojawia się problem – przyznaje pracownica uczelni. Apeluje do takich osób, by się zgłaszały. Później ich dokumenty trafią bowiem do archiwum państwowego.

Likwidacja bez roszczeń

Jakie będą dalsze losy popularnego jeszcze do niedawna katowickiego „Gallusa”? - Likwidatorem uczelni jest jej były kanclerz – mówi uczelniany prawnik Jerzy Wójcik. Zapewnia, że proces przebiega spokojnie, m.in. bez roszczeń ze strony pracowników. Nie potrafi powiedzieć jeszcze co stanie się z budynkami po uczelni. Likwidator Mariusz Krzysztofek pozostaje póki co nieuchwytny.

Czytaj więcej